Budowa Tarczy Wschód, którą zapowiedział przed kilkoma tygodniami premier Donald Tusk, to tylko jeden z elementów wzmacniania obronności państwa, jednak wiele wskazuje na to, że bez fizycznego umocnienia granicy się nie obejdzie. I problem ten zainteresował pewną fundację.

Zabiorą dom pod budowę bunkrów. Padła nowa propozycja

Członkowie fundacji Dobre Państwo zaczęli się zastanawiać, w jaki sposób państwo chce budować te wszystkie bunkry, rowy przeciwczołgowe, czy nawet w głębi kraju umacniać strategiczne punkty, nie mając praw własności do gruntów, na których miałyby one powstać.

Reklama

- W czasie pokoju wejście na grunt i uzyskanie tytułu do zagospodarowania nieruchomości na cele obronne, z oparciem się na wezwaniu do świadczenia rzeczowego, w opinii fundacji Dobre Państwo, nie wytrzyma próby uniknięcia konfliktów społecznych. Pamiętajmy o doktrynie obronnej, która zakłada wprowadzenie pasów częściowego i pełnego ograniczenia ruchu i zakazu przebywania osób postronnych, w tym cywilnych – pisze Witold Solski, prezes fundacji Dobre Państwo.

Widząc, że w czasie pokoju zajęcie prywatnych terenów na cele obronne może stanowić prawny problem, a zwykła, cywilna ścieżka trwać może długie miesiące, jeśli nie lata, fundacja przedstawia pewne rozwiązanie. W skierowanej do Senatu petycji proponuje ułatwienie całego procesu.

Wielkie odszkodowanie za wojskowe wywłaszczenia

A ocenie członków fundacji, najlepiej by było, aby to bezpośrednio minister obrony narodowej mógł decydować, który dom, działkę i pole zająć na cele niezbędne dla obronności kraju. Z ich propozycji wynika, iż wystarczyłaby decyzja administracyjna ministra, by każdego móc wywłaszczyć, a w ten sposób zdobyta nieruchomość z automatu przechodziłaby na własność Skarbu Państwa.

Nie ma jednak nic za darmo. Danie ministrowi tak wielkich uprawnień wiązać miałoby się ze sporymi kosztami, bowiem w ten sposób wywłaszczonej osobie musiałby on zapłacić równowartość 200 procent rynkowej ceny zajętej nieruchomości.

- Szacunkowa wartość rynkowa każdego bieżącego kilometra pasa gruntu, rozumianego jako prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane, czyli wzniesienia fortyfikacji obrony Ojczyzny, przekroczy 1 milion euro. W sytuacji przymusu, a być może i konfliktów lokalnych doliczyć należy koszty administracyjne poświęconego czasu i zasobów ludzkich kadry biurokratycznej coraz bonus dla wywłaszczonego w wysokości, pozwalającej umniejszyć napięcia i protesty lokalnej społeczności – twierdzi fundacja.

Posłowie ostrożni, ale chętni zerknąć na nowy pomysł

A choć pomysłem fundacji zająć mają się niedługo senatorowie, to jednak temat ewentualnych odszkodowań za wywłaszczenia na cele obronne nie jest też obcy posłom z sejmowej komisji obrony. W ocenie byłego wiceministra obrony narodowej, posła PiS, Bartosza Kownackiego, warto przyjrzeć się takiej propozycji.

- Uważam, że to jest dobry kierunek. Wiadomo, że potrzeba szybkich inwestycji, które by zwiększyły nasze bezpieczeństwo i na zwykłą procedurę może po prostu nie być czasu. Ale też nie można ludzi krzywdzić. I tak w wyniku takiego wywłaszczenia ktoś może być emocjonalnie skrzywdzony, ale wynagrodzenie w postaci 200 procent to jest takie minimum przyzwoitości – mówi Forsalowi poseł Kownacki.

Przyznaje on, że w przypadku wojny takie procedury są gotowe, ale obecnie, gdy nie ma stanu „W”, kwestie obronności powinny być w prawie nieco inaczej traktowane, niż te, dotyczące inwestycji cywilnych.

- Jeśli u nas pojawi się taka propozycja, to życzliwie na nią spojrzę – deklaruje Bartosz Kownacki.

Nieco ostrożniej na pomysł fundacji Dobre Państwo spogląda poseł Polski 2050, Mirosław Suchoń, również zasiadający w komisji obrony. Jest on świadom, że sprawność procesów administracyjnych w przypadku różnego rodzaju inwestycji infrastrukturalnych, zwłaszcza inwestycji służących obronie, ma kluczowe znaczenie, ale proponuje spojrzeć na problem od strony finansowej.

- Pytanie jest takie, czy rzeczywiście to jest dobre rozwiązanie, biorąc pod uwagę finanse publiczne. Gdzieś tutaj musimy wyważyć możliwości finansowe państwa. Wiemy, że dzisiaj sytuacja finansowa po 8 latach rządów PiS jest niezwykle skomplikowana, w związku z tym, gdyby pojawiły się takie pomysły, to z pewnością trzeba by to było bardzo dokładnie rozważyć pod kątem skutków finansowych dla budżetu państwa. Jeśli będzie taka propozycja, to na pewno Sejm i Senat pochylą się nad tą petycją. Ale to wymaga bardzo dokładnej analizy skutków finansowych – deklaruje Mirosław Suchoń.