Ludzkość używa odzieży od 170 tysięcy lat, ale dopiero w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci stała się ona wielkim globalnym biznesem. Wszystko za sprawą szybko zmieniającej się mody i powiększającej się klasy średniej o wysokich dochodach do dyspozycji. Obecnie świat zużywa ok. 150 mld sztuk ubrań rocznie, cztery razy więcej niż 20 lat temu. Oznacza to średni wzrost o ponad 60 procent przypadający na każdego mieszkańca planety.

Ciężarówka ubrań co sekundę na śmietniku

Światowa branża produkcji odzieży, w której pracuje ponad 70 mln osób (80 proc. to kobiety), osiąga wartość 3 bilionów dolarów, co równe jest 2 proc. światowego PKB. W roku 2030 globalna klasa średnia liczyć będzie 5,5 mld ludzi tj. o 2,4 mld więcej niż cztery lata temu. Jak podaje Europejska Komisja Gospodarcza (UNECE), jeśli popyt na konfekcję będzie rósł w dotychczasowym tempie, do połowy wieku jej produkcja zużywać może trzy razy więcej zasobów naturalnych, niż było to na początku stulecia.

Do kogo należą znane marki odzieżowe?

Zużycie zasobów można by ograniczyć racjonalizując sposób użytkowania ubrań. Straty wynikające ze stylu życia, polegającego na zbyt szybkiej wymianie garderoby, oblicza się na pół biliona dolarów rocznie. Średni czas użytkowania odzieży w ciągu dwudziestu lat skrócił się o ponad jedną trzecią – niemodne ubrania można przecież przerobić, naprawić czy oddać innym, nie mówiąc o noszeniu ich dłużej. Nie leży to jednak zdecydowanie w interesie producentów, którzy skrócili dostawy nowych kolekcji na rynek do kilku tygodni. Średni czas użytkowania odzieży to nieco ponad dwa lata. Badania dotyczące mody wśród brytyjskich kobiet pokazują jeszcze bardziej pesymistyczny obraz, bo co trzecia z nich uważa ubranie za stare, po założeniu go zaledwie 2-3 razy. Korzystanie z mediów społecznościowych jeszcze bardziej wzmacnia presję na wygląd – co siódma młoda kobieta uznaje pojawienie się w tym samym zestawie drugi raz za powód do wstydu czy towarzyskie faux pas. Konsumpcja oparta na modelu „kup tanio - szybko wyrzuć” powoduje, że co sekundę na świecie na śmietnik trafia ciężarówka odzieży, którą przynajmniej w części można by ponownie wykorzystać.

>>> Czytaj też: Nowa kolekcja co miesiąc, tony odpadów i kolorowe rzeki w Chinach. Oto cena szybkiej mody

Jeden z największych trucicieli

Istotnym problemem jest fakt, że są to odpady w dużej mierze niebiodegradowalne, bo wytworzone z poliestru będącego pochodną ropy naftowej. Potrzebują więc nawet 200 lat aby zostały zaabsorbowane przez środowisko. Dlatego branża odzieżowa, obok naftowej i produkcji mięsa, należy do największych trucicieli Ziemi, odpowiadając za 10 procent światowych emisji dwutlenku węgla – a potrzeba około 70 mln baryłek ropy do wyprodukowania corocznej konsumpcji sztucznych włókien na potrzeby produkcji odzieży. Negatywne konsekwencje wywołuje proces prania odzieży z włókien sztucznych, który uwalnia z nich do kanalizacji, a później do zbiorników wodnych i oceanów mikrocząsteczki, którymi żywi się plankton, aby następnie przez łańcuch żywieniowy wylądować na talerzu człowieka. Szacuje się, że 35 proc. plastiku występującego w światowych akwenach morskich pochodzi z przemysłu odzieżowego.

Wykorzystanie włókien naturalnych też nie jest, delikatnie mówiąc, obojętne dla ekosystemów. Około połowa światowej konfekcji wytwarzana jest z bawełny. Jej uprawa i przeciwdziałanie szkodnikom wymaga ogromnej ilości wody i szkodliwych dla ludzi i zwierząt pestycydów (25 proc. światowego zużycia). Dlatego też duża część jej plonów jest genetycznie modyfikowana. To jednak powoduje pojawienie się nowych generacji chwastów, które zwalcza się jeszcze ostrzejszą chemią. Osobnym problemem jest farbowanie bawełnianych tkanin, co jest drugim po rolnictwie źródłem zanieczyszczenia wody na świecie. Nie mówiąc o poziomie jej zużycia. Kupując nowe dżinsy (roczna produkcja 2 miliardy sztuk) czy koszulę warto być świadomym, że do ich produkcji użyto od 2 tys. do 7 tys. litrów wody. Taka ilość może zaspokoić pragnienie człowieka na ponad 2 lata. To prawda, że uprawa bawełny i produkcja odzieży z niej daje zatrudnienie około 7 procentom mieszkańców krajów słabiej rozwiniętych, większość jednak to młode kobiety, a nawet dzieci pracujące w urągających wszelkim standardom warunkach, zarabiające nie więcej niż 100 dolarów miesięcznie.

Bawełna organiczna, czyli wielki biznes próbuje być eko

Coraz wyraźniejszy jest więc trend produkcji bardziej ekologicznej odzieży. H&M czy Inditex, właściciel m.in. marek Zara czy Massimo Dutti, opierają ją w znacznym stopniu na bawełnie organicznej (uprawianej bez pestycydów), a informację o tym można znaleźć na ich metkach. Ta pierwsza firma rozpoczęła zbieranie od klientów niepotrzebnej odzieży, którą przetwarza na nowe włókna i tekstylia. Wielu producentów działa w ramach inicjatywy B-Corp, która zrzesza już ponad 200 przedsiębiorstw odzieżowych na świecie, stosujących zasady zrównoważonego rozwoju w różnych branżach. Należy do niej również producent odzieży outdoorowej Patagonia, który jako pierwszy zastosował polarowe podszewki stworzone w oparciu o wykorzystanie plastikowych butelek. Od zeszłego roku firma oferuje T-shirty wyłącznie z organicznych tkanin bawełnianych lub z domieszką przetworzonego, powtórnie używanego poliestru. Z kolei pionierem w oszczędzaniu wody w procesie produkcji odzieży jest holenderska firma DyeCoo, której technologia pozwoliła wyeliminować przez zastosowanie metody ciśnieniowej wodę używaną do farbowania tkanin poliestrowych. Oszczędności to nawet 150 litrów wody na 1 kilogram poliestru. Technologie zastosował już m.in. Nike i IKEA. Monitorowaniu warunków, w jakich powstaje odzież, służą dedykowane aplikacje. Najbardziej znaną wdrożył startup Transparent Company, który wykorzystuje technologię blockchain do ratingu transparentności produkcji 150 światowych marek. Z kolei aplikacja Good On You dostarczyć może informacji o ekologiczności marek odzieży w naszej garderobie.

Ubranie wyhodowane na bazie... grzybów

Zupełnie nowym trendem jest produkcja w pełni degradowalnych materiałów stosowanych do tworzenia ubrań. Takie rozwiązanie proponuje pochodzący z Holandii MycoTex, który na bazie unikalnych grzybów hoduje w specjalnych formach - bez chemikaliów i z niewielkim zużyciem wody - części garderoby zaprojektowane dla klienta. Co więcej, uzyskana tak odzież jest odżywcza dla skóry, aseptyczna i może być w całości kompostowana. Na razie jednak trudno uznać, że może służyć do masowej produkcji. Nie jest to jedyny przykład rozwoju tzw. żywych materiałów. Kolejny pochodzi z Finlandii. Na ostatnich obchodach rocznicy uzyskania niepodległości przez ten kraj dużą uwagę przyciągnęła suknia żony prezydenta - Jenni Haukio. Wykonana była z drzewa brzozy, tektury i niewielkiej ilości bawełny, użytej ponownie za sprawą zaawansowanej technologii Ioncell. To wynalazek naukowców z fińskich uniwersytetów. Tkanina jest miękka, miła w dotyku i połyskująca. Jeśli się opatrzy, można ją kompostować bez uszczerbku dla środowiska, które nie jest zanieczyszczane mikrowłóknami plastiku. Produkcją odzieży w obiegu zamkniętym zaczynają się interesować również wielkie marki. Niektóre z nich powołały do życia inicjatywę Make Fashion Circular. Do takiej produkcji na szeroką skalę droga jednak daleka.

Pokolenie Z nadzieją na zmianę stylu życia konsumentów

Na razie największe efekty ekologiczne można uzyskać zmniejszając skalę zakupów odzieży. Według raportu Ellen McArthur Foundation, do 2030 roku uzyskane korzyści z tego tytułu to przynajmniej 200 mld dolarów. Mogłoby to być konsekwencją zmiany stylu życia konsumentów. Z badań wynika, że ponad 60 proc. ankietowanych na świecie jest gotowych na zmianę lub bojkot marki odpowiedzialnej za nieetyczne praktyki. Najbardziej radykalne w postawach związanych z ekologią jest pokolenie Z (urodzeni po 1995 roku). Już w przyszłym roku będą oni stanowić prawie 40 proc. liczby globalnych konsumentów. To oni mogą w największym stopniu korzystać z ubrań, które rosną wraz z wiekiem i wypożyczać je. Te pierwsze, na razie w odniesieniu do dzieci, opracował brytyjski projektant Ryan Yasin, który z wykształcenia jest inżynierem aeronautyki. Zaproponował najbardziej zaawansowane ubranie na świecie, wykonane z lekkiej, wodoodpornej i podlegającej recyklingowi tkaniny, która używana była do powlekania paneli na satelitach. Zrobione z niej ubrania rosną wraz z dzieckiem od niemowlaka, do wieku trzech lat. Rozciągają się siedmiokrotnie wszerz i wzdłuż. Wynalazca twierdzi, że mogą być przyjazne dla rodzicielskiego portfela.

Znacznie szybciej efekt oszczędności przynieść mogą propozycje związane z wypożyczaniem odzieży. Dotychczas podlegały jej głównie suknie ślubne i fraki. Ale to się szybko zmienia. Powstała cała rzesza startupów, które takim rozwiązaniom dedykują swoją działalność. Dzięki MudJeans popularne, wykonane z organicznej bawełny spodnie można wynająć na rok, potem zwrócić lub zamienić na inne. Z kolei amerykański Express działa w modelu subskrypcji, dzięki któremu można co miesiąc korzystać z trzech sztuk odzieży. Bliźniaczo podobne rozwiązanie ma chiński YCloset. Rent the Runway daje natomiast dostęp do luksusowej odzieży i dodatków prezentowanych przez modelki na wybiegach. W model biznesowy startupu uwierzył twórca Alibaby Jack Ma, przekazując mu 20 mln dolarów. Najwyżej wycenianym ekologicznym, modowym startupem jest jednak RealReal, który w połowie zeszłego roku wart był 450 mln dolarów. Firma oferuje sprzedaż używanej odzieży najdroższych światowych marek w cenach opiewających średnio na kwoty do 20 proc. ich pierwotnej wartości. Projekt wspiera kreatorka mody Stella McCartney, oferując każdemu klientowi, który odda w komis startupowi pozycję z poprzedniej kolekcji, bonus przy zakupie produktów ze swojej nowej linii.

Podane przykłady nie są jednostkowymi przypadkami. Firma analityczna ThredUp prognozuje, że w USA sprzedaż online używanych kolekcji i modowych dodatków osiągnie wartość 20 mld dolarów w roku 2022. W Polsce, z ciągle dużym kultem własności, nie jesteśmy raczej gotowi na podobne trendy wpisujące się w ramy ekonomii współdzielenia. Choć z autami na minuty, rowerami i hulajnogami powoli zaczyna się udawać.

>>> Polecamy: Globalne koncerny mięsne trują bardziej niż naftowi giganci. Sztuczne mięso uratuje klimat?