Oceniła, że wyborcy powinni mieć "wybór między brexitem a przyszłością Szkocji jako niezależnego, europejskiego narodu", wskazując m.in. na to, że niepodległa Szkocja mogłaby być członkiem Unii Europejskiej.

Stojąca na czele proniepodległościowej Szkockiej Partii Narodowej (SNP) Sturgeon argumentowała, że "spośród 27 niezależnych państw, które decydowały przed dwoma tygodniami na Radzie Europejskiej o losach Zjednoczonego Królestwa, około 12 jest mniejszych lub podobnych wielkością do Szkocji", a miały znacznie większy wpływ na proces, m.in. dzięki prawu weta.

"Przy wszystkich naszych atutach i talentach Szkocja powinna kwitnąć i być istotną siłą w Europie. Zamiast tego byliśmy zepchnięci na margines przez Wielką Brytanię, która sama jest coraz bardziej marginalizowana na scenie międzynarodowej" - tłumaczyła.

Sturgeon zapowiedziała, że jej rząd rozpocznie prace nad ustawą regulującą zasady drugiego plebiscytu z intencją przyjęcia jej przez parlament przed końcem bieżącego roku, ale przyznała jednocześnie, że przeprowadzenie referendum wymagałoby zgody ze strony rządu w Londynie.

Jak argumentowała, dotychczasowy sprzeciw Downing Street wobec tego pomysłu jest jednak "nie do utrzymania" na dłuższą metę w kontekście planowanego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

"Jeśli uda nam się zbudować dalsze poparcie dla żądania niepodległości, żaden brytyjski rząd nie będzie w stanie powstrzymać woli ludu" - tłumaczyła.

Szkocka pierwsza minister mówiła też, że w związku z opóźniającym się procesem wyjścia ze Wspólnoty i spodziewanymi w maju wyborami do Parlamentu Europejskiego "mamy teraz bezpośrednią szansę powstrzymania brexitu dla całego Zjednoczonego Królestwa i powinniśmy z niej skorzystać".

"Jeśli jednak to nie będzie możliwe do osiągnięcia, to nie będziemy mogli uniknąć radzenia sobie z konsekwencjami brexitu i mierzenia się z towarzyszącymi mu wyzwaniami" - dodała, oceniając, że w procesie realizacji decyzji o opuszczeniu UE obserwuje "toksyczną mieszankę nieszczerości i niekompetencji" ze strony polityków w Londynie.

Odpowiadając na wypowiedzi Sturgeon, rzecznik premier Theresy May zaznaczył, że stanowisko rządu w sprawie drugiego referendum "nie zmieniło się", a "obie strony zobowiązywały się do uszanowania wyniku głosowania z 2014 roku".

Szefowa SNP była krytykowana także przez inne ugrupowania w Szkocji. Tymczasowy przywódca szkockich torysów Jackson Carlaw ocenił, że jej wystąpienie miało na celu jedynie "wywołanie głębokich podziałów", a propozycja jest "absurdalna".

Z kolei lider Szkockiej Partii Pracy Richard Leonard skrytykował Sturgeon za to, że "używa swojego stanowiska pierwszej minister do przedkładania interesów swojej partii ponad interes kraju".

W pierwszym referendum z 2014 roku Szkoci odrzucili propozycję ogłoszenia niepodległości; opowiedziało się za nią 44,7 proc. wyborców wobec 55,3 proc. za pozostaniem w Zjednoczonym Królestwie, przy frekwencji na poziomie 84,6 proc. uprawnionych do głosowania.

Większość najnowszych sondaży pokazuje niewielkie zmiany w porównaniu z poprzednim głosowaniem.

>>> Czytaj też:  Partia Brexitu może wygrać wybory do PE w Wielkiej Brytanii

Jak chaos wokół brexitu wpływa na dochody Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii