Jadło się tu między innymi: ślimaki morskie skropione białym burgundem, deskę szynki pata negra, talerz pokrojonej w plasterki suchej kiełbasy z Owernii, żaby z czosnkiem, foie gras i ślimaki, wykwintne pierożki z zapomnianych warzyw, cebulę z czarną truflą i przegrzebki, kasztany w bulionie z buraków i szparagów, selerowe tagliatelle z pianką ze słodkiej cebuli i wiórkami trufli, zupę z krabów i galaretkę z krabów i kawioru, kurczaka z Bresse i antrykot wołowy, ostrygi z Quiberon i fryzowaną sałatę z bekonem i jajkiem, zapiekany ser kozi i sałatkę z homara.

Piło się z kolei: butelkę château-terrey-gros-cailloux 1994, nawet jeśli to kiepski rocznik, givry błyskawicznie nalane do kieliszków, kieliszek puligny-montrachet, saint-aubin premier cru o  śmiesznej nazwie: Murgers des Dents de Chien oraz wiele innych trunków.

W pierwszym odruchu ma się ochotę wyrzucić tę książkę przez okno.

>>> CAŁY TEKST PRZECZYTASZ W WEEKENDOWYM MAGAZYNIE DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ