Pokazali coś więcej niż nowy pocisk
Materiał opublikowany przez chińską telewizję państwową przedstawia bombowiec H-6N lecący z ogromnym pociskiem JL-1 pod kadłubem oraz eskortą dwóch myśliwców J-20. Całość pokazano w kontekście uderzenia na dużą grupę okrętów.
Sam JL-1 nie jest nowością – po raz pierwszy pokazano go podczas parady wojskowej we wrześniu ubiegłego roku. H-6N jest jedynym chińskim bombowcem zdolnym do przenoszenia JL-1. Otrzymał przebudowany kadłub mieszczący ogromny pocisk oraz sondę umożliwiającą tankowanie z samolotów-cystern w locie, dzięki czemu może wykonywać misje na znacznie większych odległościach. Według zachodnich analityków JL-1 jest lotniczą wersją pocisku balistycznego średniego zasięgu DF-21.
Bombowiec już nie poleci sam
Najważniejszy nie jest jednak sam pocisk, lecz sposób jego użycia. H-6N to duży, poddźwiękowy bombowiec pozbawiony cech stealth, dlatego w razie wojny byłby stosunkowo łatwy do wykrycia przez amerykańskie radary i samoloty wczesnego ostrzegania. Nagranie sugeruje, że Chiny zamierzają osłaniać go myśliwcami J-20 oraz wspierać samolotami-cysternami, maszynami wczesnego ostrzegania, środkami walki elektronicznej i rozbudowaną siecią wymiany danych.
Taki model działania miałby szczególne znaczenie podczas ewentualnego konfliktu o Tajwan lub starcia z amerykańskimi grupami lotniskowcowymi na zachodnim Pacyfiku. H-6N nie musiałby przebijać się przez silnie bronioną przestrzeń powietrzną ani zbliżać do samego celu. Wystarczyłoby, że pod osłoną J-20 dotrze do punktu odpalenia pocisku i wystrzeli JL-1, który dalej poleci po trudnej do przechwycenia trajektorii balistycznej.
Taka koncepcja zwiększa również ryzyko błędnej oceny sytuacji. W czasie kryzysu podobne ugrupowanie mogłoby wykonywać zwykły lot patrolowy, demonstrację siły albo przygotowywać się do rzeczywistego uderzenia nuklearnego. Dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników odróżnienie tych scenariuszy mogłoby okazać się niezwykle trudne.
Element znacznie większej układanki
H-6N z pociskiem JL-1 nie zmienia sam w sobie równowagi sił. Stanowi jednak kolejny element szybko rozbudowywanego chińskiego arsenału nuklearnego. Według zachodnich szacunków Chiny dysponują już ponad 600 głowicami jądrowymi i rozwijają swój potencjał szybciej niż jakiekolwiek inne mocarstwo.
Podstawą chińskiego odstraszania pozostają międzykontynentalne pociski balistyczne bazowania lądowego oraz okręty podwodne z rakietami JL-3. Pokaz H-6N sugeruje jednak, że coraz większą rolę ma odgrywać również komponent lotniczy. Daje on władzom w Pekinie większą elastyczność niż rakiety odpalane z silosów czy okrętów podwodnych, ponieważ bombowiec można przerzucić do innej bazy, zatankować w powietrzu, zmienić trasę lotu lub nawet odwołać misję jeszcze przed odpaleniem pocisku.
To właśnie dlatego materiał CCTV przyciągnął uwagę analityków. Nie pokazuje przełomu technologicznego, lecz kolejny etap rozwoju chińskich sił strategicznych, które coraz lepiej integrują lądowy, morski i lotniczy komponent swojego odstraszania nuklearnego.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
