"Dlaczego trzeba znowu w to wciągać Ukrainę? Teraz cieszymy się ponadpartyjnym poparciem w Stanach Zjednoczonych, zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie. Mamy poparcie prezydenta. Te taśmy nie są priorytetem" - powiedział Zełenski brytyjskiemu dziennikowi "Daily Telegraph" w wywiadzie udzielonym przez dla Skype'a.

W drugiej połowie maja ukraiński deputowany Andrij Derkacz przedstawił fragmenty rozmów telefonicznych z 2015 r. między ówczesnym wiceprezydentem USA Bidenem a Petro Poroszenką, poprzednikiem Zełenskiego. Według Derkacza, na nagraniach omawiana jest kwestia gwarancji kredytowych dla Ukrainy w zamian za zwolnienie prokuratora prowadzącego śledztwo w sprawie firmy, w której pracował syn Bidena. W zeszłym roku obecny prezydent USA Donald Trump zasugerował uzależnienie pomocy wojskowej dla Ukrainy od "przyjrzenia się" przez Zełenskiego domniemanym próbom wpływania przez Bidena na Poroszenkę.

Zełenski zaprzeczył, by miał cokolwiek wspólnego z ujawnieniem tych nagrań. "Ukraina nie chce wpływać na wewnętrzną sytuację polityczną lub zewnętrzną w żadnym kraju, ani na proces wyborczy w żadnym kraju. Jesteśmy niezależnym państwem. Stany Zjednoczone Ameryki są niezależnym krajem" - podkreślił.

Reklama

>>> Czytaj też: Czy Polak będzie mógł kupić ukraińskie czarnoziemy?

Zełenski często powtarzał, że spodziewa, iż jego poprzednik wyląduje w więzieniu za domniemane nadużycia w trakcie swojej kadencji, a kiedy w zeszłym tygodniu prokuratura otworzyła dochodzenie w tej sprawie, powiedział że nagrania mogą być "postrzegane, kwalifikowane jako zdrada".

W rozmowie z "Daily Telegraph" zastrzegł jednak, że nie chce uprzedzać śledztwa i podkreślił, że nie wie, czy jakiekolwiek porozumienie między Poroszenką a Bidenem kiedykolwiek zostało zawarte. "Jedynym, co mnie interesuje, jest to, jak można było podsłuchiwać, nagrywać biuro prezydenta Ukrainy" - oznajmił.

Zełenski odniósł się też w wywiadzie do swoich dotychczasowych dokonań jako prezydenta, w tym do tego, co było jedną z jego głównych obietnic wyborczych, czyli zawarcia pokoju na wschodzie Ukrainy, a co nie zostało na razie zrealizowane.

Przyznał, że epidemia koronawirusa wstrzymała postęp w tej sprawie na jakieś trzy miesiące. "Żaden z krajów na świecie nie zajmuje się teraz sprawami politycznymi czy geopolitycznymi. Każdy troszczy się tylko o siebie" - powiedział.

Ukraiński prezydent podkreślił jednak, że jest dumny z tego, iż w zeszłym roku sprowadził do kraju marynarzy i statki przejęte przez Rosjan, a także z tego, że przekonał prezydenta Rosji Władimira Putina do nadania nowego impetu długo wstrzymywanym rozmowom o wdrożeniu porozumienia pokojowego z Mińska z 2015 roku.

"Rozmawiałem z Putinem przez telefon i udało nam się uzgodnić spotkanie. Owszem, przyniosło to rezultat, może nie taki, jaki byśmy chcieli, ale i tak było to odbudowanie procesu mińskiego, bo przedtem nawet nie chcieli się spotkać" - powiedział.

>>> Czytaj też: Premier Ukrainy: W czerwcu otrzymamy pierwszą transzę pomocy od MFW