Bombardowanie było izraelską odpowiedzią na ataki rakietowe ze strony Hamasu na terytorium Izraela. Wymiana ciosów była największą w ostatnim czasie eskalacją, do której doszło po najdramatyczniejszych dotąd starciach między Palestyńczykami i policją na terenie Wzgórza Świątynnego i meczetu Al-Aksa w Jerozolimie.

Ostrzał rakietowy z terytorium Strefy Gazy rozpoczął się w poniedziałek wieczorem. Ponad 200 rakiet spadło na miasta w południowym na przedmieścia Jerozolimy oraz miasta w południowym Izraelu, część została przechwycona przez system obrony przeciwrakietowej Żelazna Kopuła. Według izraelskiego wojska obrażenia odniosło sześciu izraelskich cywili.

Reklama

Premier Izraela Benjamin Netanjahu uznał ataki na Jerozolimę - pierwsze od 2014 r. - za przekroczenie "czerwonej linii" i zapowiedział, że walki mogą "potrwać przez jakiś czas". Odpowiedzią była największa fala bombardowań na terytorium Hamasu w Gazie. Jak powiedział cytowany przez AFP rzecznik izraelskiej armii Jonathan Conricus, dokonano 130 ataków na cele związane z Hamasem.

"Według naszych aktualnych szacunków zabiliśmy 15 członków Hamasu i Islamskiego Dżihadu" - powiedział rzecznik.

Według ministerstwa zdrowia Strefy Gazy w ciągu ostatnich godzin zginęły 22 osoby, a rannych zostało 100 innych. Jak notuje agencja AP, co najmniej 15 ofiar śmiertelnych to efekt izraelskich bombardowań. Pozostałe siedem to efekt eksplozji w domu w Beit Hanoun na północy Gazy, jednak nie wiadomo, czy była ona skutkiem uderzenia izraelskiego drona czy błędnie wystrzelonej rakiety islamistów.

Do eskalacji doszło po pełnym przemocy dniu w Jerozolimie. W wyniku starć z policją, m.in. wewnątrz meczetu Al-Aksa, trzeciego najświętszego miejsca islamu, rannych zostało 700 Palestyńczyków, z czego prawie 500 trafiło do szpitali. Napięcia spotęgowały obchody święta upamiętniającego aneksję arabskiej części Jerozolimy przez Izrael oraz próby eksmisji części palestyńskich rodzin przez żydowskich osadników we Wschodniej Jerozolimie.