Tegoroczne wybory do władz lokalnych (Kommunevalg) nie przyniosły zaskakujących rozstrzygnięć. Dwie partie z największą reprezentacją w Stortingu Arbeiderpartiet oraz Høyre uzyskały najlepsze wyniki – odpowiednio 24,8 proc. i 20,1 proc. Różnica w liczbie oddanych głosów na obie partie wynosi prawie 130 tysięcy głosów. Na Arbeiderpartiet zagłosowało 664 679 Norwegów, czyli co czwarty biorący czynny udział w wyborach. Pozytywnie należy ocenić frekwencję, która wyniosła 64,4 proc. W porównaniu do wyborów sprzed czterech lat była lepsza o nieco ponad cztery procent.

Parlamentarny refleks w regionach

Wybory lokalne są niemal lustrzanym odbiciem tendencji dominujących w norweskim parlamencie. Podczas gdy w Stortingu do niedawna nieznaczną większość posiadała tzw. „niebieska koalicja” skupiona wokół Partii Konserwatywnej Høyre, to wybory lokalne zdecydowanie wygrał alians zbudowany wokół Arbeiderpartiet. „Czerwona koalicja” (Partia Pracy, Partia Centrum, Zieloni, Socjalistyczna Lewica i Czerwoni) osiągnęła ponad połowę wszystkich głosów – 55,9 proc. Podczas gdy ich głównym oponentom zaufało 36,2 proc. wyborców.

Høyre bierze duże miasta…

Pomimo zdecydowanego triumfu, liderowi Arbeiderpartiet Jonasowi Gahr Støre daleko do euforii. Były minister spraw zagranicznych nie kryje niezadowolenia z wyniku, jaki odniosło jego ugrupowanie w dużych norweskich miastach. Z czterech największych ośrodków Ap udało się zdobyć przewagę jedynie w Trondheim i Stavanger. W Oslo i Bergen lepsza okazała się Partia Konserwatywna. W stolicy różnica wyniosła ponad pięć punktów procentowych na korzyść Høyre, którą poparł co czwarty mieszkaniec stołecznej metropolii. Niemniej jednak to najgorszy wynik Partii Konserwatywnej w stolicy od połowy lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Oslo, będące dotychczas bastionem Høyre, zmienia swój polityczny krajobraz z konserwatywnego w kierunku bardziej lewicowym. Trzeci wynik w stolicy osiągnęła Partia Zielonych, która uzyskała 15,8 proc. głosów. Co ciekawe na piątym miejscu w Oslo uplasowali się komuniści z wynikiem 7,2 proc. Jeśli weźmiemy pod uwagę czynnik koalicyjny, to na „czerwoną koalicję” zagłosowała ponad połowa mieszkańców stolicy. Motorem napędowym „niebieskiej frakcji” była Partia Konserwatywna. Pozostałe ugrupowania tworzące koalicję z Høyre wypadły słabo. Najlepszy wynik spośród nich osiągnęła Venstre (Lewica) z poparciem rzędu 5,8 proc. Katastrofalny wynik w Oslo osiągnęła Partia Centrum biorąc pod uwagę, że w skali całego kraju uplasowała się na trzecim miejscu. W stolicy mogła liczyć jedynie na marginalne poparcie, które wyniosło 2,2 proc.

…a Arbeiderpartiet triumfuje w regionach

Dwadzieścia norweskich regionów (fylke) utworzyło 11 okręgów wyborczych. W dziesięciu spośród nich zwyciężyło Arbeiderpartiet. Jedynie okręg stołeczny padł łupem Partii Konserwatywnej. Mimo wszystko Jonas Gahr Støre ocenił krytycznie wyniki w regionach. Jego zdaniem rezultat wyborów en bloc należy traktować jako pewnego rodzaju rozczarowanie. Lider Ap liczył zwłaszcza na lepsze wyniki w okręgach północnych, które uważa za szczególnie ważne nie tylko dla swojego ugrupowania, ale również dla siebie samego. Przyznał, że aspekt tzw. Dalekiej Północy stanowił dla niego osobiście jedną z większych politycznych motywacji.

Powodów do nadmiernego entuzjazmu nie ma też Erna Solberg. Zwycięstwo Høyre w Oslo z pewnością nie rekompensuje ogólnokrajowej porażki. Urzędująca premier lakonicznie stwierdziła, że wynik Partii Konserwatywnej powinien być lepszy. Szefową rządu cieszy za to fakt, iż na finiszu kampanii udało się zmobilizować dodatkowy elektorat. Solberg upatruje w tym dobry prognostyk przed wyborami parlamentarnymi do których dojdzie jesienią 2021 r. Jako doświadczona polityk zdaje jednak sobie sprawę z ogromu wyzwań stojących przed Høyre w ciągu najbliższych dwóch lat. Premier podkreśliła, że Partię Konserwatywną czeka mnóstwo pracy, by zagwarantować sobie kolejną kadencję rządów.

Niezaangażowana społecznie prowincja

Wybory lokalne w Norwegii pokazują też, że próżno póki co oczekiwać, by inicjatywy społeczne mogły rywalizować jak równy z równym z partyjnymi aparatami. Akcja społeczna „Nei til mer bompenger” odnotowała najgorszy wynik w skali kraju – 2,4 proc. Grupa obywateli, których połączył sprzeciw wobec nakładanych w ostatnich latach opłat drogowych, zdołała przekonać do siebie niewiele ponad 65 tysięcy wyborców. Biorąc poprawkę na to, że temat opłat drogowych był przedmiotem zmasowanej krytyki społecznej, wynik FNB należy rozpatrywać jednak w kategorii lekkiego rozczarowania. Widać też wyraźnie, że wśród zwolenników FNB dominują przedstawiciele dużych ośrodków miejskich. Akcja społeczna osiągnęła trzeci wynik w Bergen, gdzie zagłosowało na nią 16,8 wyborców. Na tej samej pozycji uplasowała się również w Stavanger z poparciem rzędu 9,2 proc. W stolicy rezultat 5,8 proc. pozwolił na zajęcie szóstego miejsca. Warto w tym miejscu nadmienić, że w czwartym spośród największych norweskich miast Trondheim, FNB nie uzyskało żadnego poparcia.

Rekordowy udział obcokrajowców

Ubiegłotygodniowe wybory przynoszą też kolejną ważką konkluzję. Elektorat składający się z obcokrajowców zamieszkałych w Norwegii rośnie w siłę. Partie dążące do władzy ignorując ten fragment norweskiego krajobrazu wyborczego popełniłyby grzech zaniechania ignorując niemalże 400 tysięcy obcokrajowców uprawnionych do głosu. W porównaniu z wyborami sprzed czterech lat liczba ta wzrosła aż o około 180 tysięcy według szacunków Centralnego Biura Statystycznego SSB. W samym tylko Oslo obcokrajowcy stanowili 30,6 proc. ogółu posiadającego czynne prawo wyborcze.

Źródła:

>>> 383.400 utlendinger har stemmerett ved høstens valg i Norge

>>> Aftenposten

>>> Valgresultat 2019

>>> Valgresultat 2019 @ vg.no

>>> Kan bli dårligste valg for Oslo Høyre siden 1955