W ten sposób szef węgierskiego rządu tłumaczył brak zgody Budapesztu na obowiązkowe wspólne zakupy gazu przez kraje Unii Europejskiej. Jednocześnie skrytykował mechanizmy solidarnościowe, które miałyby równać dysproporcje w dostawach gazu na terenie Wspólnoty. Podkreślił, że Węgry nie popierają wprowadzenia obowiązku przekazywania surowca przez kraje, którym udało się pokryć dostawy gazu na cały rok, do krajów, które nie były w stanie tego zrobić z powodu sankcji nałożonych na Rosję.

Orban przewiduje, że choć ceny surowca chwilowo przestały rosnąć po letnim uzupełnieniu rezerw, to znów podniosą się w miarę wykorzystywania zmagazynowanych wolumenów w okresie zimowym.

Reklama

Zapowiedział też rozszerzenie w najbliższych tygodniach listy produktów, które będą objęte limitami cen na Węgrzech. Ponadto oprocentowanie kredytów dla firm ma być utrzymane na poziomie 7,7-8 proc., a banki będą musiały ponieść związane z tym koszty. Dodał, że celem rządu w Budapeszcie jest osiągnięcie jednocyfrowej inflacji do końca 2023 roku.

„Nie jest dobrze, gdy trzeba interweniować w skomplikowany system gospodarki, ale pewne kryzysy to usprawiedliwiają” – powiedział Orban.

W trakcie wywiadu poruszył również kwestię środków potrzebnych na odbudowę Ukrainy, której koszty określił jako „nieprzewidywalnie wysokie”. „Czy mamy pieniądze, które możemy dać Ukraińcom? Jeśli tak, to w jakiej formie: razem z innymi, osobno, jako darowiznę czy jako pożyczkę?” – pytał Orban na antenie radia dodając, że negocjacje unijne w najbliższych dwóch-trzech miesiącach powinny rzucić więcej światła na te kwestie.

Z Budapesztu Marcin Furdyna (PAP)