Naloty Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych niewątpliwie degradują zdolność wspieranych przez Iran bojowników Huti do atakowania statków na Morzu Czerwonym, ale niewiele wskazuje na to, że te działania ich odstraszają - twierdzi Sky News.
Stany Zjednoczone i Wielka Brytania przeprowadziły w sobotę ataki na 36 celów w Jemenie, uderzając w m.in. w magazyny broni i wyrzutnie rakietowe. Sekretarz obrony USA Lloyd Austin powiedział, że uderzenie odbyło się także przy wsparciu Australii, Bahrajnu, Kanady, Danii, Holandii i Nowej Zelandii.
Londyn i Waszyngton po raz pierwszy przeprowadziły wspólne naloty na cele rebeliantów 11 stycznia po tym, jak bojownicy zignorowali wielokrotne ostrzeżenia, aby zaprzestać atakowania statków przepływające przez Morze Czerwone i Zatokę Adeńską.
Deklarowanym celem operacji było powstrzymanie przyszłych ataków - przypomina Sky News. "Od jej rozpoczęcia Huti nadal stanowią jednak zagrożenie dla statków" - dodaje brytyjska stacja. (PAP)
Redaktor i wydawca strony głównej, z redakcjami Grupy Infor (Forsal.pl, Dziennik.pl, GazetaPrawna.pl, Infor.pl, ZdrowieGO.pl) związany od 2010 roku. Zajmuje się tematyką stosunków międzynarodowych, polityki gospodarczej i technologicznej, bezpieczeństwa, a także psychologią, zarządzaniem i pracą. Wcześniej zajmował się naukowo teoriami społeczeństwa sieci.
