Rywalizacja supermocarstw przypomina wielkie zmagania jeden do jednego: Ateny kontra Sparta, Rzym versus Kartagina czy Moskwa kontra Waszyngton. Niemniej w ramach tej rywalizacji wielkie potęgi walczą także o lojalność państw znajdujących się pomiędzy nimi, a to z kolei oznacza, że decyzje mniejszych krajów mogą zdeterminować los wielkich supermocarstw.

W czasie wojen napoleońskich Londyn ostatecznie odniósł zwycięstwo dzięki zbudowaniu koalicji krajów, które czuły się zagrożone przez Francję. Z kolei w czasie zimnej wojny wsparcie „wolnego świata” stało się decydującą przewagą Ameryki: korzyści uzyskiwane z sojuszy z najbardziej dynamicznymi krajami świata dały Waszyngtonowi przewagę nad Moskwą, która wchodziła w koalicje ze zubożałymi satrapami. Warto wyciągnąć kilka wniosków z przeszłości, które dziś stają się jeszcze bardziej aktualne.

New Delhi, Indie. 26.01.2021 / Bloomberg / Anindito Mukherjee

Nowa globalna rywalizacja pomiędzy USA i Chinami przekształca łańcuchy dostaw, zmienia geografię strategiczną świata oraz sprawia, że stawka w ewentualnej i dewastującej wojnie tych mocarstw byłaby jeszcze większa. Tak jak w czasach zimnej wojny, na kraje od Oceanii po Amerykę Łacińską, wywiera się presję, aby wybrały stronę, oddzieliły się od konkurencyjnych nacisków, a przeciwnym razie szukały ochrony w coraz bardziej rozdrobnionym świecie.

Kraje te są swoistymi strategicznymi nagrodami w obliczu walki Waszyngtonu i Pekinu o przewagi, ale są one również strategicznymi aktorami na swoich własnych prawach. Wybory, jakich te państwa dokonują - czyli na przykład jak zagłosują w ONZ, jakiego dostawcę technologii 5G wybiorą, od kogo przyjmą wsparcie, a komu się sprzeciwią – mogą przesądzić o tym, kto zwycięży w najważniejszej rywalizacji XXI wieku.

Strategie USA i Chin

Obie rywalizujące strony, zarówno dominujące, jak i aspirujące supermocarstwo, odpowiednio dostosowały do tego swoje strategie.

Dla USA kalkulacja strategiczna jest prosta: Waszyngton nie może balansować chińskiej siły w obszarze Indo-Pacyfiku, nie może zapobiegać zwycięstwom autokratów w bitwach ideologicznych , nie może kształtować innowacji technologicznych czy w jakikolwiek inny sposób zapobiegać wzrostowi rewizjonistycznych Chin, bez budowy jednej koalicji państw lub wielu nachodzących na siebie różnych koalicji.

Z kolei Chiny będą mogły kontrolować swoje geopolityczne sąsiedztwo, sprawować dominujący wpływ na szerokich masach Eurazji i geopolitycznie zdetronizować Stany Zjednoczone tylko wtedy, jeśli Pekinowi uda się odizolować Amerykę od swoich przyjaciół i sojuszników. Prezydent Xi Jingping jest również zdeterminowany, aby tworzyć bloki państw, które będą technologicznie i gospodarczo zależne od Pekinu, a dzięki temu nie będą w stanie sprzeciwiać się geopolitycznemu wzrostowi Państwa Środka.

Niniejszy tekst jest pierwszą częścią serii artykułów o czterech kluczowych państwach – krajach, które są położone na głównych frontach amerykańsko-chińskiej rywalizacji. To Niemcy, Dżibuti, Indie i Filipiny. Są one oddalone od siebie o tysiące kilometrów i zajmują bardzo różne strategiczne miejsca w kontekście rywalizacji USA i Chin. Ktoś mógłby twierdzić, że inne kraje, takie jak Rosja, Singapur, Wielka Brytania, Japonia czy Australia, są równie ważne. Niemniej to właśnie te cztery kraje - Niemcy, Dżibuti, Indie i Filipiny – są kluczowe, w ten czy w inny sposób, dla przebiegu rywalizacji amerykańsko-chińskiej. Istnieje określona niepewność, choć oczywiście w różnym stopniu, co do tego, jak te cztery kraje się zachowają i z kim się sprzymierzą. Historie tych krajów dobrze obrazują kilka typowych kwestii dotyczących tego, w jaki rozwija się globalna rywalizacja mocarstw.

Wiele poziomów rywalizacji

Pierwsza z tych kwestii dotyczy tego, jak bardzo złożona jest współczesna rywalizacja. Amerykańsko-chiński wyścig obejmuje takie obszary, jak normy dotyczące internetu czy idee polityczne, ale także potęga wojskowa czy handel. Rywalizacja ta rozwija się zarówno w organizacjach międzynarodowych, jak i w ramach przemysłów przyszłości. Kluczowe uzbrojenie w tym wyścigu obejmuje obszary od strategicznej korupcji po inwestycje infrastrukturalne. Z tego powodu rywalizacja o kluczowe państwa przybiera wiele form i będzie się obywać na wielu różnych strategicznych poziomach.

Duży zasięg geograficzny

Po drugie, fronty amerykańsko-chińskiej rywalizacji znajdują się dosłownie wszędzie. Na całym świecie występują państwa kluczowe. Owszem, wojna kinetyczna najprawdopodobniej rozegrałaby się na bliskich peryferiach Chin, być może w Cieśninie Tajwańskiej lub wzdłuż chińskiej granicy z Indiami. Ale ambicje Pekinu oraz chińska potęga gospodarcza zaniosły wpływy Państwa Środka prawie na każdy kontynent świata. Dlatego krytyczne działania w ramach rywalizacji USA-Chiny będą podejmowane każdego dnia i mogą się one mieć miejsce zarówno w salach konferencyjnych Europy Środkowej, jak i w okrętach wojennych na Zachodnim Pacyfiku.

Państwa kluczowe mają własne strategie

Po trzecie, wymienione państwa kluczowe nie są po prostu pionkami czy pacynkami poruszanymi przez Waszyngton i Pekin. Niektóre z tych krajów rozgrywają obie strony, inne szukają trzeciej drogi w coraz bardziej dwubiegunowym świecie, inne skłaniają się ku jednemu z obozów. Wszystkie jednak prowadzą swoje własne strategie w napiętym środowisku geopolitycznym, zaś ich decyzje ukształtują amerykańsko-chińską rywalizację tak samo, jak wybory mniejszych potęg w czasie zimnej wojny wpłynęły na to, które mocarstwo ostatecznie wówczas wygrało.

Wielkie wyzwanie dla USA

Po czwarte wreszcie, USA stoją w obliczu o wiele trudniejszej drogi, niż wielu Amerykanów sobie to wyobraża. Co prawda Chiny w globalnych rankingach przychylności zaliczyły głęboki zjazd ze względu na swoją rolę w przebiegu pandemii Covid-19 oraz brutalne tendencje po stronie komunistycznego reżimu. Niemniej Pekin wciąż dysponuje połączeniem gospodarczych zachęt i środków przymusu, które są o wiele bardziej imponujące niż cokolwiek, co miał kiedyś do dyspozycji ZSRR. Co więcej, Chiny przetarły sobie szlaki nie tylko wobec państw rozwijających się, ale również wobec niektórych kluczowych sojuszników Ameryki.

„Znajdujemy się w samym środku fundamentalnej debaty o kierunku, w jakim w przyszłości pójdzie świat” – powiedział w czasie niedawnej konferencji bezpieczeństwa w Monachium prezydent USA Joe Biden. Przez wiele pokoleń Ameryka pozostawała niepokonanym rywalem, ponieważ była liderem wolnego świata, a to dawało jej przewagę w ramach globalnej rywalizacji. Teraz jednak jeśli Waszyngtonowi nie uda się utrzymać kluczowych państw po swojej stronie, to w nadchodzących latach Ameryka może odebrać gorzką lekcję tego, jak to jest przegrać rywalizację mocarstw.