"Te sankcje potwierdzają zobowiązanie władz USA, by nakładać koszty na reżim Łukaszenki za umożliwianie korupcji, łamanie praw człowieka, nieludzkie wykorzystywanie narażonych ludzi i organizowanie nieregularnej migracji oraz ataki przeciwko swobodom demokratycznym i międzynarodowym normom" - napisano w komunikacie resortu.

Szef dyplomacji USA Antony Blinken oświadczył z kolei, że posunięcia te pokazują "niezachwianą determinację USA, by działać w obliczu brutalnego reżimu, który w coraz większym stopniu represjonuje Białorusinów, podważa pokój i bezpieczeństwo w Europie".

Reklama

Blinken pochwalił również Polskę, Litwę i Łotwę za ich "odpowiedź na kryzys migracyjny, wywołany przez reżim Łukaszenki na ich granicach".

Wprowadzone przez Waszyngton restrykcje zakazują "wszystkich transakcji, finansowania i innego obrotu nowym długiem z okresem zapadalności większym niż 90 dni". Zakaz obejmuje zarówno transakcje na rynku pierwotnym, jak i wtórnym.

Sankcje dotknęły też powiązane z reżimem koncerny potasowe Białoruską Spółkę Potasową, Sławkalij, Agrorozkwit, firmy z białoruskiego sektora obronnego Biełtecheksport, AGAT, Kidma Tech i Gardserwis, a także białoruskie linie lotnicze TransAVIAexport, wraz z należącymi do nich samolotami.

Wśród objętych sankcjami osób jest m.in. syn Łukaszenki - Dzmirtij, przewodniczący Prezydenckiego Klubu Sportowego. W ten sposób dołączył na czarnej liście do swojego ojca oraz brata Wiktara. Większość z pozostałych osób z sankcjami, to członkowie aparatu bezpieczeństwa odpowiedzialni za przerzut migrantów z Bliskiego Wschodu na granicę z Polską i Litwą.

Sankcje USA zostały ogłoszone równocześnie z nowymi rundami restrykcji nałożonymi przez Unię Europejską, Kanadą i Wielką Brytanią.

"Departament Skarbu nadal będzie współpracował z społecznością międzynarodową, by odpowiadać na represje, korupcję i łamanie praw człowieka przez reżim Łukaszenki" - zapowiedział resort.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)