Adam Niedzielski, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia; fot. Wojtek Górski / DGP

Projekt ustawy, która wprowadza „podatek cukrowy”, czyli opłatę zdrowotną, która będzie wsparciem dla budżetu NFZ, pojawił się pod koniec zeszłego roku. Skąd taki pośpiech?

Trudno o nim mówić. Projekt ustawy pojawił się pod koniec roku, ale dyskusja nad prozdrowotną opłatą rozpoczęła się dużo wcześniej. Myślę, że sam proces legislacyjny powinien zakończyć się w pierwszym kwartale. Kalendarz prac nad projektem ustawy wskazuje kwiecień jako najwcześniejszy miesiąc, w którym opłata może wejść w życie. Nam zależy na jej prozdrowotnych efektach, którymi ma być zmiana zachowań konsumpcyjnych Polaków. Im szybciej nastąpi zmniejszenie spożycia cukru w naszej diecie, tym lepiej dla zdrowia publicznego.

Reklama

Eksperci uważają, że to dobry krok, ale szczegółowe rozwiązania budzą niepokój.

Nie jest tak, że przyszliśmy z niezmienialnym pomysłem, który chcemy narzucić. To jest propozycja, która obecnie jest w trakcie konsultacji społecznych. Osobiście jestem przekonany, że jako państwo powinniśmy wykorzystywać sprawdzone instrumenty, a sugar tax do takich należy. Nawet jeśli będzie dalszy wzrost konsumpcji cukru, to taka opłata wyhamowuje jego dynamikę. Warto też podkreślić, że tym razem mamy do czynienia z modelowym rozwiązaniem, w którym pozyskane środki trafiają do Narodowego Funduszu Zdrowia.

Można też obniżyć ceny zdrowych produktów, tylko wtedy nie zasili to budżetu…

Istotne jest, że państwo stosuje instrumenty nie tyle fiskalne, co prozdrowotne, które są już na świecie wykorzystywane i co stawia nas w awangardzie państw aktywnie zajmujących się zdrowiem. Podatek akcyzowy redukuje spożycie szkodliwych produktów, ale nie ma bezpośredniego powiązania z budżetem na zdrowie. W tej zaś opłacie mechanizm taki został zawarty – są to pieniądze, które trafiają na zdrowie. W ten sposób chcemy też zachęcić firmy do zmiany składników produktów. Dzięki temu nie będą musiały płacić wyższego podatku. Jeżeli przychody będą niewielkie, będzie to oznaczać małe spożycie cukru, a co z tym się wiąże – redukcję szkód zdrowotnych. A to nas również bardzo cieszy.

>>> Czytaj też: Utoniemy w górze śmieci, jeśli nie znajdziemy na nie sposobu [OPINIA]

A o ile zwiększą się wpływy NFZ w 2020 r.?

Już w tej chwili wiemy, że fundusz zapasowy wzmocni się w tym roku o 2,7 mld zł. Spodziewane wpływy z opłaty prozdrowotnej szacuje się na około 2,1 mld zł. Razem to daje blisko 5 mld zł, co stanowi gwarancję nie tylko zachowania dostępności świadczeń na dotychczasowym poziomie, ale wykonania kolejnych kroków zauważalnie ją poprawiających.

W zeszłym roku też były dodatkowe środki z funduszu zapasowego.

Ale mniejsze – na poziomie 1,8 mld zł. Proszę pamiętać, że sytuacja funduszu w 2019 r. była bardzo dobra. Przychody zwiększyły się o 4 mld zł tylko dzięki lepszym, niż przewidywano, wpływom ze składki ubezpieczeniowej. To efekt dobrej sytuacji na rynku pracy, ale także uszczelnienia podatków.

Na co zostało to przeznaczone?

Na przykład na zwiększenie liczby badań diagnostyki obrazowej – rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej, zwiększenie liczby zabiegów usunięcia zaćmy oraz operacji endoprotezoplastyki, podwyższyliśmy też wycenę świadczeń w szpitalach. Zapłaciliśmy również w onkologii za tzw. nadwykonania. Warto podkreślić, że w 2019 r. pierwotny plan finansowy w porównaniu z budżetem, który mieliśmy na koniec roku, zwiększył się o ponad 7 mld zł. To rekordowo duża kwota.

To może się zmienić?

Sytuacja gospodarcza w tym roku może nie być aż tak dobra jak w minionym. Dlatego w ścisłej współpracy z resortami zdrowia oraz finansów ułożyliśmy plan, w którym z jednej strony jest zasilony fundusz zapasowy, z drugiej – wzmocnienie strony przychodowej.

Jak zostaną wykorzystane te pieniądze? Padła już propozycja zlikwidowania limitów do kolejnych zakresów specjalistyki.

Tak, jest taka opcja jako kontynuacja zmian, które pojawiły się w ubiegłym roku. Zdjęto limity dotyczące zabiegów usunięcia zaćmy czy badań diagnostycznych. W przypadku ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) trzeba by się zastanowić, na jaką skalę zniesienia limitów nas stać, czyli ile możemy przeznaczyć na ten cel środków. Zniesienie limitów przyjęć oznacza wyższe wydatki. Jest oczywiste, że będzie więcej pacjentów. W tej chwili na AOS wydajemy 5,2 mld zł. Relatywnie nie jest to duża kwota w porównaniu ze szpitalnictwem, na które przeznaczamy ponad 40 mld zł, czy z podstawową opieką zdrowotną (POZ), na którą wydajemy ponad 12 mld zł. Jednak nakłady finansowe to jedna sprawa, a druga to wystarczająca liczba lekarzy.

To okazało się problematyczne przy zniesieniu limitów w badaniach diagnostycznych – pieniądze są, nie ma ludzi.

To prawda. Zniesienie w diagnostyce limitów wykazało w niektórych miejscach brak dostatecznej liczby specjalistów. Istotnie zwiększyliśmy liczbę wykonywanych badań, ale równocześnie odnotowaliśmy też wzrost liczby nowych pacjentów zainteresowanych diagnostyką.

>>> Czytaj też: Soja: kiełkujący problem UE. Uniezależnienie się od importu stoi pod znakiem zapytania

To na ile was – czy też nas – stać?

Na razie liczymy – na ile i w jakich zakresach świadczeń. Nie jest też tak, że zniesienie limitów rozwiąże wszystkie problemy w dostępie do specjalistów. Po pierwsze musi być kadra, o czym już wspomniałem. Po drugie należy doprecyzować, jak ma wyglądać proces leczenia, tak żeby to się przełożyło na większą dostępność.

Czyli trzeba wypracować standardy leczenia?

Dokładnie tak. Tak jak to było w przypadku zaćmy, gdzie określono standard, w którym zapisano warunki kwalifikacyjne do zabiegu. Zapisano też wizyty kontrolne, podczas których zostaje dokonana ocena, czy zabieg się udał, jaka jest jego jakość.

To dotyczy zabiegu, a tutaj chodzi o wizytę u specjalisty. Jak można określać jej standardy?

Wizyta u specjalisty jest zazwyczaj jednym z wielu elementów procesu leczenia. Może kończyć pobyt w szpitalu albo, na odwrót, jest pierwszą na podstawie skierowania od lekarza pierwszego kontaktu.

No dobrze, to do jakiego specjalisty będzie łatwiej się dostać?

Analizujemy sytuację – gdzie są największe potrzeby i co można zmienić. Do jednych z bardziej uciążliwych należą terminy przyjęć w endokrynologii. Przygotowujemy w tym zakresie pakiet rozwiązań. Nie chodzi bowiem o samo zniesienie limitów, tylko o przekrojowe podejście i pożądane zmiany na każdym etapie leczenia. Dlatego u lekarzy rodzinnych wprowadziliśmy premię za prowadzenie pacjentów w tym zakresie. Głównie dotyczy to chorych ze schorzeniami tarczycy. Chcemy zmienić również wycenę na poziomie AOS, ale także w szpitalnictwie, aby promować leczenie jednodniowe. Jeżeli udałoby się to wszystko wprowadzić łącznie, zmieniłaby się struktura leczenia, a co za tym idzie, skróciłaby się lista oczekujących na świadczenie. Nie jest bowiem możliwe zmniejszenie kolejek poprzez finansowanie nieograniczonej liczby wizyt u specjalistów.

Lekarze rodzinni chętnie przejmą te obowiązki?

Mają odpowiednie kompetencje. Tam, gdzie lekarz rodzinny prowadzi pacjenta, analizuje wyniki badań, zleca lekarstwa, tam chory rzadziej potrzebuje wizyty u specjalisty.

Jak skłonić pacjentów do takiej zmiany?

Fundusz może jedynie stosować zachęty finansowe. Z jednej strony zwiększyć nakłady na POZ i AOS, ale z drugiej – np. zmniejszyć wycenę za każdy kolejny dzień pobytu w szpitalu.

Kiedy zostałyby wprowadzone te zmiany?

Projekt rozwiązania systemowego, racjonalizującego proces leczenia i skracającego kolejki, chcemy przedstawić w pierwszym kwartale. Należałoby znosić limity tam, gdzie mamy uporządkowany schemat leczenia.

Jakich jeszcze specjalistów mogłoby to dotyczyć? Kolejki są do większości z nich.

Tak jak mówiłem, jesteśmy na etapie analiz. Zmiany będziemy wprowadzać stopniowo. Zaczęliśmy od endokrynologii.

Mówimy o specjalistach, ale wspominał też pan o zmianach w POZ. Rozmowy były trudne. Podpisaliście państwo umowy ze wszystkimi lekarzami rodzinnymi na ten rok?

Zaproponowaliśmy 25 groszy więcej za każdego pacjenta. Docelowo do końca roku będzie to złotówka.

W zamian za większe wymagania?

To jest propozycja dla wszystkich. Chcemy też promować różne rozwiązania, jak np. wspomniana kompleksowa opieka w endokrynologii, zlecanie większej liczby badań profilaktycznych. Będziemy płacić za jakość leczenia.

Zdaniem lekarzy koszty tak wzrosły, że potrzebują większych nakładów.

W sprawie nakładów na POZ osiągnęliśmy kompromis. Aneksy na 2020 r. zostały podpisane w całej Polsce. Pacjenci mogą czuć się bezpiecznie.

>>> Czytaj też: Część suplementów diety jest bezużyteczna? Zaskakujące wyniki badań NIL