Film to forma utrwalania historii. A ostatnio historia przecież jest przepisywana [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 listopada 2020, 21:27
Jan Matuszyński reżyser m.in. filmu „Ostatnia rodzina” i serialu „Król”
<p>Jan Matuszyński reżyser m.in. filmu „Ostatnia rodzina” i serialu „Król”</p>/embuk-importer
To, że mamy dwie strony sporu, wynika z braku wiedzy i z niepodejmowania świadomych wyborów. Można powiedzieć, że z braku umiejętności korzystania z wolności, którą rzekomo mamy - z Janem Matuszynskim rozmawia Magdalena Rigamonti.

Z Janem Matuszyńskim rozmawia Magdalena Rigamonti

Magdalena i Maksymilian Rigamonti

„Po katolicku modlę się za Was o otrzeźwienie, ale pamiętajcie, że jak będzie trzeba, to w obronie bezbronnych zdepczemy i zamienimy w proch wasz wojowniczy zapał!” Kto to powiedział? I kiedy?

Lata trzydzieste? Jakiś ONR-owiec?

2020 r., październik, narodowiec Robert Bąkiewicz.

1937 r., w którym dzieje się serial „Król”, 1983 r., w którym teraz siedzę, robiąc film o zabójstwie Grzegorza Przemyka „Żeby nie było śladów”, i współczesność mają wiele stycznych. Choć myślę, że Szczepan Twardoch w „Królu” napisał narodowcom bardziej malownicze wypowiedzi z lepszym szykiem zdania.

Ja o rzeczywistości, pan o sztuce.

Ja też o rzeczywistości, ale poprzez sztukę. Inaczej nie umiem i nie mam kompetencji. Akurat tak się złożyło, że moje dwa ostatnie projekty są bliżej rzeczywistości, bliżej tego, co się teraz dzieje, niż sądziłem, gdy się do nich zabierałem. I to powoduje... To powoduje smutek.

Myślałam, że pan powie „wkur...nie”.

To jest też wkur...nie. Natomiast nie jest ono głównym czynnikiem determinującym, czy się zajmuję danym tematem czy nie. Aczkolwiek jest ważną emocją w moim procesie, za przeproszeniem, twórczym. Oczywiście widzę, co się dzieje dookoła, dość dobrze widzę. Jest taka ciekawa zbieżność „Króla” z rzeczywistością, której nie można było przewidzieć wcześniej, a mianowicie Szapiro, główny bohater, wyczuwa nadchodzący kres. W trakcie realizacji serialu wydawało mi się to takie metaforyczne, wręcz jak na mnie podejrzanie poetyckie, natomiast teraz, w 2020 r., można to dużo dosadniej rozumieć. Cała sytuacja pandemiczna jest kresem świata, który znamy. To, co mamy dzisiaj za oknem, jest oznaką tego, że kres staje się coraz bardziej dosłowny, już nie metaforyczny.

Myśli pan, że pan – artysta – widzi więcej, przeczuwa, co się wydarzy?

Film jest skomplikowaną, wielopłaszczyznową materią i czasami może mieć cechy takiego wychodzenia do przodu. Zdarza się to jednak przy okazji. Ja nie widzę więcej. Nie jestem rycerzem Jedi ani prorokiem. Ślepy też nie jestem. To, co się dzieje teraz na ulicach – protesty, marsze Strajku Kobiet – to dowód na to, że jesteśmy świadkami jakiegoś piku, jakiejś zmiany. Jestem dość sceptyczny co do tego, że to będzie zmiana na lepsze. Myślę o tym, o czym mówił Jarosław Kaczyński w swoim orędziu, jakiego języka użył, na jakie zwarcie idzie i czy świadomie na poziomie inscenizacyjnym nawiązał do Wojciecha Jaruzelskiego. Jasno pokazał, że porozumienie pomiędzy dwiema Polskami, dwoma obozami jest niemożliwe. A w środę przy rondzie de Gaulle’a mieliśmy scenę niemalże jak z „451 stopni Fahrenheita”. No albo jak z początku „Króla” właśnie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj