Instytut badawczy Arval Mobility Observatory postanowił sprawdzić, jaki wpływ na decyzje firm dotyczące zakupu nowych aut mają europejskie dążenia do ograniczenia efektu cieplarnianego. Eksperci AMO przepytali z tej okazji ponad 3,5 tys. menedżerów zarządzających flotami z 12 krajów Unii, w tym ok. 300 z Polski.

Badanie jasno dowodzi, że świadomość zmian zachodzących w środowisku jest wśród przedsiębiorców bardzo duża. 21 proc. z przebadanych podmiotów już ma w swojej flocie auta z alternatywnym napędem, a w przypadku dużych korporacji, zatrudniających ponad 250 osób, ten odsetek wynosi 42 proc. Wybitnie proekologicznie na tle reszty Europy wypadają Holendrzy. Aż 44 proc. tamtejszych firm ma już w swoich flotach elektryki, plug-iny albo hybrydy. Najczęściej przedsiębiorcy kupują te ostatnie – jako rozsądny kompromis między ceną, a ekologicznymi walorami. I dotyczy to nie tylko aut dla szeregowych pracowników (np. handlowców), ale także kadry zarządzającej, menedżerów, prezesów itd.

Przyszłość rysuje się w jeszcze bardziej „alternatywnych” barwach. W ciągu najbliższych trzech średnio 40 proc. firm z przebadanych krajów będzie miała w swoich flotach auta z napędami alternatywnymi. Takie zakupy deklaruje 61 proc. przedsiębiorstw z Wielkiej Brytanii, 58 proc. z Holandii, 55 proc. z Belgii i 51 proc. tych francuskich. Bardziej sceptyczni są Włosi (32 proc.), Polacy (19 proc.), czy Czesi (10 proc.). Warto przy tym zwrócić uwagę, że zdecydowana większość zamierza inwestować w hybrydy, ewentualnie w plug-iny. Zainteresowanie elektrykami wyraża tylko 5 proc. pytanych.

Eksperci prowadzący badanie zwracają uwagę, że w krajach takich jak Czechy czy Polska świadomość ekologiczna dopiero się rodzi, podczas gdy na Zachodzie jest już mocno rozwinięta. Widać jednak pewne sypmptomy wskazujące na to, że szybko będziemy gonili Niemców, Francuzów czy Brytyjczyków. Na przykład aż 27 proc. mniejszych (do 100 zatrudnionych) i 39 proc. większych (powyżej 100 zatrudnionych) firm z Polski deklaruje redukcję diesli we flocie i zastąpienie ich autami benzynowymi lub napędami alternatywnymi. Zdaniem ekspertów ma to związek z obecnym wizerunkiem silnika wysokoprężnego – po aferze dieselgate klienci stracili do niego zaufanie, a on sam stał się bardzo skomplikowany i znacznie droższy w zakupie.

Warto też uwzględnić fakt, że badanie przeprowadzono jeszcze przed tym, jak światło dziennie ujrzały pomysły państwowych dopłat do samochodów elektrycznych i obniżenia o połowę akcyzy na hybrydy z silnikami o większej pojemności. Na tym drugim zabiegu zyskał przede wszystkim japoński Lexus, który w większości swoich modeli HEV ma motory o pojemności od 2,5 do 3,5 litra. Efekt: Lexusa RX 450h można kupić taniej, niż konkurencyjne, podobnie wyposażone modele innych marek premium, tyle że z dieslami pod maską. Można zatem powiedzieć, że do menedżerów firm wysłano komunikat: możecie dać dobry przykład innym – dbać o środowisko, nie rezygnując przy tym z komfortu, osiągów czy prestiżu.

Niewykluczone zatem, że badanie AMO w przypadku Polski się nie sprawdzi i za trzy lata znacznie więcej niż 19 proc. firm będzie miało w swoich flotach „zielone” samochody.