Wygląda na to, że dyktator z Mińska i jego władca w Moskwie prowadzą skoordynowaną formę wojny hybrydowej przeciwko Europie Zachodniej. Takie taktyki, oczywiście, nie są nowością ani dla białoruskiego prezydenta Alaksandra Łukaszenki, ani dla jego rosyjskiego wzoru – Władimira Putina. Nowością jest to, jak niesamowicie bezduszna i zła stała się ta strategia.

W przeszłości to Putin był bardziej znany z wojny hybrydowej, w której mieszały się cyberataki, kampanie dezinformacyjne i tzw. „zielone ludziki” – bojownicy, którzy są Rosjanami, ale noszą nieoznakowane mundury, infiltrując lub najeżdżając miejsca takie jak Krym. Tym razem Łukaszenka, najwyraźniej z błogosławieństwem Putina, używa jako broni niektórych z najbardziej bezbronnych ludzi na świecie.

Uchodźcy na ziemi niczyjej

Od miesięcy Łukaszenka transportuje uchodźców z różnych miejsc na Bliskim Wschodzie (m.in. Iraku, Afganistanu, Syrii) na Białoruś, a następnie kieruje ich do sąsiednich krajów, które są członkami Unii Europejskiej i NATO – Łotwy, Litwy i Polski. Porzuceni w ciemnych i wilgotnych lasach, ci mężczyźni, kobiety i dzieci znaleźli się na ziemi niczyjej, uwięzieni pomiędzy białoruskimi oddziałami a polskimi i bałtyckimi, które próbują ich powstrzymać. W obliczu zbliżającej się zimy wielu z nich zamarznie na śmierć.

Inni, wspomagani przez przemytników, jakimś cudem przedostają się przez granicę UE i – to echo roku 2015 – pieszo lub autostopem docierają do kraju, który jest ich preferowanym celem, czyli Niemiec. Władze tego kraju zarejestrowały już ponad 6 tys. migrantów, którzy przybyli tą drogą, z czego około połowa zrobiła to tylko w tym miesiącu. Niemiecki minister spraw wewnętrznych rozważa zaostrzenie kontroli na granicy polsko-niemieckiej.

Ze swojej strony Polacy i Bałtowie zaczęli stawiać ogrodzenia z drutu kolczastego i planują stałe mury wzdłuż swoich granic z Białorusią, co przypomina ambicje byłego prezydenta USA Donalda Trumpa wobec południowej granicy Stanów Zjednoczonych. Zwłaszcza populistyczny rząd w Warszawie chce uchodzić za twardy zarówno w kwestii migracji, jak i w obliczu presji ze strony Mińska i Moskwy. W tym tygodniu zapowiedział, że zwiększy liczbę żołnierzy patrolujących białoruską granicę do 10 tys.

Mur na granicy - nową żelazną kurtyną

Wywołując te reakcje, cyniczna kampania Łukaszenki odsłania i zaostrza kilka wewnątrzeuropejskich konfliktów i słabości. Blok pozostaje w traumie po kryzysie uchodźczym z 2015 roku, nie był w stanie zreformować swojego systemu migracyjnego, częściowo z powodu oporu Polski. Jest również rozdarty wewnętrzną walką między Brukselą a Warszawą o praworządność i wiele innych kwestii, które polskie mury graniczne mogą jeszcze pogorszyć. Łukaszenka i Putin wmanewrowali Europejczyków w budowę czegoś, co w efekcie jest nową żelazną kurtyną.

Ale to nie wszystko. Jak zauważył m.in. minister spraw zagranicznych Łotwy, wydaje się, że Białoruś i Rosja również przemycają swoich obywateli, a być może również terrorystów, przez granicę UE wraz z migrantami. Przypuszczalnie są to agenci, którzy zamierzają szpiegować, prowokować lub powodować innego rodzaju zakłócenia. Krótko mówiąc, zielone ludziki zmieniły kamuflaż.

To, że Łukaszenka i Putin zmawiają się w tej taktyce, nie ulega wątpliwości. Już połączyli swoje siły zbrojne rozmieszczone w pobliżu granicy UE/NATO. Jako ideologiczni sprzmierzeńcy, od dawna rozważają również połączenie swoich państw. Ale o ile kiedyś Łukaszenka myślał, że może postawić na nostalgię za caratem, to dziś Putin jest oczywistym prymusem, a Łukaszenka jego pudlem. Aby utrzymać się u władzy w obliczu prodemokratycznych protestów w kraju i sankcji Zachodu, Łukaszenka potrzebuje wsparcia Putina.

Manipulowanie dostawami gazu elementem wojny hybrydowej

Ich hybrydowe działania wojenne oczywiście na tym się nie skończą. Prawdopodobnie już teraz obejmuje ona manipulowanie dostawami rosyjskiego gazu do Europy w celu pogłębienia obecnego kryzysu energetycznego. Ale broń w postaci migracji przekracza nową linię moralną. Inni autokraci, tacy jak prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, również próbowali szantażować Europę przy pomocy uchodźców. Ale prowadzenie międzynarodowej siatki logistycznej, która sprowadza ludzi z obszarów objętych wojną do europejskich lasów, to nowe dno.

Jako oczywisty pierwszy krok, UE powinna teraz rozszerzyć sankcje na wszystkie linie lotnicze i innych operatorów – na Białorusi lub gdziekolwiek indziej – którzy uczestniczą w tym handlu ludźmi. I bez względu na to, co się stanie w wewnętrznym konflikcie między Brukselą a Warszawą, cały blok musi okazać solidarność z Polską i krajami bałtyckimi.

Ale Europejczycy, również ci, którzy w przeszłości bagatelizowali zagrożenie ze strony putinowskiej Rosji, muszą również zrewidować swoją ogólną pozycję strategiczną w świetle takiej taktyki. W geopolitycznym starciu między Europą Zachodnią a Moskwą jedna strona ceni ludzkie życie, podczas gdy druga nie. Pytanie brzmi, czy ta asymetria, teraz lub w przyszłości, czyni Europę bezbronną.