Najbliższe miesiące mogą okazać się krytycznie drażliwe dla branży TSL - transportu, spedycji i logistyki. Według istniejących planów nawet 200 tysięcy kierowców, mechaników i logistyków może zostać wezwanych w tym roku na szkolenie wojskowe.
Wojsko ma swoje prawa: kierowcy są dla struktury wojskowej bardzo ważni
Nikt tego faktu nie neguje. Wszyscy są świadomi, że TSL (transport, spedycja i logistyka) to kręgosłup współczesnej armii, ale też gospodarki.
System szkolenia wojskowego kierowców nie mają charakteru zorganizowanego.
Prawo i praktyka przewidują rolę wojska i rezerwisty kierowcy, a milczy o roli pracodawcy, firmy przewozowej.
Jak mówią przedstawiciele Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych, kierowcy, póki co nie otrzymują powołań, ale prawdopodobne jest, że może to nastąpić jeszcze wiosną.
Mobilizacja ma być rekordowa i sięgać nawet 200 tysięcy kierowców z prawem jazdy kategorii C i D w całej Polsce.
– Zapowiedź szkolenia rezerwistów nie jest dla nas zaskoczeniem, ale potencjalna skala już może stanowić poważny problem. To kolejny temat, który powinien być przedmiotem dyskusji między zrzeszeniami kierowców i choćby Ministerstwem brony Narodowej czy Ministerstwem Infrastruktury. Obawiamy się, że zostaniemy podstawieni przed faktem dokonanym i kolejnymi stratami finansowymi – przyznaje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
Branża TSL poniesie straty, których nikt nie planuje zrekompensować
Problemem jest jednak brak planowania przejrzystej komunikacji i współpracy z dużym komponentem koordynacji działań pomiędzy firmami TSL a wojskiem.
W wielu przypadkach brak wcześniejszego uprzedzenia, że taka sytuacja będzie miała miejsce i żeby firmy miały możliwość przygotowania grafików uwzględniających zmiany. Kolejny element to brak rekompensaty dla firm, które ze względu na szkolenia będą ponosić straty z tytułu niewykonanych transportów.
Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych komentuje to w następujących słowach:
- Kierowcy są dla struktury wojskowej bardzo ważni. Wojsko potrzebuje kierowców, stąd też spodziewamy się dużej skali powołań na szkolenia, a co za tym idzie zmian w siatce funkcjonowania wielu firm na czas szkoleń. To nas martwi. Nikt nie zamierza uchylać się od tego obowiązku.
Czego od wojska oczekują przedsiębiorcy i kierowcy
Przedstawiciele przewoźników drogowych mówią o tym, że nagłe powołania mogą być problemowe do realizacji. Braki kadrowe w większości firm TSL są faktem, który dostrzegają wszyscy zainteresowani.
Obecnie przepisy przewidują rekompensatę wynagrodzenia dla pracownika, który powołany jest na szkolenie wojskowe.
Nie ma jednak ani słowa o tym, że konsekwencje jego powołania to zmiana struktury pracy w firmie, co powoduje, że na kilka lub kilkanaście dni wypada z harmonogramu człowiek wykonujący zaplanowane, konkretne zadania.
- Mało która firma transportowa ma nadmiar kierowców. A co jeżeli jednocześnie powołanych zostanie kilku kierowców z jednej firmy? Taka sytuacja naraża firmę na opóźnienia, straty finansowe, a być może także na kary finansowe jeżeli nie uda się znaleźć zastępstwa dla kierowców, którzy będą szkoleni – przyznaje Dariusz Matulewicz.
Wojsko koncentruje się przede wszystkim na osobach z pasywnej rezerwy, czyli tych, które mają uregulowany stosunek do służby wojskowej - najczęściej po kwalifikacji wojskowej.
Branża spodziewa się, że poza przewoźnikami drogowymi najczęściej powoływani mogą być także technicy, mechanicy, elektrotechnicy, logistycy i spedytorzy.
- Nie ma nic złego w powołaniach. Problemem może być organizacja. Apelujemy, by było to uporządkowane – mówi Dariusz Matulewicz.
Zgodnie z przepisami prawa szkolenia mogą być jednodniowe, ale także mogą trwać do 30 lub powyżej 30 dni. Z dotychczasowych doświadczeń można wnioskować, że powołania szkoleniowe rezerw pasywnych trwają zwykle około tygodnia. Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdy firmy z branży TSL stworzyły z wojskiem spójny system wymiany informacji oraz koordynacji działania. Z efektem takim, aby nie tylko kierowca czy mechanik i logistyk rezerwista znał swój przydział i obowiązki w razie W lub innego stanu gotowości/mobilizacji, ale tak by wprząc w ten proces także firmy.
Żeby szkolenia i przygotowanie wojskowe nie dezorganizowały pracy jednej z kluczowych dla gospodarki branż.
