Określenie „miasto duchów” najbardziej kojarzy się z USA i Australią. W tych krajach znajdziemy pozostałości peryferyjnych i całkiem dużych osad, które w szybkim tempie opustoszały po wyczerpaniu lokalnych zasobów (np. złóż złota, srebra, a nawet azbestu). Przyczyną powstawania opuszczonych miast na całym świecie mogą być również poważne zniszczenia wojenne, wysiedlenia, katastrofy naturalne oraz długotrwałe trendy demograficzne. W ostatnich dekadach pojawił się nowy powód powstawania „miast duchów”. To boomy mieszkaniowe, które skutkują rozpoczynaniem budowy zbyt dużej liczby lokali lub domów. Ciekawe przykłady niespełnionych ambicji deweloperów znajdziemy również w Europie. Z kolei na terenie Chin oraz Wenezueli można zobaczyć konsekwencje nietrafionych decyzji mieszkaniowych władz.

Irlandzcy deweloperzy porzucili około 3000 projektów

Przykładów nowych ,,miast duchów” i pustych osiedli trzeba szukać w tych europejskich krajach, gdzie poprzedni kryzys najbardziej dotknął „mieszkaniówkę”. Chodzi między innymi o Irlandię oraz Hiszpanię. Przykład tego pierwszego państwa jest mniej znany, ale bardzo ciekawy. Dwa lata po początku poprzedniego kryzysu, czyli w 2010 r. irlandzki rząd sprawdził około 3000 problematycznych inwestycji deweloperskich. Tylko w przypadku 15% z nich były kontynuowane jakiekolwiek prace.

Przez kolejne lata, irlandzcy deweloperzy, których zdziesiątkował kryzys próbowali dokańczać niektóre rozpoczęte projekty (m.in. poprzez ich wykup od konkurentów lub banków). Mimo tego, pod koniec 2017 r. na terenie Irlandii, która jest ponad czterokrotnie mniejsza od Polski, wciąż znajdowało się 256 niedokończonych od lat inwestycji deweloperów. Mowa o projektach, których jeszcze nie udało się zakończyć w ramach specjalnego programu publicznego. Wspomniany program dzięki sprawnej współpracy rządu oraz władz lokalnych skutkował zakończeniem około 2500 przerwanych inwestycji deweloperskich. W większości przypadków, były to osiedla domów jednorodzinnych.

W Hiszpanii znów pojawi się więcej „miast duchów”?

Reklama

Na terenie Irlandii nie znajdziemy tak dużych opuszczonych osiedli, jak te znajdujące się w Hiszpanii. Iberyjski kraj od lat cechuje się sporą liczbą inwestycji powstających z myślą o cudzoziemcach. Po 2015 r. liczba takich projektów mieszkaniowych znów się zwiększyła. Oznacza to, że do pustych osiedli sprzed 10 lat - 15 lat mogą dołączyć kolejne. Co więcej, trwający kryzys spowolni proces zasiedlania starszych inwestycji deweloperskich, które wciąż stoją puste. Na nowych mieszkańców czeka na przykład miasto Ciudad Valdeluz położone na północny wschód od Madrytu. Miało ono być domem dla około 30 000 osób. Dziesięć lat po początku poprzedniego kryzysu, czyli w 2018 r. na terenie Ciudad Valdeluz mieszkało tylko 4000 osób. Pozostała część miasta wciąż składała się z niedokończonych osiedli, które patrolowali wynajęci ochroniarze. W Hiszpanii znajdziemy jeszcze bardziej wyludnione nowe miasta. O wiele mniejszym wskaźnikiem zaludnienia niż Ciudad Valdeluz (poniżej 5% planu) cechuje się np. Cirueña, którą zaplanowano dla 10 000 osób.

Zaludnienie pustych miast może być kwestią prestiżu

Najbardziej spektakularnych przykładów nieudanych inwestycji mieszkaniowych sprzed 10 lat - 15 lat, na pewno trzeba szukać w Chinach. Słynne stało się m.in. zaplanowane na 300 000 osób Kangbashi, które w 2010 r. zamieszkiwało około 30 000 Chińczyków. Obecnie wspomniane miasto jest zasiedlone w 1/3, a szybkie tegoroczne odbicie na chińskim rynku nieruchomości stwarza pewne nadzieje na przyszłość. To sprawa ważna dla lokalnych władz również z prestiżowego punktu widzenia, bo trzeba pamiętać, że budowa Kangbashi była elementem publicznego planu. Podobna sytuacja dotyczy niedokończonego miasta Caofeidian, które planowano na 350 000 osób. Po latach kilkuprocentowego zaludnienia ma się ono stać centrum handlu bezcłowego.

Ulubione miasto Chaveza wciąż czeka na dokończenie

Gorzej przedstawiają się perspektywy wenezuelskiego miasta Ciudad Caribia, którego budowy doglądał nieżyjący już prezydent Hugo Chavez. Stutysięczne Ciudad Caribia miało być modelowym i samowystarczalnym miastem - pomnikiem wenezuelskiego socjalizmu. Jego kontrowersyjną lokalizację Chavez wybrał, gdy awaria helikoptera zmusiła go do lądowania w tej górzystej okolicy. Ostatecznie udało się osiągnąć około dziesięcioprocentowy stan zasiedlenia miasta i ukończenia prac budowlanych. Mieszkańcy wciąż narzekają na problemy z wodą, dojazdem do Caracas, infrastrukturą oraz sąsiedztwem niedokończonych budynków. Tym niemniej, Ciudad Caribia nadal jest ważne z propagandowego punktu widzenia i stanowi cel dla wycieczek przybywających m.in. z zaprzyjaźnionej Kuby.