Nowe szacunki to pochodna zeszłorocznych danych, które nie jednego obserwatora świata biznesu wprawiły w osłupienie. Według irlandzkiego urzędu statystycznego, PKB Irlandii wystrzelił w 2015 roku o 26 proc. Bloomberg podkreśla, że te anomalie statystyczne wynikały z faktu, że irlandzka gospodarka jest z jednej strony bardzo mała, z drugiej – jak magnes przyciąga zagranicznych inwestorów. Przykład Irlandii nasuwa jednak pytanie: co tak naprawdę powinno się mierzyć w ramach szacowania wielkości gospodarki danego państwa?

Standardowe kryterium to produkt krajowy brutto, czyli PKB. Wlicza się w niego krajową działalność międzynarodowych firm. W zglobalizowanej gospodarce zdefiniowanie „krajowej działalności” może być jednak trudne. W przypadku Irlandii relokacja wartości niematerialnych takich jak własność intelektualna odegrały szczególnie istotną rolę: takie rachunkowe zmiany mogą być kwalifikowane jako inwestycje, które napędzają PKB.

>>> Czytaj więcej: PKB nie pasuje do Irlandii. Inwestycje zagraniczne zalewają kraj

Irlandzki urząd statystyczny pracuje więc nad nowym, zmodyfikowanym wskaźnikiem, który będzie lepiej mierzył aktywność gospodarczą, wpływającą bezpośrednio na dobrobyt obywateli. Zniweluje jednocześnie wpływ globalizacji na statystyki. Podstawą nowego wskaźnika jest dochód narodowy brutto (z ang. GNI), który nie uwzględnia przepływów netto do zagranicznych inwestorów. Dalsze modyfikacje mają na celu zapewnienie, że wartości niematerialne i wypłaty dywidend nie zakłócają statystyk. W rezultacie powstaje wskaźnik oznaczany jako GNI*, który powinien być znacznie mniej narażony na gwałtowne spadki lub wzrosty. To właśnie według tego wskaźnika, gospodarka Irlandii była w 2015 roku o prawie jedną trzecią mniejsza niż wynikało to z nieskorygowanego odczytu PKB.

Financial Times podaje, że z odczytu PKB wynika, iż wartość irlandzkiej gospodarki sięgała w 2016 roku 275 mld euro. Tymczasem według zmodyfikowanego wskaźnika dochodu narodowego brutto, było to jedynie 190 mld euro. Niższa wartość wynikała m.in. z wykluczenia z rachunków zysków amerykańskich gigantów działających na irlandzkim rynku, takich jak Google, Microsoft czy Pfizer.

Reklama

Jak duże ma to znaczenie? Z jednej strony niewielkie: standardy życiowe Irlandczyków są uzależnione od lokalnych cen i dochodów i wciąż pozostają takie same. Ale wzrost PKB jest odbierany jako wskaźnik kondycji gospodarki i kompetencji rządu. Unia Europejska na podstawie tego wskaźnika ustala cele budżetowe, a analitycy oceniają zdolność Irlandii do obsługi długu w relacji do PKB. A to musi się zmienić. Irlandzki PKB jest zbyt mylącym wskaźnikiem, by służyć do tak ważnych celów.

W każdym innym miejscu na świecie, sprawa zmiany sposobu mierzenia wielkości gospodarki może nie być aż tak pilna – na razie. Zniekształcenia spowodowane księgową zręcznością międzynarodowych koncernów będą coraz bardziej widoczne, bo gospodarki na świecie stają się coraz bardziej połączone.

„Nie chodzi o to, że globalizacja jest czymś złym, a firmy nie powinny mieć swobody konstruowania swoich bilansów tak, by miało to dla nich i dla ich akcjonariuszy największy sens. Chodzi o to, by bacznie obserwować, jak zmieniają się gospodarki i dostosowywać do tego metody mierzenia ich wielkości” – pisze Bloomberg.

>>> Czytaj też: Jak oceniają agencje ratingowe? Nie patrzą tylko na wskaźniki finansowe