Od początku pandemii osoby, które przechorowały COVID-19 i mogą być dawcami osocza oddały łącznie ok. 13,5 tys. donacji osocza. Wydano do leczenia prawie 17 tys. jednostek tego składnika krwi, co oznacza, że zastosowano je w leczeniu ok. 14 tys. osób zakażonych koronawirusem. Czasem jedna osoba dostaje jedną, dwie lub trzy jednostki osocza.

Dla porównania – 23 listopada było 5,2 tys. donacji (9,5 tys. jednostek osocza), które podano ok. 8 tys. osób.

"Udało się już zgromadzić i odbudować zapas osocza" – powiedział PAP Radziwon. Poinformował, że w magazynach stacji krwiodawstwa jest w Polsce ok. 6,5 tys. jednostek osocza.

Prof. Radziwon, który jest dyrektorem Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Białymstoku, tłumaczył, że zgromadzone osocze od ozdrowieńców może być przechowywane przez trzy lata w temperaturze poniżej minus 25 stopni C.

"Jeżeli to osocze nie będzie zużyte teraz, może być spokojnie zastosowane i na jesieni przyszłego roku i na wiosnę, i jeszcze dalej. Dlatego ten zapas – dopóki będziemy wiedzieć, że może być potrzebny – będzie utrzymywany. Nie wiem, czy aż w takim zakresie, ale na pewno tak. Natomiast jeżeli już szczepienia okażą się skuteczne, to będzie można się zastanowić, czy warto jeszcze trzymać to osocze w magazynach, czy wydać je normalnie do lecznictwa" – powiedział prof. Radziwon.

Reklama

Radziwon uspokaja, że zgromadzone osocze w żaden sposób nie zostanie zmarnowane, bo jeśli nie będzie używane w terapii zakażonych koronawirusem, zostanie wykorzystane do leczenia innych chorób. Wyjaśnił, że osocze podaje się np. osobom, które krwawią z powodu zaburzeń układu krzepnięcia krwi.

"To może być w rozsianym wewnątrznaczyniowym wykrzepianiu, to może być w ciężkich uszkodzeniach wątroby, to mogą być pacjenci, którzy przyjmują leki zmniejszające krzepliwość krwi, a jest potrzeba, żeby szybko odbudować im zdolność krzepnięcia krwi, bo np. muszą być pilnie operowani" – wyjaśnił prof. Radziwon. Osocze podaje się też wtedy, gdy ktoś we własnym osoczu ma tzw. patologiczne składniki.

Krwiodawcy już wcześniej wielokrotnie informowali, że nie u każdego chorego na COVID-19 można stosować terapię osoczem, nie jest to także terapia powszechnie potwierdzona badaniami naukowymi, ale stosowana przez lekarzy w określonych sytuacjach. Chodzi o to, że przeciwciała z osocza od osób, które przechorowały COVID-19 (musi być odpowiednia ilość i jakość tych przeciwciał) mogą być podane innym chorym, aby im pomóc w walce z zakażeniem koronawirusem.

Radziwon powiedział, że stacje krwiodawstwa nie mają danych statystycznych od lekarzy na temat skuteczności terapii osoczem. "Wiemy tylko, że coraz precyzyjniej stosują to osocze, mają więcej doświadczeń" – dodał.

Prof. Piotr Radziwon poinformował, że w Polsce badania osocza przed podaniem go zakażonym koronawirusem prowadzi się w siedmiu centrach krwiodawstwa w Polsce, na początku robiono to tylko w jednej – w Białymstoku. Dodał, że gdy zapotrzebowanie na osocze zwiększyło się dziesięciokrotnie w porównaniu z tym, co było na początku pandemii, a zapasy osocza były bardzo małe, kilkudniowy czas oczekiwania na wynik badania osocza wydawał się długi. Teraz – zaznaczył, gdy jest zapas osocza, na oznaczenia przeciwciał można czekać z większym spokojem, krwiodawcy mogą pracować spokojnie.

"Przy tworzeniu zapasów mamy w magazynie osocze, wydajemy to już przebadane, a to, które pobieramy, będzie spokojnie przebadane w ciągu dwóch, trzech dni i tak samo, pójdzie do magazynu. Mamy sytuację stabilną i spokojną" – powiedział Radziwon. Podkreślił, że można mówić o przygotowaniu na większą falę koronawirusa.

"Mam nadzieję, że nie nadejdzie, ale gdyby, to wydaje mi się, że jesteśmy już teraz lepiej przygotowani po tym doświadczeniu jesiennym" – ocenił prof. Radziwon.(PAP)

Autor: Izabela Próchnicka

kow/ joz/