Deweloperzy przyznają, że setki nowych luksusowych apartamentów pozostają puste, a ich ceny nie mogą już zostać obniżone, bo już teraz są niższe niż koszt ich budowy – pisze redakcja Bloomberg. Jednocześnie na rynku brakuje tanich mieszkań. Według niedawnego raportu rządowego, potrzeba nawet 8 tys. domów, by zaspokoić zapotrzebowanie. Temat ten podgrzewa atmosferę trwających rozmów na temat płac między związkami zawodowymi i pracodawcami.

Minęło już ponad 10 lat, kiedy to Islandia pogrążyła się w najpoważniejszym kryzysie finansowym w swojej historii współczesnej. Gospodarka w pełni się zregenerowała. Większość narzędzi kontroli wprowadzonych po upadku banków została już zniesiona, a stopa bezrobocia jest na najniższym poziomie na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat.Po latach silnego wzrostu napędzanego rekordowymi wpływami z turystyki, islandzki dług do dochodu rozporządzalnego na poziomie 151 proc. jest najniższym w regionie skandynawskim, podczas gdy PKB na mieszkańca jest 30 proc. wyższe od średniej w Unii Europejskiej.

Podobnie jak Szwecja, Dania i Norwegia, Islandia mierzy się obecnie z problematyczną sytuacją na rynku mieszkaniowym z powodu oprocentowania kredytów hipotecznych na historycznie niskim poziomie. Jak podaje Housing Financial Fund, cena nowych mieszkań wzrosła o 17 proc. w okresie od października 2017 r. do października 2018 r., (przy ogólnym wzroście cen nieruchomości o 3 procent w tym samym okresie). Nowe mieszkanie w centrum stolicy może teraz kosztować nawet 7 tys. dolarów za metr kwadratowy.

Gospodarka Islandii wykazuje oznaki spowolnienia, a boom turystyczny traci na swojej mocy. Według operatora  lotniska Isavia ogólna liczba turystów spadnie o 2,4 proc. w stosunku do zeszłorocznego szczytu. Bank Centralny Islandii prognozuje wzrost gospodarczy o 1,8 procent – czyli najwolniej od 2012 r. Skutki już odczuwają krajowe linie lotnicze, a spowolnienie ruchu turystycznego wpłynie również na rynek mieszkaniowy. Słabnie popyt na krótkoterminowe wynajmy klientów Airbnb, tymczasem bogaci ekspaci, którzy wykorzystywali słabą koronę do kupowania nieruchomości, muszą teraz radzić sobie ze wzmocnieniem waluty.

Mar Gudmundsson, dyrektor Banku Centralnego, podkreśla, że nie martwi go rozbieżność na rynku nieruchomości. Asgeir Jonsson, ekonomista z University of Iceland, twierdzi zaś, że deweloperzy powinni się martwić: „Nie zdziwiłbym się, gdyby cena wysokiej klasy mieszkań spadła jeszcze bardziej”.

>>> Czytaj też: Polacy dali się nabrać na wynajem?