Z polskiej perspektywy nie jest to rozwiązanie całkowicie wyjątkowe. Także w Polsce obowiązujące przepisy pozwalają państwu na czasowe zajęcie prywatnego mienia na potrzeby obronności w razie wojny. Różnica polega na skali i formie komunikacji.

Wojsko będzie przejmować domy i auta. Norwegia przygotowuje ludzi na wojnę

Norwescy obywatele otrzymują listy z wojska, z których dowiadują się, że w razie wojny ich mienie może zostać czasowo przejęte na potrzeby obrony kraju. Chodzi przede wszystkim o pojazdy – zarówno samochody osobowe, jak i ciężarowe – a także łodzie, maszyny różnego rodzaju oraz nieruchomości, w tym domy i budynki gospodarcze. Rząd uzasadnia, że celem konfiskaty jest zapewnienie armii logistyki, transportu i infrastruktury w sytuacji, gdy zasoby wojska okażą się niewystarczające.

Same listy nie mają żadnych skutków prawnych w czasie pokoju. Stanowią jedynie formalne ostrzeżenie i są ważne przez rok. Co istotne, około 2/3 wysłanych w 2026 roku zawiadomień to odnowienia decyzji z lat poprzednich. Norweskie wojsko podkreśla jednak, że znaczenie przygotowań "wzrosło dramatycznie" w ostatnich latach.

Rząd w Norwegii wyciągnie ręce po mienie obywateli, gdy przyjdzie wojna. Już to zapowiedział

Od 2024 roku Norwegia przeznacza na obronność ponad 2 proc. PKB, spełniając tym samym zobowiązania sojusznicze wobec NATO. Przez długi czas jednak wydatki na wojsko w tym kraju były wyraźnie niższe, co dziś mści się w postaci luk sprzętowych i logistycznych. Ambitne plany zbrojeniowe nie zmieniają faktu, że w krótkiej perspektywie państwo może nie dysponować wystarczającą liczbą pojazdów, jednostek pływających czy obiektów infrastrukturalnych.

W ostatnich latach znaczenie gotowości na kryzysy i wojnę dramatycznie wzrosło. Norwegia znajduje się w najpoważniejszej sytuacji bezpieczeństwa od czasów II wojny światowej. Nasze społeczeństwo musi być przygotowane na kryzysy bezpieczeństwa, a w najgorszym przypadku na wojnę. Przeprowadzamy na szeroką skalę nagromadzenie gotowości wojskowej i cywilnej – mówi Anders Jernberg, szef logistyki wojskowej.

To właśnie w tym miejscu pojawia się kontrowersyjny element strategii w postaci przeniesienia części ciężaru przygotowań wojennych na obywateli. Krytycy zwracają uwagę, że Norwegowie płacą jedne z najwyższych podatków w Europie i mają prawo oczekiwać, że państwo samo zapewni sobie niezbędne środki do obrony bez ingerowania w prywatny majątek.

Czego wojsko nie chce przejmować od obywateli? Na liście broń i prywatne drony

Interesujące jest to, czego na liście potencjalnej rekwizycji zabrakło. Nie uwzględniono prywatnej broni palnej ani amunicji, co najpewniej wynika z restrykcyjnych przepisów dotyczących jej posiadania. Broń cywilna w Norwegii jest nieliczna i w większości nieprzystosowana do realiów współczesnego pola walki, przez co jej przydatność dla armii byłaby znikoma.

Jeszcze bardziej zaskakujący jest brak prywatnych dronów. Wojna w Ukrainie pokazała, że nawet cywilne urządzenia tego typu, po odpowiednich modyfikacjach i użyte na masową skalę, mogą odegrać istotną rolę w działaniach wojennych. Norweskie władze nie wyjaśniły jednak, dlaczego ten sprzęt nie został objęty planami rekwizycji.

Prawo w Norwegii przewiduje, że w razie faktycznego przejęcia mienia właścicielom przysługuje odszkodowanie odpowiadające wartości dobra wynikające z jego wykorzystania. Procedura opiera się na przepisach o wywłaszczeniu na cele publiczne, a decyzje mogą być zaskarżane do sądu administracyjnego. Brak szczegółowych informacji o terminach i trybie wypłat rodzi jednak pytania o to, jak szybko i w jakim zakresie rekompensaty byłyby realizowane w realiach wojny.

Ruchy Rosjan przy granicy z Norwegią. Najpoważniejsza sytuacja od drugiej wojny światowej

Polityczne tło całej operacji jest jednoznaczne. Norwegia znajduje się w najpoważniejszej sytuacji bezpieczeństwa od czasów drugiej wojny światowej. Jako państwo NATO dzieli 198-kilometrową granicę lądową i morską z Rosją. Kreml intensyfikuje tam swoją obecność militarną, odbudowując dawne sowieckie bazy i rozbudowując arsenał jądrowy na Półwyspie Kolskim. Obszar ten jest postrzegany jako bezpośrednie zagrożenie dla Norwegii, ale także dla Wielkiej Brytanii, Kanady i Stanów Zjednoczonych.

Dodatkowym czynnikiem destabilizującym sytuację są napięcia wokół Grenlandii, wywołane wypowiedziami prezydenta USA Donalda Trumpa na temat jej ewentualnej aneksji. Waszyngton uzasadnia to względami bezpieczeństwa Arktyki oraz rosnącą aktywnością Rosji i Chin w regionie.