Na podstawie danych o kwietniowej dynamice można też wyliczyć, że po czterech miesiącach plan tegorocznych wpływów z VAT udało się wykonać w prawie 40 proc. To znacznie lepiej niż rok temu o tej samej porze, kiedy odsetek ten wynosił 33,1 proc.

MF ma z pewnością powody do zadowolenia. Co prawda nie udało się utrzymać rewelacyjnej dynamiki wzrostu wpływów z VAT z pierwszych miesięcy roku, kiedy to rosły one nawet w 40-proc. tempie. Ale za to nie potwierdziły się oczekiwania sceptyków, którzy podejrzewali, że wysokie dochody z pierwszego kwartału to zasługa kilku księgowych sztuczek. Taką miało być zlikwidowanie możliwości rozliczania VAT raz na kwartał, które przyspieszyło uzyskiwanie dochodów z VAT w pierwszych miesiącach. Od początku roku większość podatników musi wpłacać fiskusowi VAT co miesiąc. Część ekspertów podejrzewała więc, że bardzo dobre wyniki na początku roku to efekt przesunięcia (bo to, co według starych zasad fiskus dostałby dopiero w kwietniu za całe trzy pierwsze miesiące, dostawał wcześniej po kawałku w rozliczeniach miesięcznych).

Informacja o 17-proc. wzroście sugeruje również, że wysokich wpływów z podatku nie da się wytłumaczyć tylko zagrywką Ministerstwa Finansów zastosowaną jeszcze pod koniec 2016 r. W grudniu ubiegłego roku resort finansów wypłacił zwroty VAT, które w normalnym trybie trafiłyby do podatników w pierwszych dwóch miesiącach tego roku. Skutek był taki, że w grudniu dochody z najważniejszego podatku drastycznie spadły (na co MF mógł sobie pozwolić ze względu na dobrą sytuację w budżecie), ale za to w styczniu i w lutym były odpowiednio wyższe. Trudno jednak zakładać, że skutki tego działania widać było jeszcze w kwietniu.

Cały tekst przeczytasz w poniedziałkowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej