Nigdy wcześniej świat Zachodu nie zmienił się tak diametralnie i dogłębnie; dzisiejsza rewolucja technologiczna jest już powtórką z rozrywki, cyfrowo-lśniącą, post humanistyczną, ale jednak powtórką.

Poza wieloma innymi atrybutami współczesności XIX stulecie wymyśliło także zbrodnię wymagającą wyjaśnienia i detektywa, który musi rozwikłać jej tajemnicę. Relacje między ludźmi w gigantycznych skupiskach ery przemysłowej zatomizowały się na tyle, że trzeba było scedować zaufanie na kogoś z zewnątrz: kogoś, kto dostrzega porządek tam, gdzie inni widzą tylko chaos. XIX-wieczny detektyw w typie Sherlocka Holmesa wspomagał się wprawdzie osiągnięciami nauki, ale w istocie był – w sensie intelektualnym – nadczłowiekiem albo superbohaterem. Od tej figury już całkiem niedaleko do medium, kogoś, kto nie musi już nawet opuszczać swojego pokoju, by rozwiązywać zagadki kryminalne, ma bowiem dar czytania przeszłości z przedmiotów, z pisma, z zapachów. Pozostaje w kontakcie z duchami zmarłych, a wśród narzędzi ma prekognicję, jest więc niekiedy w stanie zapobiec zbrodni na moment przed tym, nim się ona wydarzy.

To tylko jeden krok i twórca Sherlocka Holmesa, Arthur Conan Doyle, go zrobił, bowiem w drugiej połowie życia został entuzjastycznym wyznawcą spirytyzmu.

Duchy budzą nadzieję

Nie on jeden. Spirytyzm przełomu XIX i XX w. to – jakkolwiek paradoksalnie by to brzmiało – przejaw myślenia nowoczesnego. Nie patrzmy na antenatów z pobłażaniem, postawmy się w ich sytuacji. Odkrycia naukowe w dziedzinie fizyki, chemii, biologii nieustannie zmieniają wizję świata, więc skąd właściwie wiadomo, że nie istnieje jakiś mierzalny wymiar duchowy rzeczywistości? Prężnie rozwija się psychologia, która wieszcząc Freudowski przełom, zaczyna sięgać w rejony podświadomości. A niby skąd wiadomo, czy hipnoza nie jest furtką do stanów mediumicznej komunikacji z duchami? Dysponujemy już sztuką fotografii. A może da się zrobić zdjęcie duchowi? „Zdjęcia astralne” Williama Hope’a robią wrażenie do dziś – trudno sobie nawet wyobrazić, jak szokujące musiały być dla jego współczesnych (choć były, naturalnie, sprytnym oszustwem). Jedno z praw ukutych przez klasyka literatury SF i wielkiego wizjonera nauki Arthura C. Clarke’a mówi, że „każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP