"Zimna wojna” Chin z USA nabiera rozpędu. Co to oznacza dla Polski i świata? [ANALIZA]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
6 sierpnia 2021, 21:36
lotniskowiec
<p>lotniskowiec</p>/Shutterstock
Amerykańsko-chińska „zimna wojna” nabiera rozpędu. W ostatnich dniach jej teatrem była głównie Azja Południowo -Wschodnia, ale nie należy tracić z oczu ani jej kontekstu globalnego, ani skutków dla Europy i Polski.

Druga połowa lipca i początek sierpnia przyniosły ofensywę amerykańskiej dyplomacji w rejonie Indo-Pacyfiku. Sekretarz obrony Lloyd Austin tydzień temu odniósł bodaj najbardziej spektakularny sukces – sprawił, że prezydent Filipin Rodrigo Duterte potwierdził po miesiącach wahań dalsze obowiązywanie paktu VFA (Wizytujących Sił Zbrojnych), który od ponad dwóch dekad reguluje stacjonowanie amerykańskich sił zbrojnych w tym kraju, zasady ich rotacji, a także warunki prowadzenia ćwiczeń. To skonkretyzowanie obowiązującego od 1951 r. traktatu o wzajemnej obronie i potwierdzenie ich relacji strategicznych, w obliczu narastającego zagrożenia dla Filipin i Morza Południowochińskiego ze strony Chińskiej Republiki Ludowej (niedawno USA ponowiły ostrzeżenie pod adresem Pekinu, że ewentualny atak na siły filipińskie uruchomi stosowne narzędzia traktatowe, włącznie z akcją militarną).

Dalekowschodnia podróż Austina obejmowała też Singapur oraz Wietnam. Oba kraje także z zaniepokojeniem obserwują rosnącą aktywność Chin, zagrażającą ich bezpieczeństwu. W przypadku tego drugiego kraju zacieśnianiu relacji z USA nie przeszkadza nawet trudna historia ani – delikatnie mówiąc – bycie przez władze w Hanoi na bakier z prawami człowieka. Amerykanie bardzo starają się przejść nad tym do porządku dziennego, zaś Wietnamczycy z wdzięcznością przyjmują od nich prezenty, m.in. dostawy szczepionek; niedawno pozyskali też nowoczesne kutry dla straży przybrzeżnej.

QUAD i ASEAN

Gdy Austin gimnastykował się dyplomatycznie w Hanoi, jego kolega z rządu – sekretarz stanu Antony Blinken – odwiedzał Indie. Kraj dla Amerykanów trudny jako partner, bo mający wiele antyzachodnich resentymentów, w latach zimnej wojny będący liderem ruchu państw niezaangażowanych, ale jednak mniej czy bardziej dyskretnie orbitujący ku Moskwie (najpierw jako stolicy ZSRR, potem Rosji). Zarazem Indie to rosnąca potęga ekonomiczna, technologiczna i wojskowa, w dodatku mocno skonfliktowana z Chinami.

Podczas pierwszej wizyty w New Delhi Blinken spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Subrahmanyamem Jaishankarem i premierem Narendrą Modim. Omawiano dostawy szczepionek, których Indie potrzebują w obliczu kolejnej fali pandemii, a także kwestie ochrony praw człowieka, ale przede wszystkim – funkcjonowanie grupy QUAD, sojuszu obejmującego też Australię i Japonię. Grupa ta staje się kluczowym elementem architektury bezpieczeństwa w tym regionie, obliczonym na powstrzymywanie agresywnych zakusów chińskich – także w wymiarze czysto wojskowym, coraz śmielej i na większą skalę organizując m.in. wspólne manewry morskie oraz tworząc zaawansowane mechanizmy wymiany informacji wywiadowczych w czasie rzeczywistym.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj