Konstytucja, jak mówił Łukaszenka, ma być „dla społeczeństwa”, jednak powinna „uwzględniać wydarzenia ubiegłego roku, kiedy oponenci próbowali zniszczyć kraj”. Tak białoruski lider nazywa ubiegłoroczne masowe protesty z żądaniem uczciwych wyborów.

„My po ubiegłym roku rozumiemy, że ich nie można dopuścić do władzy. Bo oni zlikwidują nie tylko nas, ale unicestwią kraj. Dlatego nowa konstytucja powinna uwzględniać te niuanse” – zapowiedział.

Reklama

Nad projektem ustawy zasadniczej pracuje specjalna komisja, którą Łukaszenka powołał w marcu br. Jak zapewniał we wtorek Łukaszenka, nowa (kolejna już) wersja projektu powstała przy udziale „ogromnej liczby ludzi, w tym stowarzyszeń społecznych”.

Wciąż jednak, jak wskazał, pozostają „sporne kwestie”, takie jak rozwiązania przejściowe po przyjęciu nowej redakcji, sposób formowania nowych organów władzy (Ogólnobiałoruski Zjazd Ludowy) czy traktowanie dotychczasowych dekretów prezydenckich, w związku tym, że nowy projekt ich nie przewiduje.

W poprzednio prezentowanym projekcie konstytucji była mowa o nadaniu „szczególnego statusu” Ogólnobiałoruskiemu Zjazdowi Ludowemu (WNS). Ma być „najwyższym przejawem władzy społeczeństwa”, a jego decyzje – obowiązkowe do wykonania przez wszystkie instytucje, urzędy i obywateli.

Członkami WNS mają być - według projektu - deputowani obu izb parlamentu oraz przedstawiciele władz lokalnych.

Projekt zawierał również gwarancje nietykalności i ustawową ochronę „czci i godności” dla byłych prezydentów (obecnie może dotyczyć tylko Alaksandra Łukaszenki, który objął stanowisko w 1994 r.) oraz zakaz monopolizacji mediów, w tym – przez państwo.

Wśród propozycji omawianych dotąd publicznie było m.in. usunięcie z konstytucji zapisu o neutralności Białorusi, na co nalegali prorządowi analitycy.

Łukaszenka przedstawiał planowane zmiany konstytucji jako sposób stopniowego przekształcania systemu politycznego i ograniczania władzy prezydenckiej. Niezależni eksperci od początku byli sceptyczni wobec deklaracji, że nowa ustawa zasadnicza powstanie w drodze „szerokiego dialogu społecznego” i zmiany nazywają „imitacją”.

Część niezależnych ekspertów sugerowała, że na Białorusi może zostać zastosowany „wariant kazachski”, tzn., że Łukaszenka po odejściu z urzędu zająłby inne stworzone dla niego i pozwalające zachować decydujący wpływ na politykę stanowisko, np. przewodniczącego Zjazdu Ludowego.