Dolarem zamiast kulą. Przez dziesięciolecia Ameryka Łacińska była politycznym placem zabaw USA

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
21 sierpnia 2021, 23:27
Ameryka Łacińska
<p>Ameryka Łacińska</p>/ShutterStock
Niezależnie od tego, co by się zmieniło, dla Waszyngtonu Ameryka Łacińska pozostawała regionem, w którym interesy USA zawsze muszą być na pierwszym miejscu

Bliski sojusz Polski z USA daje nam ważne gwarancje bezpieczeństwa, ale ma też skutki uboczne, bo Amerykanie zawsze z wyjątkową starannością dbali o swoje interesy. Pogodzenie się z tym, że jakiś kraj może narazić ich państwo lub firmę na straty, jest dla nich bardzo trudne. Najlepiej pokazują to relacje Stanów Zjednoczonych z krajami Ameryki Środkowej i Południowej znajdującymi się w ich strefie wpływów.

Niezmienna doktryna

„Nigdy nie braliśmy udziału w wojnach państw europejskich, co zgodne jest z naszą polityką” – takie stwierdzenie padło w orędziu, jakie 2 grudnia 1823 r. prezydent USA James Monroe przekazał Kongresowi. Jego treść nie odnosiła się do Starego Kontynentu, lecz do Ameryki Południowej: tamtejsze kolonie kolejno wyrywały się spod władzy Hiszpanii i Portugalii, ogłaszając niepodległość. Jednak łakomym okiem na młode państwa zaczynały wówczas spoglądać rządy Wielkiej Brytanii i Francji. Mocarstwa kolonialne wciąż prowadziły ekspansję, podporządkowując sobie nowe regiony świata. „Dlatego też oświadczamy, że każdą próbę z ich strony rozszerzenia ich systemu na państwa tej półkuli (zachodniej – red.) będziemy uważać za zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa” – oznajmiał prezydent Monroe – nie tylko Kongresowi, ale też całemu światu. Zaprezentowana wówczas doktryna strategiczna jasno mówiła, iż jeśli jakieś mocarstwo poważy się na rozpoczęcie ekspansji w Ameryce Południowej, wówczas Stany Zjednoczone automatycznie uznają to za wypowiedzenie im wojny. „Niemożliwym jest rozszerzenie systemu politycznego mocarstw europejskich, na jakąkolwiek część kontynentu amerykańskiego, bez zagrożenia dla naszego pokoju i szczęścia” – twierdził Monroe.

Rządy w Ameryce Południowej i Środkowej przyjęły orędzie prezydenta USA z radością. Oznaczało dla nich gwarancję bezpieczeństwa bez domagania się czegoś w zamian. Dla Waszyngtonu najważniejszą rzeczą było zapewnienie sobie narzędzi pozwalających zapobiec podporządkowaniu Ameryki Łacińskiej któremuś z europejskich mocarstw. Bieżąca polityka tamtejszych krajów niespecjalnie rząd Stanów Zjednoczonych obchodziła. Mimo to postępowanie Waszyngtonu ujęło ludność południowoamerykańskich państw. Oczarowanie nie trwało jednak długo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj