Chodzi o sytuacje, w których prowadzący działalność gospodarczą zbiera paragony od innych osób – najczęściej nieprzedsiębiorców, by potem na tej podstawie brać faktury od sprzedawców. W efekcie takiego działania płaci niższy VAT. Wykazuje też fikcyjne koszty, o które może pomniejszyć swój przychód, co automatycznie przekłada się na niższy podatek dochodowy.

W niektórych branżach – jak w sprzedaży detalicznej paliw – problem osiągnął patologiczne rozmiary. Skarbówka zna przypadki, w których pracownicy stacji gromadzili nieodebrane przez klientów potwierdzenia zapłaty za towar, a potem sprzedawali je firmom, pobierając kilkuprocentową prowizję. Fiskus może oczywiście z tym walczyć, analizując np. częstotliwość zakupów udokumentowanych paragonami, i jeśli stwierdzi, że – na przykład – odbywały się one podejrzanie często, skierować do takiego przedsiębiorstwa kontrolę. Ale jedyna cenna poszlaka, jaką może przy tym wziąć pod uwagę, to sposób płatności: o wiele łatwiej ustalić, kto naprawdę kupował towar, jeśli nabywca płacił kartą, a nie gotówką.

– To zjawisko jest szczególnie widoczne w paliwach. W branży opowiadana jest historia jednego z pracowników dużej sieci stacji paliw, który na podstawie paragonów w ciągu roku był w stanie wystawić faktury na 20 mln zł – mówi Radosław Piekarz, doradca podatkowy z kancelarii A&RT. Jego zdaniem coś z tym procederem trzeba zrobić – choć może lepszym pomysłem byłby po prostu zakaz wymiany jednych dokumentów na drugie.

Resort finansów chce to przeciąć. Do nowych przepisów o kasach fiskalnych proponuje wprowadzenie zasady, że jedynie paragon z NIP-em kupującego może być podstawą do wydania faktury. Miałoby to dotyczyć wszystkich rodzajów towarów i usług, nie tylko akcyzowych.

– Dziś stosunkowo łatwo jest takie wydruki zbierać, również np. w marketach budowlanych. Z wyliczeń zewnętrznych ekspertów, którymi dysponujemy, wynika, że straty budżetu z powodu tego procederu mogą sięgać nawet 1,5 mld zł – mówi nasz rozmówca z MF.

Z ustaleń DGP wynika, że projekt jest już po wewnętrznych konsultacjach w resorcie i niebawem zostanie skierowany do uzgodnień w rządzie. Ale już w ciemno można zakładać, że będzie budził kontrowersje: nie każda kasa fiskalna ma bowiem opcję wpisywania danych kupującego. To oznacza, że część handlowców – chcąc sprostać konkurencji – musiałaby wymienić kasy.

Pomysł jest jednym z elementów strategii resortu uszczelniającej handel detaliczny. Fundamentem systemu zwalczania szarej strefy w sprzedaży detalicznej mają być kasy fiskalne działające w trybie online. Nad koncepcją ich wprowadzenia resorty finansów i rozwoju pracują już od kilku miesięcy. Kasy online są im potrzebne do stworzenia m.in. Centralnego Repozytorium Danych o Sprzedaży Detalicznej, o którym w ubiegłym tygodniu w wywiadzie dla PAP mówił wiceszef Krajowej Administracji Skarbowej Paweł Cybulski. Nowa baza danych ma ułatwić analizę sprzedaży poszczególnych podatników i wychwytywanie wszelkich anomalii.

Według naszych informacji zaostrzenie zasad wystawiania faktur na podstawie paragonów ma być wprowadzone przy okazji nowych przepisów określających wymogi dla kas online. Projekt jest już po konsultacjach wewnątrzresortowych i w najbliższym czasie ma zostać przesłany z prośbą o opinie do innych ministerstw. Wpisanie paragonu z NIP-em do tego właśnie rozporządzenia nie jest przypadkowe. Bo pomysł resortu ma jedną istotną wadę: nie każda kasa fiskalna działająca na polskim rynku ma możliwość wystawiania paragonów z NIP-em kupującego. Resort już raz poległ na próbie wprowadzenia paragonów z NIP, gdy w 2013 r. wprowadził możliwość żądania przez kupujących faktur uproszczonych dla zakupów o małej wartości (do 450 zł). Funkcję faktury uproszczonej miał pełnić taki właśnie paragon. Według rozporządzenia resortu każdy kupujący ma prawo żądać takiego paragonu, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała te zamierzenia. Wielu sprzedawców musiałoby wymienić kasy na nowe, czego resort nie chciał na nich wymuszać. I ostatecznie przyjęto zasadę, że kupujący może żądać, a sprzedawca ma obowiązek wystawić – o ile ma takie techniczne możliwości.

Od czasu rozporządzenia z 2013 r. każda nowo wprowadzana na rynek kasa fiskalna ma już opcję wpisywania NIP kupującego na paragonie. Ale nadal w użyciu jest wiele urządzeń bez takiej funkcji. Chodzi przede wszystkim o sprzęt, który dokumentuje przeprowadzone transakcje na papierowej rolce. Według różnych szacunków około jednej trzeciej wszystkich kas to właśnie te papierowe. MF głowi się nad tym, jak skłonić firmy do wymiany ich na nowe modele. Bez tego cały plan systemu kas online spali na panewce. Resort zdaje sobie sprawę, że przymusowa wymiana kas oznaczałaby spore koszty dla przedsiębiorców. Chciałby więc ich do tego namówić. W grę wchodzą subsydia. Firma doradcza KPMG wyliczała ich koszt na ok. 240 mln zł. Ale resort chciałby zastosować też inne zachęty w postaci rozwiązań, bez skorzystania z których sprzedawca staje się mniej atrakcyjny dla kupującego. Na przykład stosowanie elektronicznych paragonów, które trudniej będzie zgubić (mógłby być np. wysłany e-mailem). Tak można też traktować plan paragonu z NIP-em. Przedsiębiorca, który będzie chciał swoje paragony wymienić na fakturę, wybierze raczej tych dostawców, którzy będą w stanie spełnić jego prośbę.

Kogo dotyczy ten problem? Przede wszystkim średniego i małego handlu. Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu, chwali ministerstwo za próby walki z szarą strefą, ale mówi, że niezależnie od intencji MF wymiana kas musi się odbywać stopniowo.

– Złym pomysłem byłoby narzucenie odgórnego terminu. Robienie takiej rewolucji byłoby bardzo kosztowne dla przedsiębiorców. W naszej branży średniego i małego handlu koszt szedłby w miliony złotych – ocenia Ptaszyński. I wylicza: koszt nowej kasy dziś waha się między 900 a 2000 zł. Nowy sprzęt spełniający kryteria kasy online jest o 10–20 proc. droższy. Dla małego osiedlowego sklepu z rentownością obrotu nie większą niż pół procent to bardzo duży wydatek.

– O sprawie wymiany kas od jakiegoś czasu już dyskutujemy przy okazji planów wprowadzenia kas online. I według nas musi to być proces stopniowy. Powinno się przyjąć zasadę, zgodnie z którą sprzęt mógłby być używany do momentu wygaśnięcia jego homologacji. Wtedy wymiana następowałaby w sposób naturalny – dodaje Ptaszyński.

Ministerstwo na razie nie planuje przymusowej wymiany kas. Choć według odpowiedzi wiceministra finansów Pawła Gruzy na jedną z poselskich interpelacji z lipca, w niektórych przypadkach kasy online mogłyby być obowiązkowe. Chodzi o tzw. branże wrażliwe, szczególnie narażone na ryzyko nadużyć podatkowych. Ale i w tym przypadku wymiana kas miałaby następować stopniowo.

>>> Czytaj też: Reaktywacja polskiej waluty. Złotego czekają wzrostowe miesiące