statystyki

Co dla Polski wynika z koncertu mocarstw wobec Ukrainy, Mołdawii, Armenii i Gruzji? [OPINIA]

26 czerwca 2019, 07:53 | Aktualizacja: 26.06.2019, 11:12
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Europa

Europaźródło: ShutterStock

Od chwili wyboru Donalda Trumpa wielu zadawało sobie pytanie, czy prezydent USA znajdzie porozumienie z Władimirem Putinem kosztem państw byłego ZSRR (poza państwami bałtyckimi), a być może nawet kosztem Europy Środkowo-Wschodniej.

Podejrzenia, a następnie śledztwo ws. wspierania kandydatury Donalda Trumpa przez Rosję i ewentualnej współpracy samego prezydenta, bądź też jego sztabu wyborczego z Moskwą spowodowały jednak, iż obawy te wydawały się przez ostatnie dwa lata nierealne.

Śledztwo się jednak zakończyło, a związków Donalda Trumpa z Moskwą nie udowodniono.

Dla Białego Domu – i to niezależnie, kto w nim zasiada - Kreml bywa trudnym partnerem, ale od dawna już to Chiny, a nie Rosja jest konkurentem i wyzwaniem dla USA. Rosja z kolei jakkolwiek rzuca nieraz kłody pod nogi Waszyngtonu, to równocześnie tak naprawdę mu nie zagraża.

Aktywność Moskwy na strategicznych z punktu widzenia Waszyngtonu kierunkach jest w zależności od okresu albo zgodna z polityką amerykańską, jak wówczas gdy Rosja wytrzymywała dostawy systemów przeciwlotniczych S-300 do Iranu, albo sprzeczna, ale wówczas jest to raczej pretekstem do handlu wymiennego i nie staje się istotą relacji.

Przykładowo rosyjska aktywność w Syrii ma dwa podstawowe cele. Po pierwsze chodzi oczywiście o to, by nie oddać całkowicie pola Stanom Zjednoczonym, ale po drugie - i to jest z naszego punktu widzenia znacznie ważniejszy element - celem otwierania przez Rosję nowych frontów nie jest to, by stawać się na nich dominującym graczem, ale to, by mieć czym handlować w zamian za ustępstwa w kluczowych dla Moskwy miejscach.

>>> Polecamy także: Indie: Amerykański sekretarz stanu z delikatną misją w Delhi

Te zaś leżą znacznie bliżej Polski niż Syria. Realistycznie rzecz ujmując Rosja nie ma możliwości prowadzenie polityki o takiej skali i z takim rozmachem, jak niegdyś Związek Sowiecki.

Jeśli więc Moskwa wspiera na przykład reżim Nicolasa Maduro w Wenezueli to nie dlatego, że po Wenezueli chce wrócić na przykład na Kubę. Tylko dlatego, że będąc państwem rewanżystowskim, agresywnym i z naszej perspektywy ofensywnym, równocześnie w istocie jest państwem słabym i takim, którego ambicje de facto ograniczone są granicami przestrzeni posowieckiej, w odniesieniu do której Moskwa musi – dodajmy - bronić swoich pozycji nie tylko przed Stanami Zjednoczonymi, ale również na Kaukazie - Turcją, a w Azji centralnej - Chinami.

Rosyjska polityka zagraniczna to gra ponad swoje możliwości nie po to jednak, by niczym ZSRR następnie paść pod ciężarem nadmiernych ambicji, ale po to, by uzyskać to, co koniec końców realne. Rosyjska elita władzy jest w odróżnieniu od władzy sowieckiej hiperrealistyczna i nie jest skłonna do ideologicznych porywów.  Równocześnie jednak kremlowskie elity - znów w odróżnieniu od elit sowieckich - skłonne są do brawury i bardzo niestandardowych działań.

Siła Rosji jest w znacznym stopniu fikcją, spektaklem odgrywanym na użytek Zachodu, który jest pod każdym względem znacznie silniejszy, ale zarazem pozbawiony woli walki. Zwycięstwa Rosji w ostatnich latach to tak naprawdę wynik nie realnie posiadanych aktywów, co raczej sprawnej dyplomacji, efektywnych służb i tego, co odwołując się do tytułu najsłynniejszego filmu Leni Riefenstahl, nazywam „efektem Riefenstahl” , czyli "tryumfu woli" (najsłynniejszy film Riefenstahl to właśnie „Triumph des Willens”).

Kombinacja wyżej wymienionej słabości i równoczesnej siły powoduje, że na logikę Stany Zjednoczone i szerzej Zachód oraz z drugiej strony Rosja muszą się prędzej czy później porozumiewać. Przy czym celowo używam tutaj trybu ciągłego („porozumiewać” a nie „porozumieć”), gdyż każde porozumienie jest tyleż końcem pewnego etapu negocjacji, co i początkiem następnego.

Przeszkodą dla dialogu wbrew pozorom nie jest wcale wojna na Ukrainie.

Warto przypomnieć, że amerykańsko - rosyjski reset w 2009 roku poprzedzony był wojną rosyjsko - gruzińską, przed sprowokowaniem której Moskwy nie powstrzymała obecność armii Stanów Zjednoczonych. W momencie rozpoczęcia walk prowadził ona manewry z armią gruzińską. W jakimś stopniu przeszkodą dla dialogu jest oczywiście rosyjska ingerencja w wybory prezydenckie w USA. Tyle, że i tutaj waszyngtońskie elity kierować się będą raczej zimną kalkulacją, a nie resentymentem.

Warto skądinąd zastanowić się – jakkolwiek obrazoburczo to nie zabrzmi - czy to, co my przyjmujemy jaką ofensywne działania Rosji, nie jest wbrew pozorom z punktu widzenia Moskwy odpowiedzią na atak, a nie atakiem jako takim. Zachód, a Polska w szczególności, zwykł traktować promowanie demokratycznej i wolnościowej agendy jako coś neutralnego i oczywistego.

Z punktu widzenia elit na Kremlu taka agenda to jednak w odróżnieniu od kilku tysięcy żołnierzy na wschodniej flance NATO, których obecność Rosji w niczym nie zagraża, śmiertelne zagrożenie. Nie wykluczam więc, że Moskwa na nasz (z jej punktu widzenia) atak na jej system władzy odpowiada atakiem wymierzonym nie w nasze elity, ale w same państwa Zachodu.

Co więcej odnoszę wrażenie, że tak o sprawie myśli rosnąca rzesza zachodnich polityków. Zarówno Rosja, jak i Zachód wydają się być zmęczone konfliktem. Waszyngton zajęty jest polityką globalną, w której Rosja nie jest pierwszoplanowym aktorem, ale przeszkadza (więc warto się dogadać).

Europa zmęczona jest własną niestabilnością, do której Rosja się dodatkowo przyczynia, a ponadto chce robić z Rosją interesy (więc warto się dogadać), a rosyjskie elity obawiają się przedłużającego się kryzysu gospodarczego, a i same wolniej się bogacą (więc warto się dogadać). Gdy zaś konflikt nikomu się nie opłaca, prędzej czy później będzie on wygaszany. Relacje Rosji z Zachodem są swego rodzaju sinusoidą. Żadne porozumienie nie oznacza, iż w przyszłości nie czekają nas kolejne wstrząsy. Szczyt napięcia znamionuje jednak to, iż czeka nas dialog, a w perspektywie - porozumienie. Napięcie jest zaś szczytowe już dość długo.

W ostatnim okresie doszło do kilku wydarzeń które wydają się sugerować, iż kontury takiego dialogu i porozumienia są właśnie wypracowywane. Dwa tygodnie temu z Mołdawii uciekać musiał miejscowy oligarcha Vlad Plahotniuc. Powołano formalnie prozachodni rząd, ale wspiera go jawnie prorosyjska partia. Co ciekawe do zmiany władzy doszło po wizycie w Kiszyniowie wysłanników Rosji, Stanów Zjednoczonych i Komisji Europejskiej.

Demonstracje w ostatnich dniach w Gruzji, to z kolei osłabienie miejscowego oligarchy Bidziny Iwaniszwiliego. Specyficzna sytuacja ma miejsce w Armenii, gdzie na czele rządu stanął prozachodni Nikol Paszinian. W chwili objęcia władzy stał się on jednak już mniej prozachodni.

Na Ukrainie wybory prezydenckie wygrał Wołodymyr Zelenski, którego stosunek do Rosji jest zdecydowanie bardziej niejednoznaczny, niż jednoznacznie prozachodniego Petro Poroszenki. Pierwsze nominacje nowego prezydenta również wskazują na to, że nie można wykluczyć stopniowej i rzecz jasna bardzo ostrożnej korekty kursu – bynajmniej nie na bardziej prozachodni.

Wojna wywołana przez Rosję z jednej strony wykopała głęboki rów pomiędzy Ukraińcami a Rosjanami, ale z drugiej strony trudno wyobrazić sobie Berlin czy Paryż (o Rzymie i Madrycie nie wspominając), które choćby teoretycznie myślałyby o Ukrainie w UE (o NATO nie wspominając). Ewentualne porozumienie mocarstw w sprawie Ukrainy (i z racji niechęci społeczeństwa wobec Rosji – również Gruzji) nie będzie oczywiście oznaczać, iż staną się one częścią wyłącznej strefy wpływów Rosji, ale powolnego dryfu tak Kijowa, jak i Tbilisi w kierunku jakieś formy normalizacji relacji z Moskwą.

Trudnym orzechem do zgryzienia będzie oczywiście Białoruś, która w odróżnieniu od wcześniej wymienionych państw rządzona jest w sposób dyktatorski. Aleksandra Łukaszenkę trudno będzie obalić za pomocą masowych demonstracji (choć „cuda” zawsze są możliwe), a jego usunięcie z urzędu bardziej prawdopodobne wydaje się być przy zastosowaniu scenariusza przewrotu pałacowego. Warunkiem powodzenia przewrotu pałacowego jest zawsze przeciągnięcie na swoją stronę struktur siłowych.

I tu ciekawostka. W końcu kwietnia KGB aresztowało - oficjalnie pod zarzutem wzięcia łapówki - Andrieja Wtiurina tj. zastępcę szefa Rady Bezpieczeństwa, który wcześniej – znów ciekawostka - przez ponad sześć lat kierował Służbą Bezpieczeństwa Prezydenta Republiki Białoruś, czyli osobistą ochroną białoruskiego prezydenta. 

W Azerbejdżanie – również rządzonym żelazną ręką - kilka dni temu doszło do nieoczekiwanych zmian na stanowiskach ministra spraw wewnętrznych i szefa Służby Bezpieczeństwa.

Wydaje się, że realizowany scenariusz przewiduje powstanie formalnie prozachodnich i bardziej demokratycznych reżimów, przy czym faktycznie dominującym graczem – tym razem nie wbrew Zachodowi, ale w porozumieniu z nim - pozostaje Rosja, która - jeśli odwołać się do terminologii biznesowej – ma mieć pakiet kontrolny akcji. Zachód z kolei – i to odróżnia obecną Nową Jałtę od Jałty pierwotnej - ma nadal liczący się, ale tym niemniej, mniejszościowy pakiet akcji. Opisane powyżej wydarzenia wydają się potwierdzać podejrzenie, iż po latach konfliktu Rosji z Zachodem może nastąpić długo wyczekiwane odprężenie. Pewności na tym etapie jeszcze nie ma, choć w wypadku Mołdawii dyktat mocarstw był tak jasny i oczywisty, że nikt nie ma wątpliwości, iż tam porozumienie faktycznie osiągnięto.

Z punktu widzenia Polski detente, jeśli w istocie do niego dojdzie, oznaczać będzie faktyczny kres polskiej polityki wschodniej, przy czym o ile w wypadku Ukrainy obawiać się o jej

Całkowite - formalne lub nieformalne - wchłonięcie Białorusi przez Rosję oznaczałoby zaś przybliżenie się rosyjskiego zagrożenia i jakkolwiek pozostajemy niewątpliwie częścią Zachodu i nas – w odróżnieniu od 1945 r. - tym razem nie sprzedano, to nie ma też wątpliwości, że Polska winna naszą zgodę na scenariusz nowej Jałty wyjątkowo drogo sprzedać.

Tyle, że po pierwsze wątpliwe byśmy w ogóle wiedzieli, że jakiś handel ma miejsce, skoro wiceministrowie spraw zagranicznych wręcz chwalą się swoim skrajnie skromnym doświadczeniem (nie są " uwikłani" w III RP). Wywiad, jak twierdzą dobrze poinformowani, działa słabo, a w rządowych ośrodkach analitycznych (PISM i OSW) nie pracuje ani jeden były ambasador, a ich szefami są dżentelmeni, którzy za czasów PO współtworzyli nazywany dziś zdradą interesów narodowych reset polsko-rosyjski (co oznacza, że albo wówczas nie zgadzali się z prowadzoną polityką, ale wybierali milczenie, albo poglądy tyleż gwałtownie co i zgodnie z „linią partii” zmienili).

By móc handlować - poza samą świadomością, iż nastał czas handlu - należy jednak jeszcze mieć czym handlować.

Polskie elity polityczne, eksperckie oraz medialne na kierunku białoruskim przez 25 lat czyniąc naszą politykę zakładnikiem demokratycznego mesjanizmu, na kierunku ukraińskim zaś najpierw udając, że jesteśmy pierwszoplanowym partnerem, a teraz dla odmiany uzależniając wszystko od kwestii wołyńskiej, prowadziły politykę taką, że mamy na Wschodzie tak mało aktywów, że nikt się z nami nie liczy. Nikt nas o zdanie nie pyta.
Czytaj więcej

Nawet gdybyśmy jednak mieli wspomniane aktywa na Wschodzie musielibyśmy jeszcze mieć je również na Zachodzie. Konfliktując się tymczasem z Unią Europejską nie tylko tam, gdzie to konieczne, ale również tam gdzie było to całkowicie zbędne, nasze władze tak bardzo uzależniły się od Waszyngtonu, że ten nie ma żadnego powodu, by pytać nas o nasze zdanie w jakikolwiek sprawie, skoro otrzymawszy marną ofertę nie mamy jak pójść po lepszą do Berlina.

Gdyby w istocie polska polityka wschodnia zmierzała po 30 latach ku końcowi, pozostawałoby nam tylko cieszyć się z tego, że wypadku obecnej Jałty jesteśmy po właściwej stronie. W naszym kraju stacjonują nawet wojska Stanów Zjednoczonych. Tyle, że ich obecność w Polsce jak nie była stała, tak i stałą się nie stała. W biznesie czasami dokapitalizuje się spółkę przed jej sprzedażą. Donald Trump do takiego cynizmu nie jest chyba zdolny. Miejmy nadzieję. Tyle, że jeśli jest, to pozostaniemy co prawda nadal po właściwej stronie nowego podziału stref wpływów, ale bez bufora oddzielającego nas od Rosji i bez sojuszniczych wojsk, które miałyby nas przed nią bronić.

>>> Czytaj też: Kozłowska wykreślona z SIS. Polska przegrywa z Fundacją Otwarty Dialog

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Polub Forsal.pl

Komentarze (49)

  • Virtus(2019-06-26 12:10) Zgłoś naruszenie 22337

    Pan Witold Jurasz z reguły krytykuje polski rząd, a sytuację na świecie przedstawia jako niekorzystną dla nas i to jeszcze z naszej winy. Tak więc specjalnie bym się jego straszeniem nie przejmował. Należy wzmacniać siłę państwa, w szczególności armię i gospodarkę, chronić rodzinę przed atakami fanatycznej lewicy, a wtedy nasza sytuacja międzynarodowa będzie się poprawiać bez względu na to, czy Rosji i Niemcom to się będzie podobało czy nie.

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • Alf(2019-06-26 10:16) Zgłoś naruszenie 20032

    Teraz gdy powstaje Trójmorze, gdy mamy NATO i USA na flance wschodniej to takie bandyckie porozumienia zachodu z Rosją nie są tak grożny gdyby nie było NATO USA i projektu Trójmorze ! Jeśli poójdzie coś nie tak , jesli nasi odwieczni wrogowie znowu zaczną podskakiwać to na pewno będzie reakcja USA, NATO oraz naszych wojsk. Dziś nie jesteśmy w sytuacji sprzed II Wś , to diametralnie inna sytuacja.USA nie może sobie pozwolić na totalny sojusz Niemiec z Rosją. USA musi trzymać za pysk głównie Niemcy i to się dzieje !

    Pokaż odpowiedzi (4)Odpowiedz
  • Taaaaaas(2019-06-26 09:50) Zgłoś naruszenie 10432

    To co wczoraj było w tzw.Radzie Europy oznacza,ze Francja i Niemcy,dla swoich interesów,gotowi sprzedać i państwa bałtyckie w łapy Rosji.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • EWG BIS(2019-06-26 13:10) Zgłoś naruszenie 4941

    Paryz i Berlin powinny wreszcie zrozumiec ze ich PRAWDZIWYM I AUTENTYCZNYM WROGIEM JEST NIE ROSJA LECZ DAWNE DEMOLUDY I GRUPA WYSZECHRADZKA Z POLSKA NA CZELE. TO POLSKA JEST OBECNIE NAJWIEKSZYM WROGIEM UNI I FRANCJI I NIEMIEC.

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • EWG !(2019-06-26 12:28) Zgłoś naruszenie 3746

    Rozwiazac Unie i spowrotem utworzyc EWG skladajace sie wylacznie z krajow Europy Zachodniej, zniesc sankcje przeciw Rosji i rozpoczac normalna wspolprace z Rosja !

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • dobra rada (2019-06-26 09:45) Zgłoś naruszenie 3711

    Przestać zaciągać długi, szukać szczęścia w cudzym dobrobycie, kombinować i oszukiwać się na wzajem, wiecznie prosić się o pieniądze nie tylko w Unii, przezenyoeac brak lojalności i wdzięczności, kłócić się ze wszystkimi i sie wymierzać, a najważniejsze zabrać się do roboty, bo coraz mniej Polaków pracuje w realnej gospodarce. Pozostawić w budżetówce tylko niezbędne etaty, a z zaoszczędzonych środków wreszcie zacząć spłać długi.Na odpowiednich stanowiskach musza się znaleźć osoby znający się na temacie z wykształceniem kierunkowym, a nie po WSZG na Gazue .A najważniejsze nie mówić kompromitujących rzeczy, z czego to już się wszyscy śmieją. Zaprzestać afer, może wtedy zaczną traktować Polskę poważnie i zapraszać na rozmowy, a nie tylko szczuć i wykorzystywać przeciwko unii i innym krajom.

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • clue (2019-06-26 14:03) Zgłoś naruszenie 3496

    Reasumując, mądrzy zawsze się dogadają , gorzej z ta reszta, która sz** pod wiatr i nawet nie wie po co.

    Odpowiedz
  • Kamma(2019-06-26 10:36) Zgłoś naruszenie 2831

    Holendrzy głosowali zs Rosją.Dziwne bo Rosjanie zabili w malezyjskim samolocie kilkudziesięciu ich obywateli w tym dzieci.

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • Hank(2019-06-26 12:32) Zgłoś naruszenie 276

    Niekiedy hiatoria lubi się powtarzać,a niemozliwe staje się bolesnym faktem.Amerykanscy zołnierze są u nas b.potrzebni.

    Odpowiedz
  • Newsroom(2019-06-26 12:01) Zgłoś naruszenie 2224

    Nasz sojusz z USA i NATO,oraz projekt "Trójmorze",w którym znajduje się 12 państw stowarzszonych, rozwali każdy grożny deal, krajów zachodnich z imperialną Rosją ! To jest klin (kordon sanitarny), który zrównoważy imperialne ciągoty Niemiec i Rosji, w naszym regionie i w Europie ! Stany nie pozwolą na żaden deal z Rosją , który zdestabilizje nasz region.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Ciekawe(2019-06-26 10:55) Zgłoś naruszenie 219

    W/g towarzysza CÓZ...Rosja moze bezkarnie zabijac..

    Odpowiedz
  • qwe(2019-06-26 15:36) Zgłoś naruszenie 208

    Tyle lewackie media krzyczały, że Trump to pachołek Rosji - a po decyzji Niemiec o przywróceniu Rosji w .Radzie Europy, doskonale widać kto jest rosyjskim pachołkiem i totalnym, cynicznym obłudnikiem, który Ukrainę zapewnia o solidarności i przyjaźni, a jednocześnie odstawia coś takiego i optuje za zniesieniem sankcji wobec Rosji.

    Odpowiedz
  • Jurek M(2019-06-26 16:06) Zgłoś naruszenie 149

    Rosja była i właśnie się skończyła dzięki US Army w Polsce i na wschodniej flance . Natomiast Niemcy właśnie się kończą powoli na naszych oczach; Niemcy schodzą na dalszy plan .... Sami się eliminują z dalszej poważnej gry o przyszłość; dzięki idiotycznemu flirtowi z Rosją !

    Odpowiedz
  • Student(2019-06-26 11:29) Zgłoś naruszenie 1125

    To oznacza że Stany zrobią z Rosją i Nivami deal kosztem Polski i krajów regionu. To już lepiej samemu sprzedać się Rosji niż być zhandlowanym

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • to proste(2019-06-26 13:16) Zgłoś naruszenie 1117

    po co Zachod ma rozmawiać z niezgułą z Nowogrodzkiej jak moze wszystko załatwic z jego centrala na Kremliu

    Odpowiedz
  • Gene(2019-06-26 16:10) Zgłoś naruszenie 1110

    A propos....szaleje tutaj jakiś ruski szpion .

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Poznaniak(2019-06-26 11:49) Zgłoś naruszenie 913

    Śmieszą mnie wszyscy ci kretyni widzący w Białorusi i Ukrainie jakiś bufor przed Rosją. W Białorusi Putin robi, co chce, a z Rosją sąsiadujemy na ten moment przez obwód kaliningradzki. W wypadku wojny pierwszym, co prawdopodobnie zrobiliby Rosjanie, byłby atak na Suwałki, zapewnienie sobie korytarza lądowego między Białorusią i Królewcem oraz odcięcie Polski od państw bałtyckich. Każdy, kto ma choć odrobinę wiedzy o mapie i o możliwościach Rosjan walki na lądzie, przyzna to. Na ten moment powstrzymuje przed tym dyplomacja i oby jeszcze jak najdłużej działała...

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • Olaf(2019-06-26 19:05) Zgłoś naruszenie 38

    Nie zachód, tylko niemieckie *******

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • sceptyk(2019-06-30 14:21) Zgłoś naruszenie 01

    Dalsze losy III RP podbnie jak i Losy I i II RP zależą i zależec będą tylko od gescheftów starszych braci w wierze

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najnowsze galerie>>