Ukraińska armia cierpi na coraz poważniejsze braki w ludziach, lecz decyzja o poszerzeniu mobilizacji jest powstrzymywana ze względu na obawę władz przed utratą poparcia społecznego. Tymczasem ludzie dyskutują o tym, czy wszyscy mężczyźni powinni się zaciągnąć do wojska i czy można mierzyć patriotyzm Ukrainek przez pryzmat tego, czy zostały w kraju. Co do tego, że uchodźcy mężczyźni patriotami nie są, panuje generalnie zgoda.
3 stycznia rzecznik Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy (ZSU) Dmytro Łychowij umieścił na Facebooku ogłoszenie o pracę. „Do dziennikarzy, mężczyzn. W wojsku potrzebne są różne zawody, wasz też. Jest ciekawa propozycja w kwestii mobilizacji i służby wojskowej. Co to będzie? Służba na bazie mobilizacji, ale dziennikarska, intelektualna, przeważnie twórcza, ciekawa, plus trochę pracy papierowej. Gdzie? W Kijowie. Mieszkać i nocować można w domu. Warunki: umowa o pracę, godna pensja (nie taka jak u żołnierzy na tyłach). Nie, nie w Sztabie Generalnym ani nawet nie do końca w ZSU. Zaproszenie od kolegów. Ale to nie piechota, nie terytorialsi, nie praca bojowa. Ryzyko śmierci nie większe niż dla cywilnych mieszkańców Kijowa”.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.
