Sabotaż na Bałtyku. Rosjanie z Chińczykami wywiedli w pole służby NATO

yi peng 3, chiny, statek
Sabotaż na Bałtyku. Rosjanie z Chińczykami wywiedli w pole służby NATO/PAP/EPA
Potwierdza się wersja, że to Rosjanie stali za przerwaniem kabli telekomunikacyjnych na Bałtyku, choć sami bezpośrednio tego nie zrobili. Wyniki najnowszego śledztwa pokazują, jak służby dwóch państw wywiodły w pole wywiad NATO i zrobiły coś, o czym eksperci ostrzegali od dawna.

Niedługo minie miesiąc od chwili, gdy zachodnim światem wstrząsnęła informacja o skutecznym przerwaniu kabli telekomunikacyjnych na Bałtyku, a tym samym zerwaniu komunikacji między Niemcami, Szwecją, Finlandią i Litwą. I choć od razu podświadomie zaczęto podejrzewać Rosjan, władze wolały jednak nabrać wody w usta.

Przed atakiem na kabel do akcji wkroczyła Rosja

Nie pojawiły się oficjalne oskarżenia, a wszystko z tego powodu, iż cała operacja przeprowadzona była w sposób, z którym trudno jest bezpośrednio powiązać Rosję. Zatrzymano co prawda potencjalnego sprawcę, chiński statek towarowy Yi Peng 3, za którego sterami stał Rosjanin, ale nadal nikomu nie postawiono oficjalnych zarzutów. Tymczasem do kulis całej akcji sabotażowej udało się dotrzeć dziennikarzom The Wall Street Journal.

Opierając się na rozmowach z amerykańskimi śledczymi, przedstawiają oni dowody na to, iż to rosyjski wywiad wysłać miał chiński statek właśnie na Morze Bałtyckie i skierować go w konkretne miejsce. Zanim jednak to nastąpiło, na Bałtyk skierowała się rosyjska korweta Merkury z Floty Czarnomorskiej. Okręt kręcił się w okolicach cieśniny Kattegat, badał morskie dno, a zdobyte informacje przekazać miał do Królewca, gdzie znajduje się siedziba Floty Bałtyckiej.

Kolejne uszkodzenie kabla na Bałtyku

Wtedy na scenę wkroczył chiński transportowiec Yi Peng 3. Jak ustalił WSJ, statek ten, dziwnym trafem nagle bardzo często zaczął zawijać do rosyjskich portów, chociaż od 2015 roku nie widziano go w nich ani razu. Tymczasem wiosną 2024 r. zawinął między innymi do Murmańska i Ust-Ługi w okolicach Sankt Petersburga. W listopadzie wyruszył w trasę, kierując się w stronę cieśnin duńskich, a chwilę po jego przepłynięciu nad internetowym kablem, operatorzy sieci zanotowali wielką awarię. Do jej usunięcia, trwającego kilkanaście dni, konieczne było sprowadzenie specjalnej jednostki z Francji.

Jak ustalono w trakcie dziennikarskiego śledztwa, nie była to pierwsza tego typu rosyjsko-chińska akcja na Bałtyku. W październiku 2023 r. podobny kabel uszkodzony miał być za pomocą kotwicy przepływającego nad nim statku, co pośrednio potwierdziła szwedzka marynarka wojenna. Jej okręt Belos, specjalizujący się w prowadzeniu akcji ratunkowych okrętów podwodnych, zbadał kabel i potwierdzono, iż jego uszkodzenia były spowodowane siłą „zewnętrzną siłą mechaniczną”. Wówczas do uszkodzenia doszło chwilę po przepłynięciu nad kablem chińskiego statku NewNew Polar Bear.

„NATO napotkało trudności w reagowaniu na wydarzenia na Morzu Bałtyckim, a władze unikały bezpośrednich oskarżeń wobec Rosji, aby zapobiec panice” – twierdzą autorzy raportu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
oprac. Wojciech Kubik
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej specjalizujący się w tematyce obronności i bezpieczeństwa.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraSabotaż na Bałtyku. Rosjanie z Chińczykami wywiedli w pole służby NATO »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj