Prestiżowym uniwersytetom i college’om nie zależy na zmianie status quo

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
22 stycznia 2023, 09:00
Viviean Malone, jedna z pierwszych czarnych studentek na Uniwersytecie Alabamy. 1963 r.
<p>Viviean Malone, jedna z pierwszych czarnych studentek na Uniwersytecie Alabamy. 1963 r.</p>/Getty Images
Akcja afirmatywna zapewne będzie kolejną po prawie do aborcji wielką zdobyczą amerykańskiego powojennego liberalizmu, którą konserwatywna większość Sądu Najwyższego wyrzuci do kosza.

George Stewart ukończył biologię na Uniwersytecie Teksańskim z doskonałymi ocenami i uzyskał świetny wynik z egzaminów kwalifikacyjnych na medycynę. Na swoim koncie ma też wolontariaty w organizacjach pomocowych i praktyki w szpitalach oraz laboratoriach. Mimo solidnego CV żadna z sześciu stanowych uczelni lekarskich, do których dwa lata z rzędu składał papiery, nie przyjęła go w poczet studentów.

Nabrał podejrzeń, że problemem nie są jego predyspozycje zawodowe, lecz zasady selekcjonowania kandydatów. Podczas poszukiwań przyczyny porażki, zwrócił się do szkół o szczegółowe dane na temat rekrutacji – i odkrył, że 450 szczęśliwców przyjętych na studia miało od niego gorsze stopnie. Wielu z nich to byli czarni, Latynosi i kobiety. Utwierdziło to tylko Stewarta w przekonaniu, że jako biały mężczyzna padł ofiarą systemu dyskryminacji i odwróconego rasizmu. Bo jak nazwać sytuację, w której przy ocenie kandydata kryteria merytoryczne liczą się mniej niż rasa i płeć? Nie był zresztą osamotniony w swoim odrzuceniu. Podobny los spotkał niektórych Azjatów, którzy najlepiej wypadają na egzaminach spośród wszystkich grup rasowych i etnicznych. Stewart nie zamierzał pokornie znosić doznanej niesprawiedliwości i godzić się na przekreślenie swoich planów życiowych. Tydzień temu złożył pozew zbiorowy w sądzie federalnym w imieniu wszystkich, którzy czują się skrzywdzeni przez uczelnie medyczne w Teksasie z powodu przyznawania mniejszościom preferencji w procesie rekrutacji. „Praktyka ta, popularnie określana mianem «akcji afirmatywnej», powoduje, że kandydaci ze słabszymi kwalifikacjami dostają się na studia kosztem tych lepszych” – dowodzi.

George Stewart nie jest konserwatywnym wcieleniem Erin Brockovich, lecz protegowanym fundacji America First Legal, założonej przez jednego z doradców eksprezydenta Donalda Trumpa. Fundacja chwali się, że jej misją jest torpedowanie przejawów „kultu równości” oraz „ideologii woke” w sferze publicznej i prywatnej. Organizacja zwalcza nie tylko akcję afirmatywną w edukacji i na rynku pracy – podważa też w sądach federalne programy wspierania mniejszościowych przedsiębiorców i rolników oraz zasypuje szkoły pozwami za „demoralizację” dzieci (np. poprzez wprowadzanie koedukacyjnych łazienek i udostępnianie w bibliotece książek o osobach LGBT+). Krytycy fundacji zauważają, że to działalność napędzana przez typowe skrajnie prawicowe fobie, podsycająca resentymenty rasowe, tryskająca mizoginią i podszyta lękiem genderowym.

Strategię procesową Stewarta projektuje Jonathan Mitchell, były prokurator generalny Teksasu i pomysłodawca kontrowersyjnej ustawy antyaborcyjnej, która pozwala każdemu pozywać lekarzy i inne osoby podejrzewane o pomaganie kobietom w przerwaniu ciąży.

Ale wbrew pozorom konserwatystom, wspierającym oraz finansującym sądową batalię niedoszłego lekarza, wcale nie chodzi o wygraną. Nie jest to potencjalnie precedensowa sprawa, która rozsadzi prawne fundamenty akcji afirmatywnej, bo podobne skargi – głównie białych mężczyzn obwiniających mniejszości za swoje niepowodzenia – zalewają sądy od lat.

To raczej PR-owska przygrywka do wyroku Sądu Najwyższego, jaki prawdopodobnie zapadnie w czerwcu. Rozstrzygnie on, czy uwzględnianie rasy kandydata w rekrutacji na studia lub do pracy narusza konstytucyjną gwarancję równości wobec prawa oraz zakaz dyskryminacji ujęty w ustawie o prawach obywatelskich z 1964 r. I nikt nie ma dziś wątpliwości, że akcja afirmatywna będzie kolejną po prawie do aborcji wielką zdobyczą powojennego liberalizmu, którą nowa konserwatywna większość SN wyrzuci do kosza.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj