"(Prezydent Rosji) Władimir Putin bardzo nie chce, by w sąsiednim i bardzo bliskim pod wieloma względami kraju doszło do precedensu, polegającego na tym, że zbuntowane społeczeństwo obala lidera. Putin wyobraża sobie ten scenariusz u siebie” – pisze analityk Alaksandr Kłaskouski na portalu Naviny.by.

Eksperci na Białorusi zwracają uwagę, że pozycja przetargowa białoruskiego lidera w relacjach z Moskwą jest bardzo słaba – co spowodował poważny kryzys wewnątrz kraju, a także „spalenie mostów” w relacjach z Zachodem z powodu brutalnych represji wobec oponentów i uczestników powyborczych protestów.

W obecnej sytuacji, przekonują analitycy, gdy podważana jest legalność rządów Alaksandra Łukaszenki, dla Moskwy ryzykowane jest podpisywanie z nim ważnych porozumień, takich jak forsowane od dawna przez Kreml mapy drogowe dotyczące pogłębienia integracji.

„Kreml zapewne ma świadomość, że legitymacja Łukaszenki jest wątpliwa i długofalowe porozumienia są ryzykowne. Putin wie także doskonale, że jego białoruski partner to mistrz wykręcania się od obietnic i nawet już zawartych porozumień. Mimo to Kreml podaje mu pomocną dłoń” – zwraca uwagę Kłaskouski.

Reklama

Według analityka Arcioma Szrajbmana „zmuszanie teraz słabego Łukaszenki do głębokiej integracji to nie mniej ryzykowna awantura niż namawianie silnego”. „Zmuszając go do podpisania map drogowych, Putin stworzy więcej problemów, niż zagwarantuje sobie korzyści” – ocenia Szrajbman w artykule na portalu Carnegie.ru.

Podpisanie w obecnej sytuacji integracyjnych map drogowych mogłoby sprawić, że obecny prodemokratyczny protest na Białorusi nabierze odcienia walki narodowo-wyzwoleńczej. „O stabilnie prorosyjskich nastrojach wśród większości Białorusinów można wtedy będzie zapomnieć” – uważa ekspert.

Również zdaniem politologa Walera Karbalewicza podpisanie w najbliższym czasie map drogowych integracji mogłoby doprowadzić do nasilenia protestów, tak starannie wygaszanych przez białoruskie władze.

Sam Łukaszenka wybrał taktykę przekonywania Moskwy o zagrożeniu ze strony NATO i kolorowych rewolucji. „Nawet znajdując się w narożniku, Łukaszenka będzie się targować. Zamiast obiecywać ustępstwa, będzie udowadniać Kremlowi, że ratuje kraj od antyrosyjskiego buntu i czołgów NATO pod (rosyjskim) Smoleńskiem. A takie usługi powinny być opłacone. W odpowiedzi będzie słyszeć przykre aluzje, że czas stopniowo wycofywać się (z rządzenia)” – ocenia Szrajbman.

Karbalewicz zwraca uwagę, że Łukaszenka odmawia prawa do dialogu własnemu społeczeństwu, natomiast prowadzi rozmowy z liderem sąsiedniego państwa. „To sytuacja obraźliwa nie tylko dla Łukaszenki, ale dla całej Białorusi. O jej losach ma decydować sąsiednie państwo. To nieszczęśliwy koniec bajki o Łukaszence jako obrońcy białoruskiej suwerenności” – ocenia analityk.

„Jest też problem uznania międzynarodowego - zwraca uwagę Szrajbman. - Wszelkie układy, które istotnie ograniczyłyby białoruską suwerenność, najpewniej nie zostaną uznane na Zachodzie. Z tego powodu protektorat białoruski grozi przekształceniem się w wielki Krym, odizolowany przez sankcje od światowego handlu i inwestycji. A to oznacza o wiele większy ciężar na szyi Rosji niż w latach największych dotacji (dla Białorusi)”.

Zastanawiając się, czym Łukaszenka mógłby odwdzięczyć się Moskwie za pomoc w krótkim terminie, Szrajbman wskazuje m.in. udziały w najbardziej dochodowych przedsiębiorstwach, przekierowanie eksportu białoruskich towarów z portów litewskich do rosyjskich czy wyrażenie zgody na rosyjską bazę lotnictwa wojskowego na terenie kraju.

Według Karbalewicza to Moskwa „popycha Mińsk ku reformie konstytucji” i przedterminowym wyborom, co ewidentnie dał do zrozumienia Putin w czasie spotkania z Łukaszenką. „Taki krok miałby według Kremla pełnić funkcję przysłowiowej marchewki dla białoruskiego społeczeństwa” – ocenia politolog.

„Wiadomo przy tym, że Kreml martwi się nie tyle o rozwój demokracji na Białorusi. Ważne jest dla niego zachowanie (a jeszcze lepiej – umocnienie) swojego wpływu tutaj i przy Łukaszence, i później” – uważa Kłaskouski.

Według Szrajbmana obecny kryzys na Białorusi okazał się głębszy niż oczekiwano, a słabość i nieuznanie Łukaszenki stwarza problemy nawet dla jego tradycyjnych sojuszników.

„Dla Moskwy optymalnym scenariuszem byłoby bezkrwawe ustabilizowanie sytuacji rękami Łukaszenki, a potem płynne i uzgodnione z Kremlem przekazanie władzy w stronę modelu bardziej poziomego” – uważa analityk. W ten sposób „Moskwa mogłaby nie skupiać się tylko na Łukaszence”, ale budować kanały wpływów poprzez partie, struktury siłowe, urzędników, polityków itd.

Jak jednak ocenia, w obecnej sytuacji nie ma żadnej gwarancji realizacji takiego scenariusza, bo słaby Łukaszenka może nie sprostać takim zadaniom, a silny – znowu odwrócić się od sojusznika.

„Z przejrzałego jabłka, które miało samo wpaść w ręce Moskwy, reżim białoruski staje się coraz bardziej podobny do toksycznych aktywów, z którymi tak samo niełatwo jest mieć do czynienia, co próbować się ich pozbyć” – podsumowuje Szrajbman.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)