Stolica Śląska pogodziła dwa największe miasta Polski dzięki dodatkowym pensjom górników (Barbórka i czternastka), a przede wszystkim gigantycznym, niespotykanym w innych sektorach gospodarki, rekompensatom antyinflacyjnym w branży wydobywczej i energetyce. W efekcie średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających ponad 9 osób wyniosło tu 9 577 zł. Stolica Mazowsza, ze średnią 8 128 zł, wylądowała na trzecim miejscu, wyprzedzona jeszcze przez Kraków (8 440 zł).

Reklama

Równocześnie w części regionów rosną różnice w zarobkach między stolicami a całą resztą, czyli tzw. Polską powiatową. Najwyraźniej widać to na Śląsku (w Katowicach zarabia się aż o 2 374 zł więcej niż wynosi średnia wojewódzka), w Małopolsce (tu różnica między Krakowem a resztą dobiła do 1 252 zł), na Podkarpaciu (rzeszowianie zarabiają o 1 030 zł więcej od średniej wojewódzkiej) oraz w Wielkopolsce (przewaga Poznania nad pozostałymi powiatami zbliża się do 1 250 zł). W trzech pierwszych regionach władze wojewódzkie zdominowane przez PiS realizowały w ostatnich latach radykalną politykę „wyrównywania dysproporcji” – poprzez transfery środków (unijnych i rządowych) na prowincję. Mimo to różnice w wynagrodzeniach jeszcze się tam powiększyły.

Ranking płacowy: wynagrodzenia w regionach Polski i ich stolicach

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób w listopadzie 2022 roku (ostatnie dostępne dziś dane GUS) wyniosło w Polsce niecałe 6 858 zł brutto (wzrost o 13,9 procent rok do roku). Sprawdziliśmy, jak wyglądało ono w poszczególnych regionach oraz w ich stolicach (wszystkie kwoty brutto):

  • Katowice – 9 577 zł, Śląskie – 7 203 zł
  • Kraków – 8 440 zł, Małopolska – 7 188 zł
  • Warszawa – 8 128 zł, Mazowsze – 7 760 zł
  • Gdańsk – 7 697 zł, Pomorskie – 7 018 zł
  • Wrocław – 7 557 zł, Dolnośląskie – 7 553 zł
  • Poznań – 7 332 zł, Wielkopolskie – 6 090 zł
  • Szczecin – 6 868 zł, Zachodniopomorskie - 6 246 zł
  • Opole – 6 743 zł, Opolskie – 6 369 zł
  • Rzeszów – 6 612 zł, Podkarpackie – 5 582 zł
  • Łódź – 6 314 zł, Łódzkie – 6 388 zł
  • Zielona Góra – 6 311 zł, Gorzów Wielkopolski – 5.911 zł, Lubuskie – 6 038 zł
  • Bydgoszcz – 6 115 zł, Toruń – 6.195 zł, Kujawsko-Pomorskie - 5 974 zł
  • Lublin – 5 946 zł, Lubelskie – 5 955 zł
  • Kielce – 5 830 zł, Świętokrzyskie – 5 737 zł
  • Olsztyn – 5 750 zł, Warmińsko-Mazurskie - 5 367 zł
  • Białystok – 5 616 zł, Podlaskie – 5 925 zł

W oczy rzucają się tutaj co najmniej dwie kwestie: powiększające się – często olbrzymie już - różnice pomiędzy poszczególnymi metropoliami, położonymi nierzadko bardzo blisko siebie oraz potężne rozwarstwienie wynagrodzeń między stolicami województw a tzw. Polską powiatową – ale tylko w niektórych regionach. Przyjrzyjmy się obu tym zjawiskom.

Kraków kontra Kielce, Warszawa kontra Łódź... Tak blisko (geograficznie), a tak daleko (w zarobkach)

Warto zauważyć, że 18 miast wojewódzkich nie wypada pod względem zarobków jakoś szczególnie okazale na tle całej Polski. Tylko w siedmiu z nich przeciętne wynagrodzenie w listopadzie 2022 okazało się wyższe od średniej krajowej (6 858 zł). Aż w czterech – Białymstoku, Olsztynie, Kielcach i Lublinie – nie przekroczyło 6 tys. zł brutto. Tylko w trzech - Katowicach, Krakowie i Warszawie – wyniosło ponad 8 tys. zł.

W całym 2021 roku Katowice dwa razy – w lutym i grudniu - wyprzedziły Kraków i Warszawę. Powód był za każdym razem ten sam: ekstrapensje wypłacane górnikom (nagroda roczna, czyli czternastka w połowie lutego oraz Barbórka na początku grudnia). Ale już w 2022 roku stolica Śląska królowała w rankingu znacznie częściej: poza czternastką (w lutym) i nagrodą barbórkową (wypłaconą tym razem z końcem listopada – m.in. stąd tak wysoka średnia w tym miesiącu) zdecydowały o tym solidne podwyżki płac w górnictwie i energetyce oraz niespotykanie wysokie na tle innych branż „rekompensaty antyinflacyjne” wypłacone pracownikom branży wydobywczej i energetycznej w marcu, lipcu i wrześniu oraz na koniec roku. Letnie „wyrównania” wywindowały w lipcu przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sekcji „górnictwo i wydobywanie” do poziomu blisko… 18 tys. zł (ponad dwukrotnie więcej od średniej w całym sektorze przedsiębiorstw na Śląsku!). W listopadzie 2022 średnia ta wyniosła ponad 13,2 tys. zł (w całym sektorze przedsiębiorstw w regionie – 7,2 tys. zł).

Przewaga Katowic nad resztą stolic wojewódzkich w 2022 r. wzięła się więc z ogromnego wzrostu wynagrodzeń (w tym „rekompensat antyinflacyjnych”) w sektorze górnictwa i energetyki. Pracownicy tych tradycyjnych sektorów właściwie jako jedyni skorzystali na szalejącym kryzysie energetycznym. W zdecydowanej większości pozostałych sekcji gospodarki wzrost wynagrodzeń wraz z wyrównaniami inflacyjnymi nie przekroczył poziomu inflacji.

Stolice Małopolski i Mazowsza znalazły się na podium metropolii o najwyższych zarobkach z zupełnie innego powodu. Kraków w marcu 2021 roku po raz pierwszy wyprzedził Warszawę i stanął na najwyższym stopniu. W kolejnych miesiącach dwójka liderów zamieniała się miejscami (chwilowo tylko ustępując Katowicom). W 2022 roku stolica Małopolski uciekła jednak wyraźnie stolicy Mazowsza. Stało się tak przede wszystkim za sprawą ogromnego (o blisko 40 procent rok do roku!) przyrostu zatrudnienia w sekcji „Informacja i komunikacja”, w której zarobki są ponad dwukrotnie, a nawet trzykrotnie wyższe niż w większości pozostałych branż. Pod Wawelem doszło do rekordowej w skali Polski kumulacji globalnych firm technologicznych i usług dla biznesu; pracuje w nich już grubo ponad 100 tys. osób, czyli blisko jedna piąta zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw. Ów udział jest wyraźnie wyższy niż w Warszawie – i coraz istotniej wpływa na poziom przeciętnego wynagrodzenia w całym mieście.

Sektor nowoczesnych technologii oraz usług biznesowych został zdominowany przez międzynarodowe korporacje. Oddział francuskiego Capgemini jest od 2022 roku liderem zestawienia największych pracodawców w Krakowie (ponad 12 tys. pracowników, większość pod Wawelem). Z analiz ABSL, organizacji zrzeszającej globalne korpo, oraz raportów Hays Polska wynika, że zarobki kadry menedżerskiej i czołowych specjalistów w Krakowie i Warszawie osiągnęły już poziom zbliżony do tego, jaki występuje w metropoliach zachodniej Europy; są przy tym wyższe niż w większości krajów południa.

W rankingu wynagrodzeń uwagę zwraca przepaść dzieląca miasta wojewódzkie leżące relatywnie blisko siebie. 100 km z Opola do Katowic można pokonać autostradą A4 w niecałe 1,5 godziny, a różnica w zarobkach przekroczyła w badanym przez GUS okresie 2,8 tys. zł. Z Kielc do Krakowa jest nieco ponad 110 km (do przejechania w mniej niż dwie godziny), a luka płacowa wynosi ponad 2,6 tys. zł (czyli 45 proc. zarobku przeciętnego kielczanina).

Z Łodzi do Warszawy jest niespełna 140 km (niecałe dwie godziny jazdy autem), a różnica w wynagrodzeniach przekracza 1,8 tys. zł. Również z Lublina (173 km) można dojechać do stolicy Polski w mniej niż dwie godziny – a luka płacowa sięga niemal 2,2 tys. zł (czyli ponad jednej trzeciej średniego zarobku statystycznego lublinianina).

I wreszcie Białystok - oddalony od Warszawy o niecałe 200 km (trochę ponad dwie godziny jazdy autostradą S8), a z zarobkami typowymi dla Polski B - 5.616 zł to najgorszy wynik wśród stolic województw. Luka między Białymstokiem a Warszawą przekracza 2,5 tys. zł. To aż 45 proc. średnich zarobków w stolicy województwa podlaskiego.

Nierówności na Śląsku i w Małopolsce, idealna równość na Dolnym Śląsku

W naszym rankingu warto też zwrócić uwagę na różnicę wynagrodzeń między stolicami województw a tzw. Polską powiatową. Największe nierówności odnotował GUS w czterech regionach:

  • Na Śląsku luka płacowa wyniosła 2 374 zł
  • W Małopolsce - 1 252 zł
  • W Wielkopolsce – 1 249 zł
  • Na Podkarpaciu – 1 030 zł.

Tu istotna uwaga: trzeba pamiętać, że średnia wojewódzka obejmuje także zarobki mieszkańców poszczególnych metropolii. Realna luka jest jeszcze większa, a zarobki w tzw. Polsce powiatowej są tak naprawdę średnio o połowę niższe niż w stolicach województw.

Mniejszą przewagę w wynagrodzeniach mieszkańców stolicy nad płacami ogółu mieszkańców województwa odnotował GUS w Pomorskiem (619 zł), Zachodniopomorskiem (622 zł), Warmińsko-Mazurskiem (383 zł), Opolskiem (344 zł), Kujawsko-Pomorskiem (150-200 zł).

Niemal idealnie egalitarny pod tym względem okazał się Dolny Śląsk (różnica w zarobkach między metropolią a średnią regionalną wyniosła tu… 4 zł). Wynika to przede wszystkim z silnego podbijania średniej dla regionu przez KGHM oraz ulokowania szeregu wielkich inwestycji zagranicznych nie tylko we Wrocławiu, ale też poza nim (wyróżniają się tu Polkowice, a ostatnio także Jawor z Mercedesem). Niewielkie różnice GUS odnotował także na Lubelszczyźnie (11 zł na niekorzyść Lublina; poza stolicą działają m.in. zakłady Black Red White S.A. w Biłgoraju i Zakłady Azotowe w Puławach oraz kopalnia Bogdanka w Łęcznej), w Łódzkiem (64 zł na niekorzyść Łodzi; średnią dla województwa podbija m.in. Bełchatów z kopalnią i potężną elektrownią) oraz w Świętokrzyskiem (93 zł na korzyść Kielc).

W Lubuskiem sytuacja jest o tyle złożona, że w Zielonej Górze zarabia się o ok. 300 zł więcej od średniej wojewódzkiej, a w Gorzowie Wielkopolskim – 100 zł poniżej owej średniej. W Białymstoku wynagrodzenia są zaś o ponad 300 zł niższe od średniej na Podlasiu; tę ostatnią windują m.in. Piątnica ze Spółdzielnią Mleczarską, Grajewo z Mlekpolem, Bielsk Podlaski z Danwoodem oraz Wysokie Mazowieckie z Mlekovitą.

W niektórych województwach bywają powiaty (czasem jest ich kilka), w których wynagrodzenia są wyraźnie wyższe niż w stolicy regionu. Np. w Pomorskiem statystycznie lepiej niż w Gdańsku zarabia się w Sopocie (7.913 zł), a na Śląsku prym wiedzie Jastrzębie Zdrój - ze średnią 11.700 zł; to efekt wyśrubowanych płac i absolutnie rekordowych w skali kraju kwartalnych rekompensat antyinflacyjnych w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Na Mazowszu z Warszawą ostro konkuruje Płock – to efekt wysokich apanaży pracowników Orlenu (i właściwie tylko Orlenu).

Komentują dla nas:

Dr Maciej Albinowski, Instytut Badań Strukturalnych:

- Obecność Warszawy i Krakowa w czołówce metropolii o najwyższych wynagrodzeniach wynika przede wszystkim z faktu, że w tych dwóch ośrodkach funkcjonuje najwięcej pracodawców prowadzących działalność na skalę międzynarodową. Dotyczy to m.in. branży technologicznej i szeroko pojętych usług biznesowych. Firmy takie są bardziej produktywne, więc mogą oferować pracownikom wyższe płace. Z drugiej strony – nie mają wyjścia: muszą więcej płacić, ponieważ w wielkich miastach właściwie znikło bezrobocie i to pracownicy w znacznej mierze dyktują warunki. Dotyczy to zwłaszcza specjalistów, których najbardziej brakuje na rynku i którzy z łatwością mogą zmienić pracodawcę. Ostra konkurencja o pracowników w realiach wysokiej inflacji wzmaga presję płacową. Warto wspomnieć także o innym zjawisku: upowszechnienie pracy zdalnej sprawiło, że rynek pracy specjalistów, przede wszystkim informatyków, nam się zglobalizował – zadania można wykonywać z dowolnego miejsca, a to z polskiego punktu widzenia podbiło stawki. Większość wymienionych wyżej czynników sprawia, że w metropoliach zarabia się więcej niż w tzw. Polsce powiatowej. W mniejszych ośrodkach i na wsi nie ma tylu firm globalnych, a poziom bezrobocia jest często wyraźnie wyższy. Dość typowa jest sytuacja, że w okolicy działa tylko jedna duża firma, co sprawia, że trudniej zmienić pracę. Pracownik ma gorszą pozycję przetargową, co osłabia presję płacową. W efekcie tego przeciętne wynagrodzenie pozostaje niższe niż w największych miastach.

Kazimierz Sedlak, Sedlak&Sedlak, Wynagrodzenia.pl:

- Takie miasta, jak Warszawa, Kraków, Gdańsk czy Wrocław, rozwijają się dzięki temu, że potrafią przyciągać najlepsze talenty nie tylko z okolicy czy regionu, ale też z całej Polski, a często wręcz ze świata. Mamy tam więc do czynienia z kumulacją kapitału intelektualnego – który procentuje. Właśnie z uwagi na dużą dostępność kompetentnych kadr czołowi pracodawcy, a wśród nich globalne korporacje o ogromnych zasobach finansowych, lokują swoje inwestycje i tworzą tysiące miejsc pracy w miastach wojewódzkich i ich sąsiedztwie, co przyspiesza rozwój metropolii. Konkurencja potentatów w parze z ich możliwościami finansowymi sprawia, że wynagrodzenia rosną na takim terenie szybciej niż gdziekolwiek. Dotyczy to przede wszystkim wysokiej klasy specjalistów i menedżerów – nic tak dziś nie podbija zarobków, jak kompetencje dopasowane do współczesnych oczekiwań. W polskich realiach silny wpływ na poziom wynagrodzeń ma demografia oraz polityka państwa, za sprawą której wiele osób pozostaje nieaktywnych zawodowo, choć mogłyby pracować. W wielkich miastach potęguje to deficyt kadr i prowadzi do zaostrzenia walki o pracowników, a w efekcie - do windowania wynagrodzeń. To zjawisko w zasadzie nie występuje poza wielkimi miastami, chyba że jakiś poważny inwestor zdecyduje się na ulokowanie w tzw. Polsce powiatowej działalności wymagającej zatrudnienia ludzi o wysokich kompetencjach. Omawiane tu zjawiska wpisują się w trend ogólnoświatowy. Można go próbować korygować przy pomocy transferów finansowych w ramach polityki gospodarczej i społecznej, ale tak naprawdę nie da się tego trendu zmienić. Dopóki metropolie będą najatrakcyjniejszym miejscem do życia dla ludzi o najwyższym kapitale intelektualnym, dopóty będą królować w zestawieniach wynagrodzeń.