Wszystkie szkoły wyższe nie będą mogły pobierać od studentów m.in. wpisowego oraz opłat za egzaminy oraz złożenie i ocenę pracy dyplomowej. Tak wynika z założeń reformy studiów i praw studenckich przygotowanych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Niektóre uczelnie, dla których dodatkowe opłaty stanowią znaczną część przychodów, mogą znaleźć się w trudnej sytuacji finansowej i podwyższać opłaty, których pobieranie nie będzie zakazane.

- Głównym celem uczelni niepublicznej nie jest działalność nastawiona na zysk, tylko realizacja usługi edukacyjnej na najwyższym poziomie - tłumaczy prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Podkreśla, że resortowi zależy przede wszystkim na tym, aby student wiedział, za co uczelnia może pobierać dodatkowe opłaty, a za co absolutnie nie.

Będzie wyższe czesne

- Uczelnie, które nie będą mogły pozwolić sobie na utratę przychodów z opłat dodatkowych, będą podwyższać czesne - mówi prof. Waldemar Tłokiński, przewodniczący Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich.

Jego zdaniem, wprowadzenie katalogu opłat zakazanych nie musi więc oznaczać, że studenci będą mniej płacić za studia. Podkreśla też, że taka zmiana przepisów może ograniczyć swobodę zawierania umów między uczelniami niepublicznymi a studentami. Szkoły wyższe już teraz nie mogą pobierać od studentów opłat, których nie przewiduje umowa.

Najwięcej kontrowersji w środowisku akademickim wzbudza propozycja zakazu pobierania wpisowego oraz opłat za złożenie i ocenę pracy dyplomowej.

- Procedura dyplomowa kosztuje w naszej szkole 350 zł - mówi prof. Ludmiła Dziewięcka-Bokun, rektor Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Służb Publicznych Asesor.

Z pieniędzy tych uczelnie opłacają m.in. pracę promotora lub przygotowanie recenzji prac dyplomowych. Po zmianach będą musiały sfinansować te zadania z czesnego. A to może oznaczać konieczność jego podwyższenia.

- Dodatkowy problem pojawia się w sytuacji, gdy student zmienia uczelnię i po roku nauki w nowej placówce przystępuje do obrony pracy dyplomowej - mówi prof. Ludmiła Dziewięcka-Bokun.

W takim przypadku nowa szkoła będzie musiała ponieść koszt procedury dyplomowej, choć to poprzednia uczelnia mogła pobierać wyższe czesne z tego tytułu.

Wpisowe zamiast czesnego

Z kolei wpisowe (zazwyczaj w wysokości 200 - 400 zł) jest dla wielu niepublicznych szkół formą rekompensaty za to, że nie pobierają czesnego przez okres wakacyjny, a muszą ponosić wtedy np. koszty utrzymania obiektów czy wynagrodzenia pracowników. Rezygnacja z takich opłat może również spowodować podwyżkę czesnego.

- Najlepszym rozwiązaniem byłoby sporządzenie listy wszystkich dodatkowych opłat, jakie pobiera jakakolwiek wyższa szkoła w Polsce. Aby to zrobić, wystarczy przeanalizować załączniki do umów podpisywanych przez uczelnie i studentów - uważa prof. Waldemar Tłokiński.

Na tej podstawie resort mógłby określić, które opłaty są pobierane przez nieliczne uczelnie wyłącznie dla podwyższenia zysku.

Publiczne nie pobierają

Wprowadzenie katalogu opłat zakazanych może mieć mniejszy wpływ na działalność szkół publicznych.

- Uniwersytet Warszawski nie pobiera żadnych opłat wymienionych w propozycji ministerstwa - mówi prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow, rektor UW i przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Podkreśla jednocześnie, że dzięki zmianom kandydatom na studia łatwiej będzie porównywać wysokość opłat w różnych szkołach.

Między innymi dlatego propozycje resortu nauki popierają studenci.

Nielegalne opłaty

- Wciąż napływają do nas skargi od osób, które są zobowiązane do pokrywania nieuzasadnionych, dodatkowych opłat za studia - mówi Robert Pawłowski, rzecznik praw studentów przy Parlamencie Studentów Rzeczpospolitej Polskiej.

Zdarza się, że uczelnie zobowiązują ich np. do pokrycia kosztów rejestracji na kolejny semestr studiów, choć nie zaliczyli poprzedniego, lub egzaminów poprawkowych, nawet jeśli nie odbyły się w zaplanowanym terminie. Aby wyegzekwować pieniądze od studentów, korzystają nawet z usług firm windykacyjnych.

Po zmianie przepisów będą wiedzieć, za jaką usługę uczelnia nie może pobrać opłaty. Łatwiej im będzie więc udowodnić jej bezprawne działanie.

- Katalog powinien jednak objąć także opłaty za egzaminy komisyjne - uważa Robert Pawłowski.

Jego zdaniem konieczność wniesienia opłaty ogranicza prawo studenta do wykazania przed komisją egzaminacyjną, że został wcześniej nieprawidłowo oceniony.

Możliwość pobierania takich opłat może zachęcać niektóre uczelnie do takiego oceniania, aby jak najwięcej studentów występowało z wnioskiem o przeprowadzenie egzaminu komisyjnego, zwłaszcza że przepisy będą zakazywały pobierania opłat za poprawki, co uszczupli dochody szkół.

Resort nauki podkreśla, że propozycje zawarte w założeniach reformy będą konsultowane ze środowiskiem akademickim. Katalog zakazanych opłat może się zmienić.