Redakcja BBC Future przeanalizowała przypadek epidemii wirusa Eboli. Raport z 2017 roku wykazał, że pandemia doprowadziła do dramatycznego spadku korzystania z opieki medycznej. Liczba kobiet w ciąży poszukujących pomocy przy porodzie zmniejszyła się o 80 proc., liczba przyjęć dzieci chorych na malarię spadła o 40 proc., podobnie jak liczba szczepień. Mimo intensywnych międzynarodowych wysiłków na rzecz walki z pandemią, to właśnie uboczne szkody były poważniejsze niż sama choroba. W 2020 r. ten scenariusz może się powtórzyć.

Wiele krajów próbowało udowodnić, że traktują Covid-19 priorytetowo: przygotowano łóżka i respiratory, tysiące lekarzy przeniesiono na oddziały zakaźne. W Wielkiej Brytanii rząd zobowiązał się do zapewnienia służby zdrowia wszystkiego, co jest potrzebne do walki z pandemią, „bez względu na koszty”. Podobne kroki zostały podjęte w krajach na całym świecie. Wszystko, co nie uznano za pilne, zostało opóźnione lub ograniczone – od niektórych operacji do działań w zakresie zdrowia seksualnego, wsparcia zdrowia psychicznego, stomatologii, szczepień, badań przesiewowych w kierunku raka i rutynowych badań kontrolnych. W rezultacie intensywne skupienie uwagi na walce z koronawirusem ma już fatalne skutki uboczne.

Na całym świecie pacjenci zgłaszają, że nie otrzymali należytej opieki chorując na raka, nie mogli dostać się na dializę nerek czy pilne operacje przeszczepu. Czasami skutkowało to śmiercią. Przykładowo na Bałkanach kobiety są zmuszane do samodzielnej próby przeprowadzenia niebezpiecznych aborcji, a eksperci z Wielkiej Brytanii donoszą o coraz większej popularności metody „zrób to sam” w stomatologii – ludzie zwracają się ku improwizacjom i używają gumy do żucia, nożyc oraz kleju superglue, by przynieść sobie ulgę. Z kolei paniczne wykupywanie leku hydroksychlorochiny, który jest zwykle stosowany w leczeniu malarii i chorób autoimmunologicznych, doprowadziło do jego niedoborów.

Jak w przypadku wszystkich kryzysów, obecna pandemia najsilniej uderzy w najbiedniejsze kraje. Eksperci obawiają się, że zgony z powodu chorób takich jak cholera mogą znacznie przewyższać te z powodu Covid-19. Szczególną obawę budzi temat szczepień. Światowa Organizacja Zdrowia obliczyła, że co najmniej 80 milionów dzieci w wieku poniżej jednego roku życia jest obecnie narażonych na ryzyko wystąpienia błonicy, polio i odry. Szacuje się, że polio powróci – pomimo wielomiliardowych wysiłków od dekad.

Ponad milion dzieci i 56 700 matek jest zagrożonych skutkami ubocznymi pandemii. Eksperci obawiają się, że zgony z powodu chorób takich jak cholera mogą znacznie przewyższyć te z samego Covid-19.

Reklama

Równocześnie David Beasley, dyrektor wykonawczy Światowego Programu Żywnościowego ONZ (WFP), ostrzegł w zeszłym miesiącu, że świat stoi na skraju „biblijnej” klęski głodu. Aż 130 milionów ludzi jest zagrożonych głodem, a kolejne 135 milionów są na krawędzi kryzysu. Globalne zamknięcie i wynikające z niego zawirowania gospodarcze mogą zwiększyć tzw. śmierć z rozpaczy – niektórzy ludzie wpadają w alkoholizm lub popełniają samobójstwa.

Epidemiolog Timothy Roberton, wraz z zespołem z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Maryland, opracował modele, jak Covid-19 może wpłynąć na kobiety i dzieci w krajach o niskich dochodach, takich jak te w Afryce Subsaharyjskiej. Ludzie mogą bać się szukać pomocy, z drugiej strony pracownicy służby zdrowia sami mogą być chorzy, mogą zostać skierowani do pracy w czasie pandemii lub mogą też wystąpić niedobory leków. Innym problemem jest brak dostępu do wystarczającej ilości żywności dla rodzin, co może zwiększyć ich podatność na choroby zakaźne.

Obecna pandemia prawdopodobnie naprowadzi dodatkowe 130 milionów ludzi na skraj głodu.

Naukowcy przewidzieli, że w najgorszym przypadku, gdy korzystanie z usług zdrowotnych zostanie ograniczone nawet o 50 proc., a niedożywienie zostanie podobnie zwiększone, ponad milion dzieci i 56 700 matek może umrzeć w wyniku pandemii. Większość ofiar śmiertelnych wśród dzieci to pokłosie zapalenia płuc lub odwodnienia spowodowanego biegunką, podczas gdy w przypadku kobiet byłyby to prawdopodobnie komplikacje związane z ciążą lub porodem – krwotoki, rzeżączka i sepsa.

Obecnie WFP dostarcza żywność prawie 100 milionom ludzi każdego dnia. Zgodnie z ich analizą, w nadchodzących miesiącach 300 tysięcy ludzi może umierać z głodu codziennie, jeśli zdolność do zapewnienia normalnego wsparcia zostanie ograniczona. Obliczenia te nie biorą pod uwagę tych, którzy niedawno zostali zubożeni przez samą pandemię.

Światowa Organizacja Zdrowia oszacowała, że co najmniej 80 milionów dzieci poniżej pierwszego roku życia jest obecnie narażonych na ryzyko wystąpienia błonicy, polio i odry.

Świat myślał, że liczba głodujących ludzi na świecie spada – mówi Jane Howard, która jest szefem komunikacji w WFP. Dodaje, że w ciągu ostatnich pięciu lat trend ten się odwrócił, głównie w wyniku konfliktów i zmian klimatycznych. Dodatkowym problemem jest także mniejsza ilość darowizn: jeśli światowa gospodarka ucierpi, a kraje nie będą w stanie zapewnić takiej ilości środków finansowych i wsparcia głodującym, jakich potrzeba. Liczba bardzo głodnych ludzi wzrosła dość gwałtownie – jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa. Może to doprowadzić do śmierci głodowej 130 milionów ludzi.

Howard wyjaśnia, że w przeciwieństwie do stereotypowych obrazów głodujących ludzi z filmów charytatywnych z lat 90., którzy mogliby mieszkać w najodleglejszych zakątkach Afryki Subsaharyjskiej, dziś niedożywienie jest również dużym problemem w miastach – i to właśnie tam pandemia najprawdopodobniej uderzy najmocniej. „Jeśli mieszkasz w wiosce, możesz mieć ogródek warzywny, albo twoja ciotka może mieć krowę, która może dać ci mięso” – mówi Howard. „W mieście jesteś całkowicie zdany na łaskę cen na rynku”. W tej chwili narażeni są głównie robotnicy, rikszarze i robotnicy budowlani. Koszty wielu podstawowych artykułów spożywczych, takich jak pasta orzechowa i mąka maniokowa, wzrosły w ciągu ostatnich dwóch tygodni o 10 proc.

>>> Czytaj też: Niemieckie badania: Maseczki mogą zmniejszyć wzrost zakażeń koronawirusem o 40 proc.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego wiele krajów może doświadczyć większej liczby zgonów z powodu szkód ubocznych, a nie z powodu samego wirusa – wiek. Wiadomo, że Covid-19 bardziej dotyka osoby starsze. Z drugiej strony, populacja krajów o niskich dochodach zwykle składa się z większości młodych ludzi. W najmłodszym kraju na świecie – Nigrze – mediana wieku wynosi zaledwie 15,2 roku. (Naród ten ma również najwyższy wskaźnik urodzeń, a każda kobieta ma w swoim życiu 7,2 dziecka). Do tej pory odnotowano 254 zgony z powodu obecnej pandemii. Natomiast we Włoszech średnia wieku wynosi około 45 lat, tam odnotowano jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności w grupie wiekowej Covid-19, gdzie w tym czasie zginęło ponad 33 tys. osób.

Uważa się, że pośrednie ofiary mogą w końcu zaćmić liczbę bezpośrednich zgonów w dłuższej perspektywie. Na przykład nowotwór.

„Rak nie może czekać” – mówi Sara Hiom, dyrektor ds. wczesnej diagnozy i wywiadu w zakresie nowotworów w organizacji charytatywnej Cancer Research UK, która finansuje badania naukowe nad rakiem. „Rak zawsze będzie łatwiejszy do wyleczenia, im wcześniej zostanie zdiagnozowany”. Mimo to wiele programów badań przesiewowych w zakresie nowotworów zostało wstrzymanych w całej Wielkiej Brytanii od momentu rozpoczęcia izolacji – oznacza to, że 1600 przypadków raka, które normalnie wykryto by co miesiąc, jest obecnie przeoczonych. Opóźnione jest leczenie także tych zdiagnozowanych. Grupa onkologów oszacowała, że w samej Wielkiej Brytanii 60 tys. pacjentów chorych na raka może umrzeć z powodu opóźnień w diagnozowaniu i leczeniu. Dodatkowo, kwestia zbliżającej się recesji może opóźnić wysiłki badawcze naukowców na wiele lat.

Niektórzy eksperci uważają, że 60 000 pacjentów chorych na raka może umrzeć w samej Wielkiej Brytanii w wyniku opóźnień w diagnostyce i leczeniu.