Zaczęło się od strajku drobnych kupców

Rozmówczyni PAP podkreśliła, że strajk drobnych kupców, tzw. bazari (od perskiego bazar – rynek, targ), nie był nagłym i niespodziewanym wybuchem buntu, ale efektem „narastających od kilku lat i pogłębiających się trudności gospodarczych”. Kulminacją obecnych protestów było zaś wydarzenie sprzed dwóch tygodni, kiedy to „bazari nie otworzyli swoich sklepów, bo zwyczajnie przestało im się to opłacać”.

- To efekt zarówno złego zarządzania państwem i korupcji, czego najbardziej wyraźnym przejawem były pogłębiające się różnice w zamożności między ogółem społeczeństwa, a warstwą rządzącą, ale także skutek sankcji ekonomicznych nałożonych na Iran przez państwa zachodnie – powiedziała Pytkowska-Jakimczyk.

Ekspertka dodała, że pierwsze informacje o niepokojach społecznych na tle sytuacji gospodarczej zaczęły pojawiać się jeszcze pod koniec poprzedniej dekady. - Głośno było między innymi o strajkach na południu kraju, które wybuchły z powodu gwałtownego wzrostu cen benzyny, ale takich zdarzeń na mniejszą skalę było z roku na rok coraz więcej – podkreśliła.

Protestują różne grupy społeczne i zawodowe

Iranistka dodała, że protestować zaczęli przedstawiciele różnych grup zawodowych i społecznych: nauczyciele, emeryci, czy pracownicy kolei. - Nawet jeśli bezpośrednim powodem niektórych wystąpień były zupełnie inne kwestie, to w tle wszystkich przejawów niezadowolenia społecznego tliły się też sprawy gospodarcze – podkreśliła.

Spadek wartości riala i wzrost cen złota przelały czarę goryczy

- Kroplą, która przelała czarę goryczy, stał się zaś gwałtowny spadek wartości riala i powiązany z tym gwałtowny wzrost cen złota. Kruszec ma fundamentalne, kulturowe znaczenie w perskim systemie społecznym – powiedziała Pytkowska-Jakimczyk.

Ekspertka wyjaśniła, że w oparciu o złoto w Iranie zawiera się kontrakty małżeńskie. - Chodzi o złote monety (sekke arusi), które – określonej próby i w określonej liczbie – stanowią zabezpieczenie dla przyszłej żony w razie śmierci męża lub rozwodu - powiedziała iranistka. Dodała, że polityka rządu wraz z sankcjami doprowadziła do sytuacji, w której „ogromna rzesza mężczyzn, która i tak z coraz większym trudem wiązała koniec z końcem, stała się finansowo niezdolna do zawarcia związku małżeńskiego”.

Wzrost inflacji

Pytkowska-Jakimczyk podkreśliła, że dodatkowo w drugiej połowie 2025 roku gwałtownie zaczęła rosnąć inflacja, a w ostatnim kwartale osiągnęła blisko 50 proc. w ujęciu rocznym.

Iranistka podkreśliła, że dobitnie o nieudolności rządu w zarządzaniu kryzysem świadczy reakcja społeczeństwa na próbę uspokojenia sytuacji polegającą na rozdawaniu przez rząd worków z ryżem. - W sytuacji, kiedy dużą trudnością stało się kupno podstawowych produktów, jak olej, jaja, mąka, bo stały się tak drogie, ludzie rozdawany przez władze ryż wysypywali na ulice – powiedziała rozmówczyni PAP.

Protesty nie tylko w dużych miastach, ale też na prowincji

Podkreśliła, że obecnie protesty odbywają się nie tylko w największych miastach, jak Teheran, Meszhed, czy Isfahan, ale również w zupełnie prowincjonalnych ośrodkach. - To jest zjawisko absolutnie powszechne i dotykające niemal każdego poza przedstawicielami warstw rządzących – dodała.

Ludzie mają dość całego aparatu władzy

W ocenie Pytkowskiej-Jakimczyk rozmiar buntu daleko wykroczył też poza sferę ekonomiczną. - Ludzie mają dość ajatollahów, rządu, Strażników Rewolucji i całego aparatu władzy, który pokazał przede wszystkim, że umie dbać o siebie, a kompletnie lekceważy obywateli i bynajmniej nie chodzi tu o rozdawnictwo środków, czy dóbr – podkreśliła iranistka z UW.

Dodała, że stopień determinacji jest tak duży, że „doszło do co najmniej kilku, o ile nie kilkunastu przypadków podpaleń meczetów, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia”.

Irańczycy są gotowi na zmianę władzy

- Społeczeństwo nie kryje, że jest gotowe zaakceptować powrót syna szacha, Cyrusa Rezy Pahlawiego, który mieszka w USA, nawet jeśli odbędzie się to z pomocą Ameryki, a nawet Izraela – podkreśliła rozmówczyni PAP. Dodała, że w dość powszechnym odczuciu irańskiej ulicy „można przymknąć oczy na »spisek amerykańsko-żydowski« (jak w propagandzie Teheranu określa się działania wymierzone w rząd Islamskiej Republiki Iranu), byle doprowadzić do zmiany władzy”.

Ci sami ludzie dodają, że „później przyjdzie też czas na tych, którzy nam pomogli” – powiedziała rozmówczyni PAP i podkreśliła, że bazari „to tradycyjnie sympatycy obecnej władzy”.

- To w większości konserwatywna grupa, ze zdaniem której zawsze w Iranie się liczono, bez względu na to, kto rządził. Stąd ich obecność wśród zbuntowanych i to w ich pierwszym szeregu pokazuje rozmiar społecznego niezadowolenia; sygnalizuje, że osiągnęło ono kulminacyjny pułap” - wyjaśniła ekspertka.

Pytkowska-Jakimczyk dodała, że słabością protestujących jest brak charyzmatycznego lidera, co powoduje, że mocno utrwalona struktura władzy „pozostaje niewzruszona i – w moim odczuciu – bez zewnętrznej interwencji nie da się jej obalić”.

Paweł Ulbrych