Monster truck w centrum Warszawy
To był dość szokujący widok. W środę po ul. Marszałkowskiej, w centrum Warszawy, jeździł tzw. monster truck. Był to zmodyfikowany Dodge, który przypominał sceny rodem z filmów. Cała akcja miała jednak nie do końca filmowy przebieg. Na miejscu momentalnie pojawiła się policja.
Co stało się później? Tutaj wersje są zupełnie inne. Grupa Monster Truck Polska opublikowała oświadczenie, w którym czytamy, że policjanci się na nich uwzięli. Według relacji mieli zatrzymać pojazd do kontroli, a kierowcy powiedzieć: „Dzisiaj już stąd na kołach nie wyjedziecie.”
Zakaz jazdy przez dwie krople oleju?
„Przez kolejne blisko 7 godzin trwała próba postawienia na swoim i udowodnienia za wszelką cenę, że nasz pojazd nie powinien znajdować się na drodze. Sprawdzano dosłownie wszystko - dokumenty, pozwolenia, konstrukcję, oznaczenia i wszelkie formalności. I wiecie co? Okazało się, że wszystko mieliśmy dopięte zgodnie z przepisami. Gdy nie znaleziono podstaw w dokumentacji, finalnie nasz pojazd został odholowany z powodu… dwóch kropli oleju na jezdni” – pisze Monster Truck Polska.
Pod wpisem pojawiły się setki komentarzy. Głównie takie, które krytykują postawę policji. Co ciekawe, zatrzymanie i późniejsza kontrola spowodowały, że przejazdem reklamowym zainteresowało się tak wiele osób.
W piątek na stanowisko grupy odpowiedziała także Komenda Stołeczna Policji. Funkcjonariusze wprost nawiązali do wpisu w mediach społecznościowych, wskazując na błędy – zarówno w relacji z zatrzymania, jak i w podejściu do przepisów ruchu drogowego.
Stanowisko Policji: „Istotne nieprawidłowości”
Funkcjonariusze opisali swoją wersję wydarzeń. Według nich pojazd, tzw. monster truck, zatrzymano do kontroli ze względu na „nietypowe gabaryty pojazdu”. Do zatrzymania doszło w środę 15 kwietnia ok. godz. 11:20 na ul. Marszałkowskiej.
„W trakcie czynności kierujący pojazdem mężczyzna okazał wydane przez starostę zezwolenie kategorii I na przejazd pojazdu nienormatywnego oraz polisę OC. Jednak szczegółowa weryfikacja dokumentów wykazała istotne nieprawidłowości: numer VIN pojazdu nie zgadzał się z numerem wskazanym w okazanym zezwoleniu. W praktyce oznacza to brak ważnego zezwolenia na przejazd pojazdu nienormatywnego. Polisa OC, przypisana do numeru VIN, również nie obejmowała faktycznie kontrolowanego pojazdu” – czytamy w stanowisku Komendy Stołecznej Policji.
Funkcjonariusze przyznali również, że pojazd posiadał usterkę – wyciek oleju z mostu napędowego.
Monster truck na lawecie. Jakie konsekwencje dla kierowcy?
Policjanci ukarali kierowcę mandatem. Pojazd musiał zostać zabrany z drogi przez lawetę. Ale na tym się nie skończyło. Informacja o braku OC została przekazana do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. W tym przypadku kierowca musi liczyć się z wysoką grzywną, wynoszącą od 1 920 zł do 14 420 zł.
„Odnosząc się do opublikowanego na FB wpisu poświęconego kontroli: twierdzenie, że „wszystko było zgodne z przepisami” – jest niezgodne z faktami. Odholowanie pojazdu nie nastąpiło z powodu „dwóch kropli oleju”, lecz z powodu: braku ważnego zezwolenia i braku właściwego ubezpieczenia OC” – podaje KSP.
Z tą argumentacją nie zgadza się Monster Truck Polska. Grupa napisała w mediach społecznościowych, że stanowisko policji „mija się z prawdą”. Wkrótce na nie odpowie. Po publikacji zaktualizujemy ten artykuł.
