Cuomo skompromitowany. Piewca ruchu #metoo oskarżony o molestowanie seksualne podwładnych

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 sierpnia 2021, 13:27
Andrew Cuomo
<p>Andrew Cuomo</p>/Newspix
Sprawa gubernatora stanu Nowy Jork Andrew Cuomo to opowieść o tym, jak ruch #metoo może zostać wykorzystany przez sprawców do maskowania swoich nadużyć

Żadne inne widowiska nie budzą tak cierpkiego zażenowania, jak wystąpienia znanych osób tłumaczących się ze skandali seksualnych. Przemowa gubernatora stanu Nowy Jork Andrew Cuomo – bohatera ostatniej głośnej afery #metoo – niewątpliwie trafi do panteonu kuriozalnych spektakli wywołujących odruch oburzenia podszytego nieznośnym dyskomfortem: feerii posępnych min, błądzących spojrzeń, robotycznych przeprosin i wykrzywionych półuśmiechów żon powstrzymujących łzy.

Cuomo, którego gwiazdorski status w Partii Demokratycznej oraz prezydenckie aspiracje zrujnowały oskarżenia o molestowanie seksualne, wyłamał się ze schematu udoskonalonego przez jego poprzedników. Nie tylko dlatego, że jako kawaler, aktualnie niezaangażowany w uczuciową relację, mógł oszczędzić sobie nieco wstydu. Gubernator, niezrażony zarzutami, konsekwentnie unikał przyznania, że jego postępowanie było naganne. Całą sprawę przedstawiał tak, jakby była nieporozumieniem, a niewykluczone, że i atakiem przeprowadzonym przez jego konkurentów politycznych. – Nigdy nie dotknąłem nikogo w niestosowny sposób ani nie składałem niestosownych propozycji – zapewniał Cuomo. Co prawda zaznaczył, że bierze „pełną odpowiedzialność za swoje działania”, ale równocześnie podkreślał, że jego słowa i gesty zostały przez kobiety źle zinterpretowane. Obmacywanie, pocałunki i odzywki z podtekstem seksualnym były – w jego mniemaniu – jedynie żartami, niewinnymi figlami, które służyły rozluźnieniu atmosfery na szczytach władzy w Albany, stolicy stanu Nowy Jork.

Buziaki i muśnięcia po twarzy wedle wyjaśnień gubernatora „miały wyrażać ciepło, nic więcej”. Zresztą nauczył się tego od swojej matki. Podczas gdy on starał się skracać dystans i okazywać sympatię, jego współpracownice odczytały jego zachowanie opacznie – jako przekroczenie czerwonej linii. Cuomo bagatelizował stawiane mu zarzuty, posiłkując się pokazem slajdów, na których całował i obejmował dłońmi twarze swoich krewnych, sympatyków i polityków. – Robię to ze wszystkimi: białymi i czarnymi, młodymi i starymi, osobami heteroseksualnymi i LGBTQ; ludźmi wpływowymi, przyjaciółmi oraz obcymi, których spotykam na ulicy – wymieniał uspokajającym tonem polityk.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Tematy: USA#metoo
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj