Dziś Związek Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) oficjalnie ogłosi, czy popiera wznowienie strajku generalnego. Podejmie decyzję na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród pracowników oświaty.

Wszystko wskazuje na to, że nauczyciele opowiedzą się za strajkiem włoskim. Będzie on dolegliwy dla dyrektorów szkół, ich podwładni będą wykonywać wyłącznie zadania związane z obowiązkami służbowymi wynikającymi z przepisów Karty nauczyciela i statutu placówki. DGP o planach ZNP pisał już w ubiegłym tygodniu.

Związkowcy obawiają się, że będzie trudno powtórzyć protest na taką skalę jak w kwietniu br. Powodem może być nie tylko fakt, że większość nauczycieli nie otrzymała rekompensat za strajk, ale również inne prawne i nieformalne przeszkody.

Jak walczono ze strajkiem w kwietniu

Przypomnijmy, że strajk nauczycieli trwał od 8 do 26 kwietnia. Jego głównymi organizatorami były ZNP i Forum Związków Zawodowych. Wyłamała się oświatowa Solidarność, która podpisała porozumienie z rządem i zgodziła się m.in. na dodatkową podwyżkę we wrześniu br. na poziomie 9,6 proc. Pozostałe organizacje propozycję rządu uznały za niewystarczającą.

Stosowano różne sposoby na wygaszenie akcji protestacyjnej. Na prośbę resortu edukacji włączyła się Państwowa Inspekcja Pracy (PIP), która kontrolowała, czy dyrektorzy szkół przestrzegali procedur i czy powiadomili PIP o wejściu w spór zbiorowy z pracownikami. Jak pisaliśmy, wskutek tych kontroli inspekcja wysłała zawiadomienie do prokuratury w sprawie trzech dyrektorów.

Pojawił się też pomysł, aby nauczycieli włączyć do korpusu służby cywilnej. Wtedy – jak pozostali jego członkowie – nie mieliby prawa do strajku. Od takiego planu odżegnuje się jednak obecny minister edukacji Dariusz Piontkowski.

Nowe sposoby

Związkowcy alarmują, że walcząc ze strajkiem pedagogów nie trzeba będzie już uciekać się do sposobów sprzed kilku miesięcy. Od 1 września rodzice otrzymali niezwykle skuteczny oręż. Wszedł wtedy w życie art. 75 ust. 2a ustawy z 26 stycznia 1982 r. – Karta nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 967 ze zm.).

Zgodnie z nim, jeśli nauczyciel dopuści się naruszenia praw lub dobra dziecka, dyrektor nie może mu wymierzyć kary porządkowej (np. upomnienia), ale musi powiadomić o tym rzecznika dyscyplinarnego nauczycieli. Ten zobowiązany jest do zbadania sprawy, i to nawet gdy zarzuty są absurdalne lub na wyrost.

Na dodatek zgodnie z art. 85t ustawy dyrektor szkoły jest zobowiązany do zawieszenia w pełnieniu obowiązków nauczyciela, wobec którego zostało wszczęte postępowanie karne lub złożony wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego dotyczącego czynu naruszającego prawa i dobro dziecka.

Krzysztof Baszczyński, zastępca prezesa ZNP, mówi, że w czasie strajku związek był informowany przez rzecznika praw dziecka o wpływających do niego skargach od rodziców, którzy narzekali, że przez protest ich dzieci nie mogą się uczyć.

– W obecnym stanie prawnym wystarczy, że opiekunowie powołają się na nowe przepisy i wskażą, że strajk ogranicza uczniowi prawo do nauki i narusza dobro dziecka. Wtedy z automatu protestujący nauczyciele będą zawieszani i zmuszani do składania wyjaśnień, co czasami trwa miesiącami – wyjaśnia ekspert.

Dodaje, że taki nauczyciel może być na okres sześciu miesięcy pozbawiony połowy wynagrodzenia. – Przy tak niskich zarobkach w oświacie nowe rozwiązania mogą być skutecznym narzędziem represyjnym wobec protestujących – podkreśla.

Oddolne inicjatywy

Mimo szykan wielu nauczycieli ostro protestowało przeciwko decyzji Sławomira Broniarza, szefa ZNP, o zawieszeniu strajku. Zarzucano mu, że pojawia się na wiecach Platformy Obywatelskiej oraz że działa na zlecenie polityczne. Nie dziwią więc prężnie działające oddolne nauczycielskie inicjatywy.

Jedną z nich jest pomysł Krzysztofa Dyrnasia, dyrektora Szkoły Podstawowej nr 35 w Łodzi, polegający na stworzeniu Krajowej Izby Nauczycieli. Na razie założono fundację o takiej nazwie, która ma zadbać o prestiż zawodowy nauczycieli i jakość edukacji. Ponieważ nie ma gwarantowanego ustawowo samorządu zawodowego nauczycieli, fundacja podjęła działania mające na celu stworzenie ogólnopolskiego forum reprezentującego środowisko na wzór izby lekarskiej czy izb prawniczych. Jest też organizacja „Ja nauczyciel/Ja nauczycielka”, która na FB ma już ponad 38 tys. członków.

– To są prężnie działające organizacje. Do tego nie są – jak niektóre związki zawodowe – powiązane z żadną opcją polityczną. Ci w większości młodzi ludzie chcą dbać o interes nauczycieli niezależnie od tego, kto jest przy władzy. Są wiarygodni i wielu do siebie przekonują – potwierdza Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

– Po ostatnim strajku podziały wśród nauczycieli się pogłębiły. Wydaje się więc, że stworzenie samorządu jest dobrym rozwiązaniem. Taka organizacja musiałaby być jednak apartyjna i zjednoczona ponad podziałami – mówi prof. Edmund Witt brodt, były minister edukacji narodowej.

MEN utrzymuje status quo

Na razie resort edukacji deklaruje, że nic nie będzie zmieniał bez uzgodnienia ze związkami, a te zdają sobie sprawę, że usankcjonowany samorząd nauczycielski nie byłby dla nich dobry.

– Ostatni strajk pokazał, że nauczyciele potrafią się zmobilizować z pomocą naszego związku. Nie widzę potrzeby, aby dodatkowo tworzyć samorząd nauczycielski – przekonuje Krzysztof Baszczyński.

– Doprowadzenie do stworzenia korporacji nauczycielskich na wzór np. lekarzy (gdzie przynależność i składki są obowiązkowe) byłoby niczym innym jak sposobem na rozbicie obecnej organizacji związkowej – ocenia Andrzej Antolak, członek Rady Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Środkowo-Wschodniego. Mimo to uważa, że z nauczycielami, którzy tworzą oddolne inicjatywy, trzeba rozmawiać. 

>>> Czytaj też: Rabiej: 500+ to problem rządu, nie nasz. Czekamy na 482 mln zł [WYWIAD]