Już jutro Sejm ma zająć się kluczowym dla państwa projektem, który daje ministrowi sprawiedliwości swobodę w obsadzaniu kierowniczych stanowisk w sądach. Zbigniew Ziobro w ciągu sześciu miesięcy od wejścia w życie nowych rozwiązań będzie mógł bez podania żadnej przyczyny wymienić prezesów i wiceprezesów wszystkich sądów w Polsce.
Parlament uchwalił już ustawę, która pozwala ministrowi według własnego widzimisię zwalniać dyrektorów sądów. W trakcie prac są natomiast projekty, które oddadzą w ręce polityków wybór członków Krajowej Rady Sądownictwa.

Dowolność ministra w powoływaniu dyrektorów sądów

Na początku maja weszła w życie nowelizacja, która zniosła konkursy na stanowiska dyrektorów sądów. Teraz są oni powoływani według kryteriów, które zna tylko minister sprawiedliwości. Od jego arbitralnej decyzji zależy też, kto się będzie musiał pożegnać ze stanowiskiem. Dyrektorzy zostali również podporządkowani bezpośrednio ministrowi sprawiedliwości. Rządzący tłumaczą, że zmiany były konieczne, aby umożliwić ministrowi skuteczne sprawowanie nadzoru nad dyrektorami, którzy gospodarują przecież majątkiem publicznym. Sędziowie natomiast uznają, że był to pierwszy krok do całkowitego podporządkowania władzy wykonawczej niezależnego sądownictwa w myśl zasady „kto ma pieniądze, ten ma władzę”.
Reklama

Posłowie wybiorą sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa

W Sejmie trwają prace nad projektem, zgodnie z którym sędziowie nie będą już mieli wpływu na to, kto spośród nich będzie zasiadać w Krajowej Radzie Sądownictwa. Rządzący chcą również skrócić kadencje obecnych członków rady. Proponuje się również podzielenie KRS na dwa zgromadzenia – jedno o charakterze sędziowskim, a drugie politycznym. Politycy tłumaczą, że zmiany są konieczne, aby przywrócić właściwe proporcje w procesie powoływania sędziów. Jak podkreślają, obecnie decyzja ta leży niemal w całości w rękach środowiska sędziowskiego, a przedstawiciele dwóch pozostałych władz, w tym władzy ustawodawczej pochodzącej z demokratycznego wyboru, nie mają praktycznie w tej kwestii nic do powiedzenia.
Tymczasem zdaniem sędziów zmiany doprowadzą do upolitycznienia KRS, która przestanie być organem stojącym na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów.

Asesorzy kluczem do kadrowej rewolucji

Sejm pracuje również nad zmianami dotyczącymi asesorów sądowych, którzy też mają sprawować wymiar sprawiedliwości. Asesorów powoływałby minister sprawiedliwości według listy przekazanej mu przez dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury.
Zdaniem polityków dzięki tym zmianom ścieżka dojścia do zawodu sędziego w końcu stanie się czytelna, a potencjał krajowej szkoły, na którą pieniądze są łożone z budżetu państwa, zostanie wzmocniony.
Z kolei sędziowie uważają, że w ten sposób politycy próbują – wbrew temu, co mówi konstytucja – uzyskać wpływ na to, kto sprawuje w Polsce wymiar sprawiedliwości. Ich zdaniem rola KRS zostanie w procedurze powoływania sędziów zmarginalizowana w niedopuszczalny sposób, a wpływ ministra na asesorów będzie zbyt duży.

Prezesi sądów zależni od woli polityka

Spore kontrowersje wywołuje również projekt, nad którym posłowie pochylą się na rozpoczynającym się w środę posiedzeniu Sejmu. Zgodnie z nim minister sprawiedliwości będzie mógł w ciągu pół roku wymienić prezesów i wiceprezesów sądów w Polsce.
Jak tłumaczą posłowie PiS, którzy przygotowali projekt, te rozwiązania mają pomóc rozprawić się z lokalnymi układami, jakie panują w sądach. Mają również ułatwić ministrowi sprawiedliwości sprawowanie nadzoru nad sądownictwem, co przełożyć się ma na jego sprawniejsze działanie.
Środowisko mówi natomiast o tym, że jedyny cel tych zmian to umożliwienie ministrowi obsadzenia funkcji kierowniczych w sądach swoimi zaufanymi ludźmi. ⒸⓅ

Komentarz redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej Krzysztofa Jedlaka:

Od dawna na naszych łamach toczy się obszerna jak nigdzie indziej debata o reformie wymiaru sprawiedliwości. Tego, że rozmaite zmiany – przez lata zaniechane – są potrzebne, w zasadzie nikt nie kwestionuje; także ci, którzy z nieudawaną troską mówią o zamachu na niezawisłość sądów. Z drugiej strony ci, którzy wobec takich obaw są wstrzemięźliwi, zazwyczaj nie popierają wszystkich bez wyjątku propozycji Ministerstwa Sprawiedliwości. Tym bardziej że modyfikowało ono projekt i jego uzasadnienie, mnożąc kontrowersje, a nie zawsze racje. Im wyrazistsze były głosy sprzeciwiających się zmianom, tym więcej pojawiało się poprawek wywołujących kolejne emocje niż merytoryczną refleksję. Argumenty ad rem ze wszystkich stron zeszły na dalszy plan. To wszystko służy może politykom i ich sporom, ale niekoniecznie państwu. A kluczowe pytanie pozostaje bez odpowiedzi: jaki wymiar sprawiedliwości powinien w wyniku reformy powstać? Jak musi wyglądać, by bez względu na to, kto będzie u władzy, działał bardzo sprawnie, niezawisłość orzekania była w pełni gwarantowana, a „niezawisłość od rozumu” – rugowana? Bo tylko wtedy – używając wielkich słów, ale małych liter – będziemy mogli mówić o prawie i sprawiedliwości.

>>> Czytaj też: Urzędowa zmowa przeciw Wschodniej Obwodnicy Warszawy. Trwa hiperinflacja kosztów budowy