Zanim Dorota Rabczewska została Dodą, w dzieciństwie i jako nastolatka trenowała lekkoatletykę. Na Mistrzostwach Polski Juniorów w 1997 r. zdobyła brąz w biegu na 100 m. Do tego złoto w zawodach mistrzostw szkolnych szczebla wojewódzkiego – w biegach na krótkich dystansach, w skoku w dal i w pchnięciu kulą. Ale ostatecznie sport pomógł jej zostać piosenkarką. – Dał mi fundamenty, na których oparłam karierę: samodyscyplinę, wytrwałość w dążeniu do celu, odporność – opowiada Doda.

Jej pierwszym trenerem był tata – Paweł Rabczewski, sztangista, który zajął 6. miejsce na igrzyskach olimpijskich w Moskwie. Mimo rodzinnych tradycji oraz ukończenia sportowego ogólniaka, córka nie poszła w ślady ojca. – Wybrałam muzykę chyba z powodu kobiecej próżności. Światła reflektorów, MTV, różowe ciuchy, fani. A jak się ma duży biceps i wygrywa z facetami, to chłopaki nie chcą chodzić z tobą randki – żartuje Doda.

Nie ma co gdybać, co by było, gdyby postawiła na sport. I czy odnosiłaby sukcesy takie jak przed wojną w pchnięciu kulą Halina Konopacka.

>>> Czytaj też: Oto najlepiej zarabiający sportowcy według "Forbesa". Messi awansował

Według danych resortu edukacji z września 2018 r. Szkół Mistrzostwa Sportowego (SMS) było 212. Ta liczba rośnie, jeśli dodać do niej placówki, które posiadają jednocześnie oddziały sportowe oraz mistrzostwa sportowego – takich jest 75. Oddziały sportowe mogą powstawać w podstawówkach oraz szkołach ponadpodstawowych i prowadzić szkolenie w jednej lub kilku dyscyplinach w co najmniej trzech kolejnych klasach danej szkoły dla minimum 20 uczniów. SMS-y składają się co najmniej z jednego takiego oddziału i szkolą młodzież w większym wymiarze godzinowym tygodniowo (min. 16 godz.) niż szkoły sportowe (min. 10 godz.).

Pracownicy Zespołu Sportu Młodzieżowego z Instytutu Sportu – Państwowego Instytutu Badawczego podają inne dane dotyczące liczby SMS-ów. – Szkół pozostających pod kuratelą związków sportowych jest 64. Wyłączamy z tego grona placówki stworzone przez profesjonalne kluby gier zespołowych, bo te są pomyślane jako ich zaplecze. Istnieją też SMS-y powoływane np. przez samorządy lub inne organizacje, ale nie są pod nadzorem polskich związków sportowych – wyjaśnia Jan Żółkiewski z Instytutu Sportu.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP