Do zarezerwowanych wyjazdów trzeba będzie dopłacać

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 lutego 2009, 04:30
/ST
Rok będzie trudny dla branży turystycznej. Działania zbrojne na Bliskim Wschodzie, zamieszki w Grecji, a do tego rosnący kurs euro powodują, że wiele osób rozważa wstrzymanie wyjazdów.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych radzi, by z powodu zamieszek w głównych miastach Grecji na razie wstrzymać się z wyjazdem w tamtym kierunku. Jeśli sytuacja się nie poprawi, za kilka miesięcy biura turystyczne zaczną liczyć straty. W 2008 roku wakacje w Grecji spędziło 200 tys. Polaków. Według touroperatorów w tym roku będzie podobnie. Biura podróży oficjalnie informują, że na razie nie widać spadku zainteresowania tym kierunkiem.

- Wyjazdy do Grecji wciąż dobrze się sprzedają. Obecna sytuacja polityczna w tym kraju nie ma żadnego wpływu na turystykę w rejonach wypoczynkowych, gdzie jest bezpiecznie - uważa Magdalena Plutecka-Dydoń z Neckermanna.

Nieoficjalnie agenci przyznają, że problem jest.

- Ludzie dzwonią, pytają, mówią, że wolą zaczekać na to, co się będzie działo - mówi agent jednego z największych biur.

Potwierdzają to klienci.

- Zdecydowaliśmy się wstrzymać z wykupem wycieczki po tym, jak pojawiły się ostrzeżenia, by nie wyjeżdżać do Grecji. Myślimy o zmianie kierunku - przyznaje nasz rozmówca.

Podejmowaniu decyzji o wykupie wyjazdu nie pomaga też skaczący kurs euro. Osłabienie złotego powoduje, że drożeją wycieczki zagraniczne. Istnieje więc ryzyko dopłaty do letniego wyjazdu. Zwłaszcza że promocje biur podróży, polegające na zagwarantowaniu kupującym stałej ceny imprezy, już się skończyły.

- Osłabiający się złoty to znacznie poważniejszy problem niż zamieszki w Grecji. Może się bowiem okazać, że klienci dokonujący wcześniejszych rezerwacji będą musieli dopłacić nawet kilkaset złotych - przyznaje Piotr Henicz z biura Itaka.

Touroperatorzy podkreślają, że podwyżki cen byłyby jeszcze bardziej dotkliwe, gdyby nie to, że w efekcie kryzysu na Zachodzie hotele w Grecji notują spadek liczby turystów z Niemiec i Skandynawii.

- Dzięki temu my mamy możliwość renegocjowania cen noclegów nawet o kilka procent. Niestety, polscy turyści tego nie odczują, bo drożejące euro robi swoje - dodaje Piotr Henicz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj