Powoływanie się na ochronę danych osobowych w przypadku podatków, to cios w "fiński otwarty model społeczeństwa. Dostęp do danych podatkowych jest dla obywateli, a nie dla mediów" – uważa największa fińska gazeta.

"HS", w proteście przed ewentualnością niepodawania mediom przez administrację skarbową (Vero) danych o dochodach zamożnych mieszkańców, nie publikował przez miesiąc popularnej wśród czytelników internetowej "wyszukiwarki podatkowej". Przez lata była to swoista tradycja, że na jesieni w mediach można było porównywać informacje o wszystkich podatnikach, którzy zarobili w ciągu roku przynajmniej 100 tys. euro.

Do akcji protestacyjnej stołecznej gazety przystąpiło także kilkanaście innych mniejszych dzienników. Część głównych mediów opublikowała jednak swoje wyszukiwarki (z niepełnymi danymi) miesiąc temu w dniu oficjalnej publikacji informacji przez fiskusa.

W zeszłym roku, kiedy po raz pierwszy zamożniejsi podatnicy mogli zastrzec dane o swoich zarobkach przed mediami, wnioski do fiskusa o ich utajnienie złożyło ponad 200 osób, w tym roku już ok. 4 tys., powołując się na "szczególne powody osobiste".

Przyznawane przez urzędników prawo (uzasadniane unijnymi przepisami o ochronie danych osobowych) stanowi wyłom w fińskiej kulturze i społecznej "zasadzie transparentności", będącej w przypadku podatków "zjawiskiem wyjątkowym na skalę światową" – podkreśla "HS".

Zgodnie z fińskim prawem z 1999 r. dane o dochodach oraz kwotach naliczonego podatku są informacją publiczną. Mogą zostać też udostępnione każdemu w urzędach skarbowych.

"Dostęp do informacji jest podstawową zasadą i leży u podstaw naszego społeczeństwa. Dobrze by było gdyby dane były jawne" – skomentowała dla premier Sanna Marin, liderka socjaldemokratów, odnosząc się do przyjętej przez skarbówkę linii interpretacyjnej.