W komunikacie w poniedziałek wieczorem partie lewicowe zaapelowały o utworzenie "frontu ludowego" - co jest nawiązaniem do czasów międzywojennych - aby stworzyć alternatywę dla obozu prezydenta Emmanuela Macrona, jak i przeciwstawić się "rasistowskiemu projektowi skrajnej prawicy".

Rozmowy wznowiono we wtorek rano; ich celem jest wypracowanie wspólnego programu i rozdzielenie 577 okręgów wyborczych.

Nazwa "front ludowy" nawiązuje do historycznych formacji o tej samej nazwie z lat 30. XX wieku, powoływanych w Europie m.in. z inicjatywy komunistów francuskich, w reakcji na objęcie władzy w Niemczech przez NSDAP i popularność idei faszystowskich. We Francji Front Ludowy zaowocował koalicją lewicy, która sprawowała władzę w latach 1936-1937.

Podczas obecnych rozmów przedwyborczych partie nie odniosły się dotąd do pomysłu jednego z przywódców lewicy Raphaela Glucksmanna, który ocenił, że kandydatem na premiera mógłby zostać były szef związków zawodowych Laurent Berger. Był on główną postacią protestów przeciwko reformie emerytalnej, jednak dotąd odrzucał propozycje udziału w polityce.

Reklama

Glucksmann wykluczał, by na czele lewicy mógł stanąć przywódca skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI), Jean-Luc Melenchon. LFI przed wyborami do Parlamentu Europejskiego skoncentrowała kampanię wokół konfliktu w Strefie Gazy, a sam Melenchon oskarżany był o dwuznaczne stanowisko w kwestii antysemityzmu.

Próby sojuszu na lewicy pojawiają się w obliczu wyborów nieco ponad pół roku od czasu, gdy rozpadł się wcześniejszy sojusz tych sił - NUPES. Koalicja, w której skład wchodzili socjaliści, komuniści i Zieloni, powstała w maju 2022 r. w celu przeciwstawienia się obozowi prezydenckiemu. Podziały między koalicjantami dotyczące kwestii wewnętrznych i międzynarodowych były jednak głębokie i jesienią 2023 r. socjaliści zawiesili swój udział w NUPES z powodu różnic z Francją Nieujarzmioną w ocenie konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Z Paryża Anna Wróbel (PAP)