Dyplomacja prestiżowa. II RP była zbyt słaba, więc musiała zacząć udawać mocarstwo

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
1 października 2023, 11:00
Piłsudski przed frontem oddziału Wojska Polskiego, Mińsk 1919, źródło: United States Library of Congress
Piłsudski przed frontem oddziału Wojska Polskiego, Mińsk 1919, źródło: United States Library of Congress/Domena Publiczna
Zręczne lawirowanie ambasadorów przegrywało w II RP z politycznymi priorytetami

Stałym grzechem III RP jest to, że jej polityka zagraniczna stanowi dodatek do polityki wewnętrznej. Szczytowy okres owej postdyplomacji przypadł na rządy Zjednoczonej Prawicy. Ale bieg dziejów przyśpieszył i nagle okazało się, że każda międzynarodowa wolta zastaje Polskę w stanie zagubienia. Jak teraz, gdy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zademonstrował, iż woli Berlin od Warszawy.

Podobne zdziwienia przeżywano i w czasach II RP. Przy czym ówczesnego aparatu dyplomatycznego używano nie dla organizowania spektakli na użytek wewnętrzny, lecz do prowadzenia polityki prestiżowej. Służącej temu, by dowieść wszystkim, że Polska to budzące respekt mocarstwo.

CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU MAGAZYNU DGP I NA E-DGP 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj