"Prezydent i administracja potępiają to (przemoc) najmocniej jak się da" - przekazała na konferencji prasowej McEnany poświęconej środowemu wtargnięciu na Kapitol zwolenników prezydenta.

Reprezentantka Białego Domu oceniła, że wydarzenia w Kongresie "są nie do zaakceptowania, a tym którzy złamali prawo, powinny być postawione zarzuty".

"Zatrudnieni w Białym Domu ludzie pracują, by zapewnić uporządkowane przekazanie władzy. Teraz nastał czas, by Ameryka się zjednoczyła, by się zjednoczyć w odrzuceniu przemocy, którą widzieliśmy" - wezwała McEnany.

"Powiem jasno - przemoc, której doświadczyliśmy wczoraj w stolicy naszego kraju, była przerażająca, karygodna i sprzeczna z amerykańskim duchem" - stwierdziła McEnany.

Na konferencji prasowej w Białym Domu rzeczniczka nie odpowiadała na pytania dziennikarzy.

Reklama

USA: Szef policji Kapitolu złoży rezygnację 16 stycznia

Szef policji Kapitolu Steven Sund złoży rezygnację 16 stycznia w związku ze środowymi wydarzeniami w siedzibie amerykańskiego Kongresu - poinformowała w czwartek agencja AP, powołując się na źródła. Wcześniej dymisji Sunda zażądała szefowa Izby Reprezentantów Nancy Pelosi.

Sund oświadczył w czwartek, że policja przygotowana była na pokojową demonstrację zwolenników prezydenta Donalda Trumpa i nie spodziewała się brutalnego ataku. Dodał, że w czasie swojej 30-letniej służby policyjnej nie doświadczył czegoś tak wstrząsającego.

Podczas zamieszek na Kapitolu funkcjonariusze sił federalnych, odpowiedzialni za ochronę Kongresu, pozwolili zwolennikom urzędującego szefa państwa na szturm na Kapitol, przez co parlamentarzyści musieli uciekać.

Przedstawiciele straży Kapitolu anonimowo przyznają, że było ich zbyt mało, by odeprzeć tłum, narzekają także na brak koordynacji działań. Sund utrzymywał, że napór protestujących był przytłaczający, a podległe mu oddziały były atakowane.

W starciach rannych zostało blisko 50 funkcjonariuszy, zmarło czterech demonstrantów.