Sondaże przewidują, że Serbska Partia Postępowa (SNS) prezydenta Aleksandara Vuczicia - dawnego skrajnego nacjonalisty z czasów wojny w byłej Jugosławii, który doszedł do władzy, obiecując przyjęcie Serbii do UE - zmiażdży przeciwników i będzie kontynuować ośmioletnią dominację polityczną. Może zdobyć nawet 58 proc. głosów, a jej koalicjant, Socjalistyczna Partia Serbii (SPS), 12,5 proc. - wynika z badania przeprowadzonego przez lokalny ośrodek Faktor Plus, przy frekwencji prognozowanej na 50 proc.

„SNS prawdopodobnie mogłaby samodzielnie utworzyć rząd, ale oczekuje się, że zaprosi (do gabinetu) obecnych partnerów koalicyjnych, SPS i partie mniejszościowe reprezentujące Węgrów i Bośniaków” - przekazał portalowi Balkan Insight Bojan Klaczar z think tanku Centrum Wolnych Wyborów i Demokracji (CeSID).

Znaczna część rozdrobnionej serbskiej opozycji opuściła parlament w styczniu 2019 roku. Obecnie bojkotuje ona pierwsze w Europie wybory od wybuchy pandemii koronawirusa.

Opozycyjni politycy i organizacje pozarządowe zajmujące się monitorowaniem działań władzy wielokrotnie oskarżały Vuczicia i jego partię o zapędy autorytarne, używanie przemocy wobec przeciwników politycznych, oszustwa wyborcze, korupcję, nepotyzm i powiązania ze zorganizowaną przestępczością, co zawsze spotykało się z gwałtownym zaprzeczeniem - przypomina agencja Reutera.

Udział w głosowaniu w czasie pandemii koronawirusa i bez wolnych mediów usankcjonowałby "spreparowane wybory" - powiedział agencji AP Dragan Djilas, lider Partii Wolności i Sprawiedliwości (SSP), jednego z ugrupowań tworzących Sojusz dla Serbii, najsilniejszej koalicji partii opozycyjnych.

Reklama

Jednak sondaże z marca i maja - przed ogłoszonym bojkotem - sugerowały, że Sojusz zdobyłby zaledwie ok. 7 proc. głosów w wyborach.

"W przypadku demokratycznych wyborów potrzeba warunków, by ludzie mogli usłyszeć coś innego (niż przekaz władzy - PAP) i swobodnie wyrazić siebie" - powiedział Djilas, który według AP jest częstym celem kampanii oszczerstw w prorządowych tabloidach. "Media są nie tylko niedostępne dla nas, ale służą także do atakowania ludzi, którzy myślą inaczej" - zaznaczył.

Kampania wyborcza z powodu ograniczeń przeciwepidemicznych przebiegała głównie w telewizji, przy czym krytycy rządów Vuczicia zarzucają mu m.in. poważne ograniczanie wolności mediów.

"Serbska opozycja nie była pokazywana w publicznych mediach przez osiem lat, a Vuczić pojawiał się tam 292 razy częściej niż wszyscy liderzy opozycji łącznie" - napisał Djilas w liście otwartym na portalu euractiv.com. Dodał, że media prywatne również zamieniły się w "biuletyn propagandowy" SNS, a lider opozycji ostatni raz gościł w prywatnej stacji telewizyjnej cztery lata temu.

W corocznym raporcie opublikowanym w kwietniu przez amerykańską organizację pozarządową Freedom House wymieniono Serbię wśród "reżimów hybrydowych", w których władza opiera się na autorytaryzmie i które nie mogą być dłużej uważane za demokratyczne. Belgrad zdecydowanie odrzucili raport, twierdząc, że opiera się on na niewłaściwych badaniach i kryteriach.

Próby przezwyciężenia impasu politycznego nastąpiły po ogłoszonym bojkocie opozycji i zorganizowanych rundach dialogu między nią a rządem, w co zaangażowane były zarówno serbskie organizacje pozarządowe, jak i posłowie do Parlamentu Europejskiego.

Główną zmianą formalną wynikającą z tych rozmów była decyzja o obniżeniu progu wyborczego z 5 do 3 procent. Stworzyło to szansę, by więcej partii opozycyjnych dostało się do parlamentu, jednak, jak zaznacza Balkan Insight, niektórzy analitycy postrzegali to pozorne ustępstwo jako „próbę obrony legalności wyborów”.

Większości opcji politycznym, które według sondaży będą reprezentowane w przyszłym parlamencie, najbliżej do skrajnej prawicy. Znaczna część spośród tych, które opublikowały programy, jest wysoce konserwatywna: obiecują obronę rodziny, zwiększenia inwestycji w rolnictwie i zachęcanie ludzi do życia na wsi.

Są one również wrogie wobec migrantów, zmiany stanowiska w sprawie Kosowa i integracji Serbii z Unią Europejską. Niektóre głoszą też poparcie dla ruchów antyszczepionkowych.

Spośród partii, które zapewne będą częścią następnego parlamentu, cztery reprezentują mniejszości etniczne: Wspólnota Węgrów Wojwodiny, koalicja Albańsko-Demokratyczna Alternatywa - Zjednoczona Dolina, bośniacka Partia Demokratycznej Akcji Sandżaku oraz koalicja bośniackiej Partii Sprawiedliwości i Pojednania z Partią Demokratyczną Macedończyków.

Ponadto Serbia przeszła od bardzo rygorystycznych obostrzeń z powodu pandemii do prawie całkowitego ich zniesienia na początku czerwca według przeciwników prezydenta tylko po to, by Vuczić mógł przeprowadzić wybory, pierwotnie zaplanowane na kwiecień i przełożone z powodu pandemii, i umocnić swoją władzę - pisze AP.

"Na początku pandemii Covid-19 nasz prezydent powiedział, że wszystko będzie w porządku, jeśli codziennie wypijemy kieliszek brandy" - powiedział AP Djilas. "Następnie wprowadził najostrzejsze możliwe ograniczenia, w tym 84-godzinny zakaz opuszczania miejsca pobytu (...), a potem środki zostały zniesione, jakby nic się nie wydarzyło, to niewiarygodne" - dziwi się.

Djilas wyraził przekonanie, że w Serbii nie będzie zmian bez presji wywieranej na prezydenta z Zachodu. "Nie oczekujemy, że obalą Vuczicia, chcemy tylko, by stworzyli warunki do wolnych i uczciwych wyborów" - zapewnia.(PAP)

baj/ kar/

arch.