Zmiany są wynikiem poufnych negocjacji między Waszyngtonem a europejskimi stolicami. Mają doprowadzić do powstania realnego "europejskiego filaru" NATO. Chodzi o większą odpowiedzialność państw europejskich za planowanie i prowadzenie operacji wojskowych na własnym kontynencie.
USA przekażą dowództwo NATO w ręce Europy. Wyjątkowa oferta dla Polski
To także efekt presji politycznej ze strony Stanów Zjednoczonych, które od lat domagają się większego "podziału obciążeń". Administracja Donalda Trumpa nadała temu kierunkowi wyraźny impuls, sygnalizując ograniczenie amerykańskiego zaangażowania wojskowego w Europie.
Najważniejszą zmianą z perspektywy Polski jest zapowiadana rotacja dowództwa JFC Brunssum w Holandii, a więc jednego z dwóch kluczowych centrów planowania operacyjnego NATO. To właśnie tam przygotowywane są scenariusze działań obronnych na wschodniej flance.
Obecnie dowództwo pozostaje w rękach Niemiec, ale w przyszłości ma być dzielone z Polską. Taki krok byłby symbolicznym potwierdzeniem rosnącej pozycji Polski jako jednego z głównych filarów obrony wschodniej Europy. Za decyzją stoją zarówno względy polityczne, jak i wojskowe. W praktyce oznaczałoby to nie tylko prestiżowe stanowiska generalskie, ale także większy wpływ na planowanie operacyjne NATO.
Polski generał stanie na czele dowództwa NATO. Pierwszy raz w historii
Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesław Kukuła zdradził już, że polski oficer czterogwiazdkowy po raz pierwszy w historii stanie na czele dowództwa połączonego NATO. Dotąd dowództwo to powierzano wyłącznie Niemcom lub Włochom.
"To ważny dowód zaufania do Wojska Polskiego i naszych wysiłków obronnych!" — napisał na platformie X szef Sztabu Generalnego WP.
Na razie nie ujawniono nazwiska polskiego generała, który stanie na czele JFC Brunssum. Czterogwiazdkowymi generałami w Polsce są aktualnie dwie osoby. To wspomniany wcześniej gen. Wiesław Kukuła oraz gen. Sławomir Wojciechowski, dotychczasowy przedstawiciel Polski w Komitetach Wojskowych NATO i UE.
Nowa strategia USA. Europa musi wziąć odpowiedzialność za NATO
Choć na pierwszy rzut oka zmiany mogą wyglądać jak amerykański odpływ ze struktur NATO, ich konstrukcja jest bardziej złożona. USA zachowują najwyższe dowództwo sił sojuszniczych w Europie (SACEUR), a także przejmują dowództwo morskie MARCOM z siedzibą w Wielkiej Brytanii.
W praktyce oznacza to, że Waszyngton pozostanie odpowiedzialny za strategiczny poziom planowania. Już dziś Amerykanie kierują dowództwami sił lądowych (LANDCOM) i powietrznych (AIRCOM). Po przejęciu MARCOM uzyskają kontrolę nad trzema kluczowymi domenami operacyjnymi, czyli lądem, powietrzem i morzem.
USA zachowują również najwyższe dowództwo operacyjne w Europie, a ich nowa strategia obronna jasno stwierdza, że sojusznicy mają przejmować inicjatywę w konfliktach, które są dla nich ważniejsze niż dla Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie USA chcą utrzymać przewagę technologiczną i przemysłową, co pozwala im nadal dominować na rynku uzbrojenia w Europie.