Armia rosyjska zaatakowała w zbyt wielu miejscach, wojska były zbyt rozproszone. Cała koncepcja operacyjna była trudna do zrozumienia w pierwszych dniach inwazji – uważa Gady. „Rosyjskie siły zbrojne nie spodziewały się, że będą musiały prowadzić wojnę o tak wysokiej intensywności z wojskami Ukrainy" – podkreśla ekspert.

To zaskoczenie sprawiło, że rosyjskie siły zbrojne są obecnie przegrupowywane i dostosowują strategie do poszczególnych frontów. „Jednak poszczególne grupy wojsk są słabo skoordynowane ze sobą i najwyraźniej mają trudności z komunikowaniem się między sobą” – dodaje Gady. Przypuszcza, że Rosja będzie próbowała podbić teraz jak najwięcej terytoriów, by wykorzystać to przy stole negocjacyjnym.

Gdyby Rosjanie wcześniej przewidzieli obecny obrót wydarzeń, wcześniej zintegrowaliby różne systemy uzbrojenia, aby osiągnąć jak najlepszy efekt i chronić własne wojska przed działaniami sił ukraińskich. „Szczególnie na poziomie taktycznym w armii rosyjskiej pojawiły się rażące niedociągnięcia. Jako analitycy wojskowi przeceniliśmy wpływ reform armii rosyjskiej po wojnie w Gruzji w 2008 roku” – oświadczył Gady.

W najbliższych dniach ważny będzie rozwój sytuacji w Mariupolu oraz to, co dzieje się w Donbasie - to tutaj ukraińskie siły zbrojne mają obecnie największy problem operacyjny. „O ukraińskich siłach zbrojnych wiemy znacznie mniej, niż o rosyjskich. Dlatego bardzo trudno jest wydedukować, jak długo potrwa wojna” – zauważa ekspert.

Reklama

Nie wiemy, w jakim stanie są ukraińskie siły zbrojne, dlatego do wszystkich analiz należy podchodzić ostrożnie – podkreśla Gady. „Wiemy, że ukraińska obrona przeciwlotnicza jest nadal nienaruszona, wiemy, że duża liczba formacji nadal działa, wiemy, że wciąż są rezerwy operacyjne. Ale nie mamy pojęcia, jakie są zapasy amunicji, nie wiemy, czy rzeczywiście zachodnie dostawy docierają w pożądanych ilościach, nie wiemy też, na ile Ukraińcy adaptują się do nowych okoliczności taktycznych. Mamy bardzo mały wgląd w skuteczność bojową ukraińskich sił powietrznych” - zauważa.

Jeśli chodzi o straty sił ukraińskich, można jedynie zakładać, że nie są one dużo mniejsze od strat rosyjskich. „W tak intensywnej wojnie ofiary mogą być liczone w tysiącach. Wygląda na to, że wchodzimy w nową fazę wojny na wyniszczenie, w której linie frontu tylko nieznacznie się przesuną, więcej miast zostanie okrążonych, więcej artylerii zostanie użyte, a to może doprowadzić do znacznie większych strat” – przewiduje ekspert.

„Nie sądzę, aby w najbliższym czasie doszło do załamania sił rosyjskich czy ukraińskich. Ale to nie znaczy, że wygrają Ukraińcy. Aktualne dane pozwalają przypuszczać, że zbliżamy się do sytuacji patowej” - dodaje Gady.

Najważniejszą rzeczą jaką kraje zachodnie mogą w tej sytuacji robić, jest utrzymanie dostaw broni. „Musimy robić wszystko, aby najskuteczniejsze systemy trafiały w ręce ukraińskich sił zbrojnych. Nie biorę pod uwagę strefy zakazu lotów, ponieważ z wielu powodów nie ma to militarnego sensu. Ważne jest, aby wesprzeć Ukrainę finansowo, zrobić coś dla licznych uchodźców i złagodzić problemy humanitarne” - uważa ekspert.

Jak podsumowuje, wcześniej czy później trzeba będzie wynegocjować takie rozwiązanie, w którym obie strony z czegoś zrezygnują. „Dla Rosji i Ukrainy ważne będzie stworzenie narracji, w której obie strony coś zyskały. Wątpię, czy może to przynieść długotrwały pokój. W niedalekiej przyszłości może dojść do kolejnego konfliktu” – przewiduje Gady.